Budżet na 2026 rok z ogromnym deficytem. "Mamy wydatki na poziomie szwedzkim"
Sejm w czwartek zajmie się budżetem na 2026 rok. - Budżet jest bardzo trudny. To efekty przeszłości, bo to jest kumulacja wysokich deficytów, również z czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości, kiedy nie wykorzystaliśmy dobrych czasów do oszczędzania - mówił w TOK FM prof. Paweł Wojciechowski.
- W czwartek w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy budżetowej na 2026 rok;
- Jakie są główne założenia projektu?
- Jak rząd planuje zbilansować rosnące wydatki społeczne i inwestycyjne z potrzebą stabilizacji długu publicznego?
W czwartek Sejm rozpocznie prace nad ustawą budżetową na 2026 rok. Przyszłoroczny budżet to projekt z bardzo dużymi wydatkami. Deficyt czyli, potocznie mówiąc, dziura budżetowa - sięgnie 270 miliardów złotych.
- Budżet jest bardzo trudny. To efekty przeszłości, bo to jest kumulacja wysokich deficytów, również z czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości, kiedy nie wykorzystaliśmy dobrych czasów do oszczędzania - mówił w "Wywiadzie Politycznym" w TOK FM prof. Paweł Wojciechowski, przewodniczący rady programowej Instytutu Finansów Publicznych.
Jak wskazał w rozmowie z Karoliną Lewicką, powstała strukturalna nierównowaga między wydatkami a dochodami. - Poziom wydatków mamy na poziomie tak naprawdę szwedzkim. To jest około 50 proc. PKB, a poziom dochodów na poziomie niderlandzkim dzisiaj - 43 proc. PKB, z kursem na podatki irlandzkie. Więc te nożyce są cały czas bardzo mocno rozwarte - ocenił ekspert.
Gość TOK FM tłumaczył, że skutkiem jest to, że dojdziemy do 75 proc. długu w stosunku do PKB. - To oznacza bardzo wysokie koszty obsługi zadłużenia - stwierdził prof. Wojciechowski.
RPP obniża stopy procentowe. "Idźmy w tym kierunku"
W środę zaś Rada Polityki Pieniężnej po raz czwarty raz w tym roku obniżyła stopy procentowe - znów o 25 punktów bazowych. Stopa referencyjna wyniesie 4,5 proc. w skali rocznej.
Zdaniem prof. Pawła Wojciechowskiego to właściwa decyzja, która pomoże naszej gospodarce. - Dobrze się stało, idźmy w tym kierunku - ocenił.
Jak jednak zastrzegł, "na pewno pan prezes Gapiński (prezes NBP - red.) nie będzie robił tego, co robił za czasów rządu PiS-u, a mianowicie skupował z rynku wtórnego obligacji, czyli pomagał rządowi refinansować długu publicznego".
- A to byłaby bardzo potrzebne, gdybyśmy mieli naprawdę taką sytuację, że byśmy chcieli powiedzieć, że dług nie ma znaczenia - możemy iść w kierunku wysokiego zadłużenia. Nie możemy, ponieważ bank centralny jest niezależny i na pewno pan prezes Glapiński nie pomoże rządowi - podsumował przewodniczący rady programowej Instytutu Finansów Publicznych.
Źródło: TOK FM