Rowerowy feniks z Trójmiasta. "Przyszłość widzimy w jasnych barwach"
- Trwa rowerowy weekend w Radiu TOK FM. W serwisach, audycjach i tekstach poruszamy temat jednośladów w miastach - w różnych odsłonach;
- Na Pomorzu od kilku lat działa system MEVO, który cieszy się dużą popularnością, choć ma burzliwą historię;
- Urzędnicy śmieją się, że MEVO jest 'niczym Feniks, który odradza się z popiołów; wskazują, na czym polega fenomen tego systemu.
W wielu polskich miastach rowery publiczne cieszą się niesłabnącą popularnością i rozwijają swoją ofertę. Jednocześnie są też miejsca, które zrezygnowały z tego rozwiązania. Nie wszystkie systemy zdołały dostosować się do zmieniających się nawyków i potrzeb mieszkańców. W ten weekend w Radiu TOK FM mówimy właśnie o rowerach. Kto z nich korzysta, a kto nie? Dlaczego jedne miasta mają na tym polu sukcesy, a drugie zupełnie wprost przeciwnie? Słuchaj audycji, informacji i czytaj teksty na portalu.
Burzliwa historia MEVO
Pierwsze MEVO wystartowało w 2019 roku i bardzo szybko stało się ofiarą własnej popularności. Operator nie nadążał z obsługą elektrycznej floty, rowery stały z rozładowanymi bateriami, pojawiły się też kary za niedotrzymanie warunków umowy. Po pewnym czasie problemy nawarstwiły się do tego stopnia, że system upadł.
Drugie MEVO wyjechało na ulice w 2023 roku, już lepiej zbilansowane biznesowo. I działa, mimo - tym razem - losowych problemów. Nie tak dawno bowiem w pożarze magazynu spłonęło 1500 jednośladów.
- I znowu jak ten Feniks, podnosimy się raz jeszcze - mówi Michał Glaser, prezes Obszaru Metropolitalnego Gdańsk, Gdynia, Sopot. - Nie dość, że dokupujemy te 1500 rowerów, to jeszcze będzie prawie drugie tyle. W sumie będziemy mieć 5300 jednośladów, z czego trzy czwarte to rowery elektryczne - informuje.
- Rowery są w kolorach czerwonych, ale przyszłość systemu widzimy w jasnych barwach - wtóruje mu wiceprezydent Gdańska Piotr Borawski. - To nie tylko odbudowa floty po pożarze, ale też nowe stacje - dodaje.
1500 rowerów poszło z dymem. Co dalej z MEVO? 'Nie poddajemy się'
System dobrze zaplanowany
Optymizm urzędników nie bierze się z niczego. MEVO 2.0 radzi sobie bardzo dobrze i z miesiąca na miesiąc zyskuje nowych użytkowników.
- 17 miast i gmin należy do systemu - podaje z satysfakcją Glaser. - Nie wiem, czy jest inne miejsce na świecie, gdzie nie tylko miasto centralne i bezpośredni jego sąsiedzi, ale też miejscowości turystyczne: Władysławowo czy Kartuzy, są w jednym systemie - wskazuje.
W jego ocenie plusem MEVO jest fakt, iż rowery nie mają konkretnych stacji dokujących, w których trzeba je odkładać. Jednoślady można zostawiać tam, gdzie się chce. - Kolejny plus to gęsta sieć, która oznacza, że one są blisko nas. Zaś trzeci plus jest taki, że system jest w dużym stopniu elektryczny. To sprawia, że ludzie chętnie z niego korzystają - wylicza nasz rozmówca.
Wspomaganie elektryczne. 'Strzał w dziesiątkę'
Wspomaganie elektryczne jest kluczowe dla tego terenu, na co zwraca uwagę Łukasz Piesiewicz, aktywista rowerowy ze stowarzyszenia Miasto Wspólne. - Bo jesteśmy bardziej górzystym miejscem w Polsce niż niektóre podgórskie miejscowości. Pokonywanie tych wzgórz wymaga wspomagania elektrycznego i to był strzał w dziesiątkę - mówi.
Wiceprezydent Gdańska przyznaje, że postawienie na rowery wspomagane elektrycznie to była ryzykowna decyzja, ale opłacała się. - Dzięki temu udało się pozyskać nowe grupy użytkowników, choćby takie osoby jak ja, które w garniturach mogą wsiąść na rower i skorzystać z niego w takim codziennym życiu - mówi Piotr Grzelak.
Ze statystyk wynika, że rowery MEVO są użytkowane najczęściej na krótkich dystansach. - Czyli to jest ta ostatnia mila, na której zawsze nam zależy. Dojeżdżamy na przykład SKM-ką, przesiadamy się na MEVO i dojeżdżamy do swojego punktu celowego i odwrotnie - mówi Piesiewicz.
'Historyczna' inwestycja w Gdańsku. 'Realne wpłynie na życie mieszkańców'
Jak jest na świecie?
Metropolia Trójmiejska budowała swój rower, podglądając inne ośrodki. - Systemy rowerów miejskich na świecie są uzupełnieniem większej całości - wskazuje Łukasz Bosowski ze Stowarzyszenie Rowerowa Gdynia. - One nie są celem samym w sobie, ale jednym z komponentów bogatej mozaiki zmiany przestrzeni, edukacji i pokazywania, że nie wszystko w mieście obsłużymy samochodem - dodaje.
Jednak jego zdaniem porównywanie różnych miast pod względem roweru publicznego jest ryzykowne, dlatego że "czasem możemy próbować porównywać jabłka z gruszkami". - Trochę inną drogę przeszła Kopenhaga, inne potrzeby miał Paryż - mówi. Ten ostatni stawia przy okazji za przykład najdynamiczniejszych zmian. - W Paryżu główne czteropasmowe arterie dało się zamienić na dwupasmowe ekostrady. Efekt? W niektóre miejsca w Paryżu szybciej dostaniemy się publicznym rowerem niż metrem - mówi Bosowski.
Co dalej z MEVO
Aktywiści i urzędnicy zgadzają się w jednym - że do rozwoju roweru miejskiego potrzebne jest inwestowanie nie tylko w sam system, ale też w drogi rowerowe. - Infrastruktura napędza rower miejski, rower miejski musi też w jakiś sposób napędzać infrastrukturę, bo kolejni użytkownicy będą się domagać tego, żeby mieli na czym jeździć - mówi Piesiewicz.
I wskazuje, że "gamechangerem" dla roweru miejskiego mogłaby być też możliwość połączenia abonamentu na jednoślad z abonamentem na komunikację zbiorową. - Jeśli by się udało nam jako Metropolii połączyć SKM-kę, komunikację zbiorową, miejską i rowery, to byśmy mieli cały komplet w ramach jednego biletu miesięcznego. I to jest coś, do czego powinniśmy dążyć - podkreśla aktywista.