Warszawski ratusz zakazał propalestyńskiej pikiety, ale proizraelska się odbędzie. "Skandaliczna decyzja"
We wtorek organizatorzy demonstracji "Ani jednej bomby więcej – wolna Palestyna!", planowanej na sobotę 18 listopada na trasie z Placu Zbawiciela w kierunku Ambasady Izraela poinformowali o tym, że otrzymali z urzędu miasta decyzję o zakazie zgromadzenia. "Jej uzasadnienie trudno ocenić inaczej niż jako skandaliczne. Decyzja ta ewidentnie narusza konstytucyjne wartości wolności słowa i wolności zgromadzeń" - twierdzą.
Warszawski ratusz przekonuje w nim, że "sytuacja, z jaką boryka się cały świat i dwie regularne pełnoskalowe wojny w bezpośrednim sąsiedztwie RP (na Ukrainie) oraz na Bliskim Wschodzie, powodują konieczność podejmowania działań przez władze Miasta, czynności mających na celu zachowanie bezpieczeństwa i eliminację potencjalnych zagrożeń ze strony różnych osób i środowisk, niestety nierzadko wspierających działania wojenne w ww. obszarach".
"Nigdy więcej dla nikogo!"
Tymczasem organizatorzy zapewniają, że ich celem jest sprzeciw wobec prowadzonych działań wojennych i ich natychmiastowe zakończenie. "Protestujemy przeciw faktowi, że przez niewiele ponad miesiąc izraelskie wojska zabiły w Strefie Gazy już ponad 12 tys. cywilów, w tym ponad 5 tys. dzieci. Działania wojenne prowadzone przez Państwo Izrael mają charakter ciągu zbrodni wojennych, masowej czystki etnicznej, a nawet ludobójstwa (terminu tego używają nawet niektórzy przedstawiciele ONZ)" - argumentują.
Podkreślają także, że na dotychczasowych kilku propalestyńskich pikietach nie dochodziło do sytuacji zagrażających bezpieczeństwu. "Chcemy przy tym podkreślić, że w odpowiedzi na wniosek ze strony przedstawicieli władz m st. Warszawy, organizatorzy zmienili trasę przemarszu w taki sposób, aby jego zakończenie odbyło się w odległości ok. 50 metrów od terenu Ambasady Izraela (na skrzyżowaniu ul. Filtrowej i ul. Krzywickiego). Jesteśmy przekonani, że takie rozwiązanie umożliwiałoby bezproblemowe zabezpieczenie miejsca zgromadzenia ze strony sił policyjnych" - wskazują organizatorzy.
Dodają także, że ratusz swoje obawy opiera na pojedynczym incydencie jakim był "jeden transparent, który pojawił się bez wiedzy organizatorów w pobliżu demonstracji 21 października. Przypomnijmy, że pojawił się na nim napis "Keep the world clean" (tłum. "Utrzymuj świat w czystości") obok ilustracji z człowiekiem, który wyrzuca gwiazdę Dawida do kosza na śmieci. Transparent niosła Norweżka, która mieszka w Polsce i studiuje na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Sprawą zajmuje się prokuratura. "Od tego czasu odbyły się dwie kolejne duże demonstracje w solidarności z Palestyńczykami, podczas których organizatorzy wyznaczyli część służby porządkowej przeznaczonej jedynie do kontroli treści transparentów" - zapewnili organizatorzy. I podkreślili: "Za każdym razem na zgromadzeniach informujemy o sprzeciwie wobec jakichkolwiek form rasizmu, w tym wobec antysemityzmu".
"W uzasadnieniu wspomniana została wojenna Warszawa. Właśnie dlatego, że mieszkamy w Warszawie, zrównanej z ziemią po dwóch powstaniach w czasie II wojny światowej, mamy obowiązek solidaryzować się z ofiarami równanej z ziemią Strefy Gazy, z tysiącami zabijanych tam ludzi. Dlatego, że bliskie jest nam hasło żydowskich demonstrantów protestujących w solidarności z Palestyńczykami w Nowym Jorku: "Nigdy więcej dla nikogo!" - podsumowali oświadczenie organizatorzy.
