advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Zetki uśmierciły popularną branżę. To koniec "normalnego" wina?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
3 min. czytania
23.11.2024 11:09
Biznes winiarski wszedł w fazę gwałtownego zwijania. Francuscy plantatorzy wycinają winnice, a kalifornijski wielki producent trunku właśnie zbankrutował. Zmiany napędza pokoleniowa zmiana. Bo zetki piją mniej, nie chcą mieć kaca, a wino uznają po prostu za... niedobre. Dlatego branża szuka nowego pomysłu na siebie.
|
|
fot. MAREK LASYK/REPORTER

W styczniu tego roku największa kalifornijska gazeta napisała: "Wino to papierosy Anno Domini 2024". Dzieje się z nim dokładnie to samo, co mniej więcej dekadę temu spotkało tytoń, który przez masową opinię publiczną został uznany za truciznę i wykluczony z towarzyskiego obiegu. Miejsce klasycznych dymiących i śmierdzących papierosów zajęły elektroniczne urządzenia, które biznes wprowadził na rynek w miejsce tradycyjnych wyrobów tytoniowych.

Zakazy palenia wprowadziły się więc same. Eksperci twierdzą, że w tym samym miejscu - czyli w przeddzień wypchnięcia go na margines wszelkich zdarzeń towarzyskich - jest dzisiaj fermentowany sok z winogron.

Podobny los spotyka zresztą także inne gatunki alkoholi. Z tą różnicą, że z kukurydzy czy ziemniaków - oprócz wódki lub burbona - można produkować frytki lub kaszę. Można też za rok posadzić w ich miejsce coś zupełnie innego. W przypadku winorośli rzecz jest bardziej skomplikowana. I niemałe znaczenie ma tutaj generacja Zet.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Co jest nie tak z winem? Zetki odpowiadają

Niedawno jedna z influencerek i sommelierek zapytała na TikToku, co jest nie tak z winem. Odpowiadający byli zadziwiająco zgodni. Po pierwsze - panuje zgoda, że alkohol szkodzi zdrowiu. Po drugie - zespół dnia następnego jest wyjątkowo dokuczliwy. I po trzecie - wino wcale nie jest dobre w smaku. Dlatego zetkom nie jest po drodze z tym trunkiem i ich drogi raczej się już nie zejdą.

Z badań przeprowadzonych przez Nielsena wynika, że prawie połowa pełnoletnich przedstawicieli generacji Zet nigdy nie piła alkoholu. Mniej więcej tyle samo uważa, że nawet okazjonalne picie nie jest fit. Wino jest wysokokaloryczne, a producenci nie mają obowiązku drukować na etykietach informacji o wartości energetycznej czy odżywczej. Zetki zaś są biegłe w czytaniu naklejek.

Putin znów atakuje. Zaskakujące, co dzieje się potem

A zatem cała nadzieja biznesu w boomersach. Problem w tym, że to generacja, która właśnie przechodzi na emeryturę. Zdrowie już nie to i okazji towarzyskich do konsumpcji niezbyt wiele. Dlatego biznes winiarski systematycznie się zwija, co w tym roku jeszcze gwałtownie przyspieszyło.

Znane firmy bankrutują

Latem zbankrutował jeden z największych w USA producentów wina, czyli kalifornijskie Vintage Wine Estates. Ten smutny los zgotowali mu konsumenci. Firma miała za dużo winnic w porównaniu z wielkością zamówień. Nie było chętnych na produkowane przez Vintage wina, więc przedsiębiorstwa zamierza wyprzedać wszystkie swoje plantacje, żeby spłacić długi.

Co łączy Zetki z mormonkami? 'Dirty drinks'! Przez nie Pepsi straciła tytuł wicelidera napojów gazowanych

We Francji - największym na świecie producencie wina i centrum nowoczesnego winiarstwa - też trwa akcja wycinania winnic z rządowymi dopłatami. Za każdy wycięty hektar francuscy plantatorzy dostają 4 tysiące euro. Zarezerwowana na wycinkę kwota wystarczy na likwidację jednej dwudziestej wszystkich francuskich upraw. Winnice znikają też w Australii. Tam problem jest większy, bo dopłat nie ma, a wycięcie hektara to koszt kilku tysięcy dolarów.

Wino... bezalkholowe?

Winiarski biznes szuka więc dla siebie nowych rozwiązań i wpada na zaskakujące pomysły. Skoro powodzeniem cieszy się piwo bezalkoholowe, dlaczego nie może się nim cieszyć bezalkoholowe wino? Otóż może. Zresztą nie tylko wino.

Jak grzyby po deszczu wyrastają na Zachodzie sieci detaliczne zajmujące się sprzedażą wyłącznie bezalkoholowych trunków. Jak bezalkoholowy markowy gin, rum czy tequilla. I oczywiście wino, wokół którego rodzi się całkiem nowa gałąź biznesu zajmująca się wyciąganiem z wina procentów.

Czy w Łomży łatwiej zdać prawo jazdy? 'Nie jest prawdą, co opowiadają'

Przyszłość w bezalkoholowym trendzie widzą najbardziej luksusowe alkoholowe marki świata. Koncern LVMH należący do najbogatszego Europejczyka Bernarda Arnaulta kupił właśnie udziały w jednym z większych francuskich bezalkoholowych przedsięwzięć - firmie produkującej wina musujące zero procent po 120 dolarów za butelkę. Właścicielami są zresztą spadkobiercy rodziny produkującej jeden z najbardziej znanych francuskich szampanów, czyli Taittinger.

Zakup nie jest przypadkowy. Grupa Arnaulta ma już prawa do jednego z najdroższych i najbardziej znanych szampanów - czyli Moet et Chandone. Uzupełnia więc swój biznes o 'przyszłościowe' wino z bąbelkami w wariancie 'wellness', licząc na przychylność generacji Zet i gigantyczne zyski.