Ceny biletów lotniczych poszybowały. I nie chodzi tylko o Bliski Wschód
Zamknięcie przestrzeni lotniczej w wielu państwach na Bliskim Wschodzie spowodowało gwałtowny wzrost cen biletów lotniczych na trasie Azja-Europa. Na stronach internetowych linii lotniczych miejsca w klasie ekonomicznej na popularne trasy alternatywne są zarezerwowane na długo do przodu. - Popyt na loty powrotne jest bardzo duży i to z kolei napędza ceny - komentował w TOK FM Mariusz Piotrowski z portalu fly4free.pl.
- Konflikt na Bliskim Wschodzie powoduje zamknięcie przestrzeni powietrznej w wielu krajach, co utrudnia powroty turystom;
- Premier Donald Tusk ogłosił, że w Omanie ma wylądować samolot po Polaków wymagających pomocy medycznej, a LOT planuje loty z Malediwów i Sri Lanki, aby sprowadzić obywateli do kraju;
- Linie lotnicze obsługujące połączenia z Azji do Europy znacznie podniosły ceny biletów, a wiele z nich jest wyprzedanych.
Konflikt na Bliskim Wschodzie od kilku dni powoduje poważne utrudnienia w ruchu lotniczym i problemy z powrotem do kraju dla wielu turystów, w tym także Polaków. W wielu państwach regionu zamknięto przestrzeń powietrzną, a linie lotnicze zawieszają regularne połączenia, ograniczając się do wybranych lotów repatriacyjnych. W efekcie część podróżnych musi czekać na wznowienie połączeń lub możliwość ewakuacji.
Premier Donald Tusk w środę przed południem poinformował, że w ciągu kilkunastu godzin w Omanie ma wylądować samolot wysłany po Polaków wymagających pomocy medycznej. Jak przekazał, na transport czeka między innymi poważnie chora Polka. Dodał, że jeśli w samolocie pozostaną wolne miejsca, możliwa będzie także ewakuacja innych obywateli.
Premier w środę poinformował też, że podjął decyzję o wykorzystaniu samolotów będących w dyspozycji Sił Zbrojnych do wsparcia ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu. Wniosek w tej sprawie trafił już do prezydenta.
Jak podkreślał w TOK FM Mariusz Piotrowski z portalu fly4free.pl, nadal "przestrzeń powietrzna w większości krajów na Bliskim Wschodzie jest zamknięta", a Oman jest "właściwie jedynym krajem, który w miarę regularnie obsługuje ruch lotniczy". - Kierują się tam wszyscy, którzy chcą wykonywać jakąkolwiek formę lotów repatriacyjnych. (...) To na razie jedyna nadzieja niektórych pasażerów na to, że będą mogli wrócić do kraju - powiedział.
Ekspert zaznaczył, że "dynamika sytuacji oraz stopień zagrożenia powstrzymują wiele krajów przed uruchomieniem zakrojonych na szeroką skalę akcji repatriacyjnych".
Ceny szybują
Poza Bliskim Wschodem wielu turystów znajduje się w innych krajach Azji, którzy mieli wracać do Europy i na przykład w Dubaju planowali przesiadki. Nie jest to jednak możliwe z powodu zamkniętej przestrzeni powietrznej nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W efekcie tysiące osób szukają innej możliwości wyjazdu inną trasą.
Bilety na połączenia między Europą a Azją są w większości wyprzedane na długo do przodu. Jak podawał we wtorek Reuters, na stronie linii Cathay Pacific nie było dostępnych miejsc w klasie ekonomicznej na trasie Hongkong-Londyn do 11 marca. Bilet w jedną stronę na ten dzień kosztował co najmniej 21 158 dolarów hongkońskich (około 10,8 tys. zł). Jeśli chodzi o loty z Sydney do Londynu, linie Qantas Airways nie oferują biletów w klasie ekonomicznej na swoich standardowych trasach przez Perth i Singapur do 17 marca. Na wcześniejsze terminy dostępne są jedynie drogie opcje z nietypowymi przesiadkami, na przykład w Los Angeles czy Johannesburgu.
Strony internetowe chińskich linii lotniczych z kontynentalnych Chin pokazywały, że ceny biletów na trasach Chiny-Wielka Brytania również gwałtownie wzrosły znacznie powyżej normalnego poziomu, a miejsca w klasie ekonomicznej są w dużej mierze niedostępne na loty w najbliższych terminach.
- Niestety taka sytuacja ma miejsce. Popyt na loty powrotne jest bardzo duży i to z kolei napędza ceny, co jest smutną konsekwencją sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy - przyznał gość TOK FM.
Największy samolot LOT poleci po Polaków na Sri Lankę i Malediwy
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak poinformował, że na czwartek zaplanowano lot największym dostępnym samolotem Polskich Linii Lotniczych LOT na Sri Lankę, skąd maszyna poleci dalej na Malediwy, aby sprowadzić do kraju polskich obywateli w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Wyjaśnił, że LOT wspiera małe biura podróży, "te o najmniejszym potencjale w sprowadzaniu polskich obywateli do naszego kraju".
Minister przypomniał też, że w poniedziałek sprowadzono polskich obywateli, którzy przebywali turystycznie w Izraelu i przemieścili się do Kairu. Zaznaczył, że LOT utrzymuje regularne połączenia z tym miastem cztery razy w tygodniu. - Jeżeli będzie taka potrzeba, pojawią się kolejni Polacy, którzy będą potrzebowali przetransportować się z tamtego miasta, z tamtego państwa, to także będzie wspierał ich polski narodowy przewoźnik, Polskie Linie Lotnicze LOT - zadeklarował Klimczak. We wtorek do Polski wrócili pierwsi Polacy, którym udało się wydostać z ZEA.
Minister dodał, że w miejscach przesiadkowych, między innymi w Indiach, zadysponowano większe samoloty, aby umożliwić powrót większej liczbie pasażerów próbujących dotrzeć do Polski.
MSZ ostrzega: Nie leć do tych państw
Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wszelkie podróże do tych państw: Iran, Izrael, Syria, Jordania, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jemen, Kuwejt, Bahrajn, Katar, Oman i Libia.
MSZ ostrzega też, że operacja militarna na Bliskim Wschodzie może stwarzać zagrożenie również dla Cypru. "Nie można wykluczyć nagłego zamknięcia przestrzeni powietrznej dla ruchu cywilnego nad wyspą" - podkreślono w komunikacie.
Do osób przebywających tam resort apeluje o rejestrowanie się w systemie Odyseusz.
Źródło: TOK FM, PAP, Reuters