Warto zaznaczyć, że mimo obaw o zamieszki na tle narodowościowym ratusz wydał zgodę na proizraelską manifestację, która odbędzie się w Warszawie dzień później - w niedzielę 19 listopada.
Tysiące ofiar w Strefie Gazy. 'Bezkrytycznie powielamy izraelską narrację. To współwina'
Organizatorzy złożyli odwołanie do sądu
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią w środę organizatorzy złożyli do sądu sprzeciw wobec tej decyzji. W ich imieniu zrobił to antyrepresyjny kolektyw Szpila, który pomagał prawnie m.in. przy zatrzymaniach uczestników manifestacji wspierających osoby LGBT+ czy na Strajkach Kobiet. Decyzję zaskarżono w całości. Zdaniem kolektywu "Urząd m.st. Warszawy usiłuje zakazać legalnego zgromadzenia, czyli pozbawić osoby jednego z przysługujących im praw – prawa do wyrażania swojej opinii w kwestiach społecznych i politycznych. Pragniemy uprzejmie przypomnieć Urzędowi m.st. Warszawy, Prezydentowi Trzaskowskiemu i Komendzie Stołecznej Policji, że wszystkie wystosowane przez nich "argumenty" mają charakter wyłącznie hipotetyczny, a przez to są po prostu zadaniami, którymi Urząd i Policja mają się zaopiekować w trakcie trwającej demonstracji. Nie stanowią natomiast żadnej podstawy do zakazywania demonstracji, o czym nie raz stanowiły już decyzje zarówno polskich sądów, jak i Europejskiego Trybunału Praw Czlowieka". Pełnomocniczką organizatorów demonstracji jest Karolina Gierdal z kolektywu Szpila.
Urząd miasta odpowiada na zarzuty. "Kierujemy się wyłącznie względami bezpieczeństwa"
W odpowiedzi na pytania tokfm.pl rzeczniczka prasowa urzędu miasta st. Warszawy Monika Beuth zapewniła, że miasto "kieruje się wyłącznie względami bezpieczeństwa". "Opieramy się na stanowisku stołecznej Policji, która z mocy ustawy odpowiada za zapewnienie bezpieczeństwa i porządku publicznego podczas zgromadzeń. Wcześniej demonstracje te odbywały się na innej trasie i wtedy ocena służb i miasta była pozytywna. Obecnie organizatorzy zmienili trasę i przewidzieli zakończenie przemarszu z udziałem ok. 2000 osób pod budynkiem ambasady, który znajduje się na Starej Ochocie w ciasnych uliczkach, co nie gwarantuje zapewnienia bezpieczeństwa i porządku" - napisała. Jak dodała, "organizator został poproszony o zmianę miejsca zakończenia przemarszu, co uczynił, przesuwając je nieznacznie, ale w ocenie Policji nadal możliwe jest zakłócenie bezpieczeństwa, dlatego wydany został zakaz organizacji tego zgromadzenia".
Rzeczniczka warszawskiego ratusza załączyła także stanowisko Policji. Czytamy w nim m.in., że " w wyniku przeprowadzonej analizy zagrożeń oraz po nawiązaniu kontaktu z przedstawicielem Ambasady Izraela zdiagnozowano możliwość wystąpienia zagrożenia bezpieczeństwa i porządku publicznego w postaci prób podjęcia konfrontacji z uczestnikami zgromadzenia przez osoby o odmiennych poglądach" a także, że "nie można wykluczyć, że po dotarciu w rejon ambasady Izraela uczestnicy zgromadzenia pod wpływem negatywnych emocji mogą dążyć do konfrontacji z pracownikami ambasady powołując utrudnienia w funkcjonowaniu placówki jak również przerzucać na jej teren niebezpieczne przedmioty, a także prób siłowego wtargnięcia". Dodano też chociażby, że nie można wykluczyć nawoływania przez uczestników zgromadzenia do nienawiści na tle rasowym lub religijnym.
Beuth zaznaczyła jednocześnie, że "ostateczna decyzja w tej sprawie będzie należała do Sądu".
Według informacji podanych przez kolektyw Szpila Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzy sprawę w czwartek o godzinie 9.00.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>