Co łączy Zetki z mormonkami? "Dirty drinks"! Przez nie Pepsi straciła tytuł wicelidera napojów gazowanych
Po raz pierwszy w historii amerykańskiego rynku Dr Pepper pobił Pepsi Colę, która straciła drugie miejsce na liście najpopularniejszych napojów świata. Po blisko 140 latach od wprowadzenia na rynek Dr Pepper, cynamonowy drink przebił się do absolutnej czołówki. Komu zawdzięcza swój sukces?
Dr Pepper przebił się dzięki TikTokowi, soszialowym influencerom i generacji Zet. Na korzyść Peppera dodatkowo zagrała wielka wojna toczona przez dwa globalny brandy, zgodnie z dewizą: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Ale najważniejsze dla marki były TikTokowe virale. W tym przedstawiające napełnianie lodem i dr Pepperem wielkich kubków termicznych Stanleya, które od mniej więcej dwóch lat są absolutnym rynkowym przebojem. I to nie tylko za Oceanem. Oraz fakt, że generacja Zet chodzi w poprzek tradycyjnych wyborów. I uznała cynamonowo-wiśniowy smak za niezwykle interesujący. Za jeszcze bardziej interesujące - truskawkowe i śmietankowe wariacje na jego temat. W ten sposób numer trzy stał się w kategorii klasycznych napojów gazowanych numerem dwa. A w pewnej szczególnej kategorii, której ojczyzną jest amerykański stan Utah - nawet numerem jeden.
Cukrowa bomba, czyli 'dirty drinks'
Dosłownie "dirty drinks" to "brudne drinki", ale nie o klasyczny "brud" tu chodzi. Bardziej o "grzeszność" tych drinków. W klasycznej wersji są bowiem koncentratem cukru, który powaliłby konia. Wiadomo co o napojach tego typu mają do powiedzenia lekarze i dietetycy - to prosta droga do nadwagi, a w końcu nawet do cukrzycy.
Ostrzeżenia w niczym nie zakłócają ich błyskawicznej panamerykańskiej kariery, której skutkiem ubocznym jest zmiana w czołówce najpopularniejszych napojów gazowanych na świecie. Sprawa jest zatem poważna. Jak bardzo? Ano bardzo. Bo o rosnącej popularności dirty drinków rozpisują się już globalne anglojęzyczne media, a zagrożenie widzą w nich najpopularniejsze sieci kawiarniane na świecie. Próbują więc nowość dla siebie oswoić. Żeby zrozumieć skąd bierze się ciekawość i niepokój, musimy się przenieść do stanu Utah w USA.
'Sekrety mormońskich żon'
Utah jest amerykańską stolicą mormonów. Kim jest mormon? To członek Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, czyli wspólnoty religijnej w Stanach Zjednoczonych, łączącej elementy chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. Dla mormonów istotne jest „czyste" życie. Co to oznacza w praktyce? Oznacza zakaz palenia papierosów, picia alkoholu, a nawet gorących napojów w tym kawy czy herbaty. Na liście zakazów nie ma jednak napojów gazowanych, ani drinków przygotowanych na ich bazie. Nie ma też samej kofeiny. I tutaj czas powiedzieć o "Sekretach mormońskich żon", czyli o "The Secret Lives of Mormon Wives", dzięki któremu Ameryka odkryła grzeszne zwyczaje zamożnych mormonek. Jeden z nich, czyli właśnie "dirty drinks", podziela teraz rzesza nie-mormońskich konsumentów, i nie tylko z USA.
Serial zdobył za Oceanem niezwykłą popularność, a wraz z nim drinki. Bazą "dirty drinks" są napoje gazowane. W grę wchodzą wszelkie ich odmiany w tym zwykła woda gazowana. Do tej gazowanej bazy z lodem dolewamy smakowe syropy i owoce, wszelkie jakie przyjdą nam do głowy. Trzy, cztery, sześć smaków - jak mawiają Amerykanie "sky is the limit". I na koniec - coffee creamer. W wersji amerykańskiej to waniliowy lub kokosowy zabielacz do kawy, w wersji europejskiej - słodka śmietanka. Powtórzmy, żeby to sobie dokładnie wyobrazić - w szklance mieszamy słodką sodę, na przykład sprite'a, syrop jagodowy, syrop miętowy, dodajemy zmiażdżone truskawki, mango, brzoskwinie - generalnie owoce i zalewamy słodką śmietanką. Na koniec plasterek cytryny, limonki lub pomarańczy. I wszystko dokładnie mieszamy. Ta grzeszna przyjemność w wersji klasycznej jest koncentratem cukru, który w najszybciej rozwijającej się sieci sodowych barów w najbogatszym wariancie kosztuje trzy i pół dolara. Czyli mniej niż kawa w Starbucksie. Tak zwane soda shopy wyrastają więc jak grzyby po deszczu jak Ameryka długa i szeroka. A napoje gazowane przeżywają swój renesans. W tym - Dr Pepper, który jest podstawą ogromnej części smakowych grzesznych gazowanych koktajli, które z sody zrobiły gwiazdę.
Konsumenci i ich preferencje, czyli o tym, co się nie sprzedaje
Nie sprzedaje się kawa w Starbucksie, hamburgery w McDolandzie, chipsy, piwo oraz napoje energetyczne. Jednocześnie, po dwóch dekadach spadków, wzrost sprzedaży raportuje Coca Cola i bohater drugiego planu, czyli Dr Pepper. Pomimo ostrzeżeń o szkodliwości napojów wysokosłodzonych i wpisaniu aspartamu na listę substancji potencjalnie rakotwórczych - konsumenci uznali sodę za osiągalny cenowo zamiennik kawy z kawiarni. Na fali tej popularności swoją ekspansję planuje największa w USA sieć soda shopów. Zamiast 60 barów dzisiaj, za pięć lat chce mieć ich ponad tysiąc.
Siła trendu
Tak zwany hype drinki z gazem zawdzięczają dzisiaj mediom społecznościowym. Październikowy post brytyjskiej wokalistki Duy Lipy z przepisem na gazowany koktajl miał 10 milionów odtworzeń i stał się globalnym wiralem. W publicznej dyskusji na jego temat wziął udział Gordon Ramsey, a przepis podzielił internet na dwa obozy. Zdaniem autorów tego podcastu - to drink wyłącznie dla miłośników przeżyć ekstremalnych. Składniki: dietetyczna cola, marynata z ogórków konserwowych i sos jalapeno.