"Czerwone strefy" na Dolnym Śląsku. Skąd i kiedy będą wysiedlać mieszkańców?
- "Od września mieszkam w hotelu. Mam dwójkę dzieci. Chcę wiedzieć, czy mam jeszcze dom" - mówi pani Monika;
- Wiele miejsc na Ziemi Kłodzkiej zalewanych jest od lat. Od lat mówi się też o systemie przeciwpowodziowym;
- Pełnomocnik rządu poinformował, że po 10 lutego zostaną przedstawione warianty systemu ochrony przeciwpowodziowej;
- Kluczową kwestią są tzw. czerwone strefy, czyli miejsca, na których - ze względu na potencjalną powódź - nie powinni mieszkać ludzie.
Część mieszkańców Dolnego Śląska - po jesiennej powodzi - do tej pory nie wróciła do domów. Pani Monika z Lądka Zdroju od września nie mieszka w swoim mieszkaniu. Kamienica została podmyta przez powodziową falę. Mieszkańcy zostali wysiedleni i czekają na informacje. - Dla mnie to kluczowe. Od września mieszkam w hotelu. Mam dwójkę dzieci. Chcę wiedzieć, czy mam jeszcze dom, czy mam go ratować, czy muszę szukać sobie nowego miejsca do życia - mówi pani Monika.
Inna mieszkanka Lądka Zdroju też podkreśla, że takie życie w niepewności to teraz najtrudniejsza sprawa. - Potrzebujemy jasnych deklaracji ze strony rządu. Co mamy ze swoimi nieruchomościami robić? Czy wkładać w nie pieniądze, czy inwestować? Czy jednak zostawić, uzbroić się w cierpliwość i czekać na ich pomoc: aż przyjdą, wycenią, dadzą pieniądze i powiedzą "idźcie mieszkać gdzieś indziej" - mówi Katarzyna Gonera.
Nie tylko wielka fala
Wiele miejsc na Ziemi Kłodzkiej zalewanych jest od lat. To na przykład ulica Chełmońskiego w Kłodzku, która znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Nysy Kłodzkiej - tuż przy moście prowadzącym do centrum miasta. Pod wodą często jest też Żelazno, Radochów, Lądek Zdrój i - zrujnowane po pęknięciu tamy - Stronie Śląskie.
Uciekli do Polski z kraju 'potwora'. 'Nie zazdroszczę Ukraińcom, że są tutaj tak widoczni'
- W moim domu wody gruntowe i wody z rzeki zalewały piwnicę regularnie. Co roku. Ja nie czekam na powódź i wysoką falę. Te podtopienia też utrudniają życie - żali się mieszkanka Lądka Zdroju.
O ochronie przeciwpowodziowej Kotliny Kłodzkiej mówi się od lat. Już pięć lat temu Wody Polskie badały możliwość budowy zbiorników retencyjnych. Sprawa wróciła po ostatniej powodzi i wywołała potężne kontrowersje, o czym pisaliśmy na naszym portalu:
System przeciwpowodziowy i "czerwone strefy"
W tym tygodniu na Dolnym Śląsku odbyło się wyjazdowe posiedzenie nadzwyczajnej komisji ds. powodzi. Pełnomocnik rządu Marcin Kierwiński poinformował, że po 10 lutego zostaną przedstawione warianty ochrony przeciwpowodziowej zlewni Nysy Kłodzkiej. - Zostaną one poddane konsultacjom z samorządami i mieszkańcami i dopiero wówczas będzie wybrany optymalny model - podał.
Znów ich zalało, a zbiorników dalej nie chcą. 'Nie dajmy się oszukać'
Wiadomo, że warianty będą trzy. Mają się różnić m.in. kosztami realizacji. - Ale także ingerencją, jeżeli chodzi między innymi o zakres niezbędnych inwestycji i ewentualnych dobrowolnych wykupów, które będą musiały mieć miejsce. Będziemy musieli zrobić to tak, aby to było maksymalnie małoinwazyjne dla mieszkańców - powiedział Kierwiński.
Chodzi o rozmiar tzw. czerwonych stref, czyli miejsc, na których ze względu na potencjalną powódź nie powinni mieszkać ludzie. - Rząd przygotowuje teraz rozwiązania. Cały program i montaż finansowy. Jeżeli będzie kwestia wywłaszczania czy wykupienia tych terenów, to muszą być na to zabezpieczone środki i jasne kryteria: dla kogo i na jakich warunkach - mówiła wojewoda dolnośląska Anna Żabska.
Po zakończonych konsultacjach społecznych wybrany zostanie ostateczny wariant ochrony przeciwpowodziowej dla Dolnego Śląska. Kierwiński zapewnił, że wszystkie warianty "obejmują kompleksową ochronę przeciwpowodziową tych terenów".