,
Obserwuj
Gospodarka

Szlaban na Kanale Panamskim i góry cukry w brazylijskich portach. Zmiany klimatu dają o sobie znać

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
08.11.2023 13:24
Susza w jednym z najbardziej deszczowych państw wymusza ograniczenia liczby statków przepływających przez najważniejszy na świecie szlak morski - Kanał Panamski. Bo choć jest morski, to w dużej mierze zależy od słodkich wód dwóch panamskich jezior. W tym samym czasie ponad 5 tys. kilometrów na południe Brazylia cierpi na klęskę urodzaju cukru! Wszystko przez zmiany klimatyczne.
|
|
fot. foto: Envato

Kanał Panamski to skrót transoceaniczny, dzięki któremu w transporcie świat oszczędza czas i paliwo . Bo zamiast płynąć niewygodnym objazdem wokół przylądka Horn na południu Ameryki, korzysta z kanału łączącego Pacyfik z Atlantykiem. Dzięki temu skrótowi chińskie towary docierają ekspresem z fabryk w Chinach do sklepów w Ameryce i Europie. Pod warunkiem jednak, że ta droga jest mokra. Bo gdy szosa (morska) jest sucha, będzie docierać mniej.

Dyrekcja Kanału Panamskiego ogłosiła właśnie, że od przyszłego miesiąca obcina liczbę statków pokonujących tę drogę aż o jedną trzecią. Za trzy miesiące obetnie ją znowu. W ten sposób tym oceanicznym skrótem będzie mogła przepływać tylko połowa statków co zwykle. Powód? To susza i to najgorsza od dziesięcioleci. Odpowiada za nią cykliczne zjawisko pogodowe znane jako El Niño. O El Niño będzie za chwilę, najpierw o tym, co susza ma wspólnego z kanałem morskim.

Odpowiedź jest nieoczywista. Bo choć kanał łączy dwa oceany, jest zasilany... słodką wodą z pobliskich jezior, z których czerpią też panamskie wodociągi. Wybór jest więc niełatwy: albo woda w kranie dla Panamczyków i równowaga w przyrodzie, albo tranzyt żywności ułatwiający transport morski oraz zyski z przeprawy. Choć kanał pracuje od stu lat, a Panama jest jednym z najbardziej deszczowych państw na świecie, zmaga się z najgorszą od 70 lat suszą.

Pokonanie Kanału Panamskiego zwykle zajmuje około doby. Od strony Morza Karaibskiego statki płyną na poziomie wód morskich, aż docierają do systemu śluz, które po zamknięciu podnoszą statki 10 pięter do góry, najpierw do poziomu jeziora Gatun, a potem poziomu Miraflores. To właśnie słodkie wody tych jezior wypełniają środkową, najwyższą część kanału. Po drugiej stronie statki są opuszczane i wychodzą do portów Panama i Balboa. Zaś słodka woda w ilości setek milionów litrów spływa do oceanu. Problem w tym, że wody w jeziorach jest za mało, by szybko napełniać system śluz, a potem jej masę zrzucać do morza. Choć Panama jest jednym z najwilgotniejszych państw na świecie, bo ma klimat równikowy, to deszczu było tu ostatnio o jedną trzecią mniej niż zwykle. To zmusza władze kanału do obcięcia ruchu.

Pierwszeństwo będą mieć statki z rezerwacjami w kolejce. Reszta będzie czekać, aż znajdzie się miejsce. Bezterminowo. Przed wejściami do kanału tworzą się kolejki chętnych, choć wcześniej wprowadzono ograniczenia wielkości i wyporności statków. Jednostki muszą być lżejsze, żeby nie osiąść na mieliźnie. Co znaczy, że mogą wieźć tylko trzy czwarte tego, co wcześniej. A to z kolei znaczy, że fracht będzie droższy. 'Wepchnięcie się' do kolejki to koszt od pół miliona dolarów w górę. Niektórzy armatorzy decydują się płacić tak wielkie pieniądze, by nie tracić kontraktów za opóźnienia. Inną opcją jest bowiem opłynięcie Ameryki Południowej, a to oznacza jeszcze wolniejszy transport morski. I jeszcze więcej zakłóceń w światowym handlu. A skoro o zakłóceniach mowa, to teraz przenosimy się z Ameryki Środkowej na południe — będzie o cukrze.

Z cukrem jest jak z Kanałem Panamskim — dużo zależy od pogody. Konkretnie chodzi o zmiany klimatyczne. Z tego powodu w jednym miejscu jest go za dużo, w drugim za mało. Problemem jest równomierne rozwiezienie cukru po świecie.

Jednym z największych producentów cukru na świecie jest Brazylia. Produkuje go z trzciny cukrowej na wielkich plantacjach wewnątrz kraju. Tam ją przerabia i transportem lądowym wysyła do portów, skąd cukier płynie w świat. Problem pojawia się wtedy, gdy świat potrzebuje więcej cukru, niż Brazylia może wysłać. A zwłaszcza, gdy cukier zderza się w portach z kukurydzą i soją. Tak się dzieje właśnie teraz.

Branża filmowa walczy z inflacją. Oglądanie seriali na kanapie jest coraz droższe

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>

Brazylia miała w tym roku nieszczęście zebrać z pól rekordowe plony. I to klęska urodzaju spowodowała, że ceny tych towarów rolnych są najwyższe od dekady. Nielogiczne? Tylko z pozoru. Chodzi o to, że w tym samym czasie, dwaj żywnościowi giganci, czyli Indie i Tajlandia wyprodukowały u siebie rekordowo mało. Z powodu katastrofalnej suszy i kiepskich zbiorów Tajlandia wprowadziła nawet ograniczenia sprzedaży cukru za granicę. W ten sposób powstała cukrowa dziura, bo kraj ten jest jednym z trzech największych światowych eksporterów. Mógłby ją zasypać tani cukier z Brazylii. Mógłby, ale rynek wie, że brazylijskie porty to — dosłownie — wąskie gardło. Ceny zatem rosną, miejscowi dokerzy pracują na najwyższych obrotach, co i tak nie wystarcza, bo na redzie u wejścia do portu Santos w czeka na załadunek ponad 70 jednostek. Na razie kolejka jest 20-dniowa i stale rośnie.

W światowym handlu detalicznym nadchodzi czas czekoladowego szaleństwa. Oprócz dnia św. Walentego to okres największego zapotrzebowania na czekoladę, która jak wiadomo, składa się głównie z cukru i kakao. Historię rekordowych cen kakao już znacie. Historię drożejącego cukru — też. Za nimi stoją anomalie pogodowe od Zachodniej Afryki po Południową Azję. A przed nimi stoi wspomniany wcześniej El Niño. To cykliczne zjawisko pogodowe na Pacyfiku części świata przynosi ekstremalną suszę, innym katastrofalnie ulewne deszcze. Globalny brak równowagi i niepewność, można wprawdzie osłodzić, ale tanio raczej nie będzie.