Koniec taniego latania. Podwyżki przed czy po wakacjach?
Przez wojnę w Zatoce Perskiej paliwo lotnicze zdrożało przeciętnie o 100 procent. Takiego wzrostu w swoich budżetach nie przewidział żaden przewoźnik, dlatego linie lotnicze zaczynają podnosić ceny biletów i wprowadzają dodatkowe opłaty paliwowe. Najgorzej jest w Azji, ale działania związane z drogimi paliwami podejmują też europejskie linie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego najbliższy urlop w ciepłych krajach będzie nieoczekiwanie drogi?
- Dlaczego nie ma żadnej pewności, że uda się na ten urlop bez problemów polecieć?
- I czy beztroskie podróżowanie zaliczy twarde lądowanie, a na wakacje Europa pojedzie pociągiem?
Na początek Włochy i pierwsze w Europie ograniczenia w tankowaniu. Obowiązują w Bolonii, Mediolanie, Treviso i Wenecji. Obejmują linie lotnicze, limity - na razie kilkudniowe - wprowadziła spółka Air BP Italia, specjalizująca się w paliwach lotniczych i tankowaniu samolotów. Priorytet przy dystrybutorze mają mieć służby publiczne, loty państwowe oraz krótkodystansowe. Wszystkich pozostałych obowiązuje reglamentacja - tankowania do pełna nie ma. Powód jest prosty - firmie należącej do globalnego koncernu BP brakuje paliwa JetOne.
Firma zarządzająca włoskimi lotniskami uspokaja - ograniczenia wprowadził tylko jeden, nie największy dostawca i to tylko czasowo. Latanie między kontynentami i po strefie Schengen odbywa się normalnie. Sytuacja ma być pod kontrolą. Na razie, bo Europa jest głównym importerem paliwa lotniczego - w tym nafty - z Zatoki Perskiej. Dostawy z tego regionu to mniej więcej połowa tego, co sprowadza się do Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Połowa, która wyparowała, dostaw z arabskich rafinerii nie ma i szybko nie będzie. Paliwa lotniczego magazynować się nie da z powodu wyśrubowanych wymagań jakościowych. Alternatywnych dostawców znaleźć nie sposób, bo kolejne kraje wprowadzają zakazy wywozu gotowego paliwa, a te, które mogłyby produkować więcej, nie mają z czego, bo ropy na świecie też jest mniej. Braki paliwa lotniczego czekają więc zaraz za progiem, konkretnie - za progiem sezonu urlopowego. Będzie drożej i na pewno mniej wygodnie.
Co wspólnego ma powietrze z morzem
Teraz o blokadzie morskiej. Konkretnie - o blokadzie, której od miesiąca pilnuje Iran na jednej z najbardziej strategicznych na świecie tras morskich. Czyli na drodze z Zatoki Perskiej na otwarty Ocean Indyjski, a potem w lewo do Azji lub w prawo, wokół Półwyspu Arabskiego do Europy. Cieśninę Ormuz zamknęła Irańska Gwardia Rewolucyjna. Statki, które zmierzają do przesmyku, atakuje zdalnie sterowanymi łodziami i ostrzeliwuje z brzegu. Na wodach Zatoki Perskiej stoi z tego powodu nawet 2 tysiące jednostek, w tym te, które miały rozwieźć po świecie paliwo lotnicze. Z tego powodu paliwo lotnicze w ostatnich dniach marca zaliczyło historyczny rekord cenowy, podrożało generalnie o mniej więcej 100 procent. Nieco mocniej w Azji, bo azjatyckie lotnictwo niemal w całości lata na ropie z Zatoki Perskiej.
I dlatego Azja cięcie w dostawach odczuła jako pierwsza. Linie lotnicze odwołują tysiące lotów, niektóre trasy zawieszone są do odwołania, na innych samoloty latają rzadziej. Jest nie tylko mniej wygodnie, ale też drożej. Ceny rosną w różnym tempie, w zależności od linii lotniczej i połączenia. Połączenia międzykontynentalne bez przesiadek podrożały najmocniej, nawet o 500 procent, bo podróż bez międzylądowania na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie się odbędzie. W odróżnieniu od lotów z przesiadką w Zatoce Perskiej, gdzie lotniska pracują w kratkę. Ale podrożały też bilety na krótsze azjatyckie trasy, które kosztują o kilkadziesiąt procent więcej. Przewoźnicy wprowadzają też wyższe opłaty paliwowe i wyższe opłaty za bagaż rejestrowany - i to nawet o 20 dolarów za sztukę. Co pozwala im na razie uniknąć podwyżek cen samych biletów.
Europa następna w kolejce
Podobny scenariusz czeka Europę. Tyle, że nieco później. Co o nim wiadomo "na dzisiaj"? To niezbyt długa (na razie) lista konkretów: Air France-KLM podniesie cenę biletu w obie strony na długich trasach o 50 euro, linie rekompensują sobie w ten sposób rekordowo wysoką cenę benzyny. Skandynawski SAS na trasach krótkich podniósł ceny mniej więcej o 50 euro, na trasach do USA o blisko 300 euro. Odwołał już około tysiąca połączeń. Ryanair i WizzAir prawdopodobnie podniosą ceny biletów po wakacjach, wtedy kończy się ubezpieczenie od wzrostu cen paliw, nowe zapewne będzie droższe, a firmy zarobią na lataniu mniej. Ich bilety podrożeją stosunkowo najmniej, bo jakieś 3-4 procent, czyli nie więcej niż 50 złotych. Lufthansa na razie planuje niewielką podwyżkę na trasach europejskich, ale w ramach planu awaryjnego zamierza uziemić 40 samolotów, co oznacza, że o bilety na pozostałe będzie znacznie trudniej.
Na koniec będzie nieco bardziej różowo. Gdy wojna w Zatoce Perskiej się skończy, do gry, czyli do latania, wrócą uziemione teraz gwiazdy lotnictwa pasażerskiego, biskowschodnie Emirates, Qatar Airways i Etihad. By odrobić straty i odzyskać klientów, wypowiedzą reszcie świata wojnę cenową. Powróci finansowe beztroskie latanie dokąd dusza zapragnie. Jest jednak pewien problem: nie wiadomo, kiedy się to stanie.
źródło: TOK FM