,
Obserwuj
Gospodarka

"Trump crash" na giełdach to dopiero początek? Jesteśmy w fazie "ekstremalnego strachu"

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
08.04.2025 19:52
Pogrom, rzeź, strefa mroku, panika - tak media ekonomiczne na całym świecie komentują to, co dzieje się na rynkach. Skala wyprzedaży zaskoczyła od Azji przez Europę po Stany Zjednoczone i od rynku akcji po bitcoina i dolara. Tę panikę zafundował rynkom oczywiście Donald Trump i jego decyzje o cłach.
|
|
fot. MICHAEL M. SANTIAGO / MICHAEL M. SANTIAGO/Getty AFP/East News

Rynki uzmysłowiły sobie, że to nie żarty, a wszystko może zmierzać do załamania światowego handlu, paraliżu globalnej gospodarki oraz recesji. Tym bardziej, że poszczególne potęgi na decyzję Trumpa już odpowiadają: zrobiły tak Chiny, nad odpowiedzią myśli Europa. Dla rynków oznacza to kolejne kalkulacje co do tego, jak wojna celna wpłynie na globalną gospodarkę.

"Trump crash" - tak analitycy nazywają to, co wydarzyło się na giełdach, kiedy amerykański prezydent postanowił wypowiedzieć reszcie świata wojnę celną. Takich spadków na giełdach nie widzieliśmy od momentu wybuchu pandemii. Rynkowa hossa właśnie zawisła na włosku, a inwestorzy są w "ekstremalnym strachu". Krew, która polała się na giełdzie w Nowym Jorku szybko rozlała się na cały świat, w tym na Azję i Europę, nie omijając Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. A także dolara, bitcoina, ropy naftowej, a nawet złota.

Pierwsze rynkowe reakcje na cła Trumpa były w miarę umiarkowane, ale z każdym kolejnym dniem rynki coraz bardziej zdawały sobie sprawę, że to wszystko może pójść w jednym kierunku: załamania światowego handlu, paraliżu globalnej gospodarki oraz recesji, której prawdopodobieństwo w Stanach Zjednoczonych rośnie w bankowych prognozach niemal z dnia na dzień i już sięga nawet 60 proc. Stąd gwałtowne spadki, jakich spece giełdowi nie widzieli od panicznego załamania w pandemii.

Nie wszyscy płakali w czarny poniedziałek. 'Ministerstwo Finansów dostało prezent'

Azja na czerwono

Pogrom i kilkunastoprocentowe spadki zaliczały akcje i indeksy na giełdach w Azji. Bo to właśnie kraje azjatyckie będą tymi, które najmocniej odczują cła Trumpa. Wszak Azja jest zapleczem produkcyjnym i największą fabryką świata.

Nastroje pogorszyła decyzja komunistycznego rządu Chin, który postanowił nie patyczkować się z Donaldem Trumpem, iść na pełne zwarcie z Waszyngtonem i na cła odpowiedział własnymi - nałożył je na cały amerykański import, i to praktycznie natychmiast.

W oczy inwestorom zajrzała wizja pełnoskalowej wojny celnej, mimo że inne kraje Azji - szczególnie te, których gospodarki są silnie uzależnione od dostępu do amerykańskiego rynku - mogłyby ustawić się grzecznie w kolejce do Białego Domu ze swoimi prośbami i próbami negocjacji. Jak Wietnam, który miałby szczególnie oberwać na amerykańskich cłach - bo tam produkowane są na przykład buty Nike'a i telefony Samsunga na amerykański rynek. Tamtejsze władze zaproponowały zniesienie wszelkich barier celnych, jeśli doszłoby do porozumienia z Waszyngtonem.

Chiny odpowiedziały Trumpowi. Czy to początek nowej wojny celnej? [COTYGODNIOWE PODSUMOWANIE ROKU]

Europa szykuje odpowiedź

Rynkowa krew polała się także w Europie. I to mimo tego, że w marcu na europejskie rynki napłynęły potężne pieniądze zza Atlantyku. Wtedy na fali niepewności wielcy inwestorzy zarządzili ewakuację swojego kapitału z amerykańskich spółek i przenieśli te pieniądze na rynek europejski. Analitycy mówią, że prawdopodobnie była to największa taka rotacja kapitału w historii.

Ale panika dotarła i tu - zwłaszcza na giełdę niemiecką, która dotychczas pozytywnie zaskakiwała, mimo że tamtejsza gospodarka od dawna ma potężne problemy z wyjściem na plus. Teraz jednak rynki zdały sobie sprawę, że to właśnie Niemcy będą jednymi z najmocniej poszkodowanych w amerykańskiej wojnie celnej, bo niemiecki przemysł motoryzacyjny żyje także z eksportu samochodów za Atlantyk. Efekt? 15 proc. spadku tego indeksu w kilka dni. Podobna skala spadków uderzyła w giełdę w Warszawie, która przecież dotychczas w tym roku radziła sobie całkiem nieźle. Przy czym kluczowy jest tu czas przeszły.

A Europa ma wkrótce decydować o odpowiedzi na amerykańskie cła. Na celowniku ma się znaleźć amerykańskie mięso, płatki zbożowe, wino, drewno i odzież, a także: diamenty, guma do żucia, nici dentystyczne, odkurzacze i papier toaletowy. I kiedy Europa odpowie, rynki znów będą analizować skalę wojny handlowej i jej reperkusji dla światowej gospodarki.

Czas "ekstremalnego strachu"

Potężny cios Donald Trump wymierzył swojej, nowojorskiej giełdzie. I był to cios decydujący, który przerwał trwającą tam od dawna hossę. Oberwało się zwłaszcza dumie amerykańskiej gospodarki, czyli wielkim spółkom technologicznym na czele z NVidią, producentem mikroprocesorów niezbędnych do działania sztucznej inteligencji. NVidia miesiącami napędzała całą hossę, a teraz w kilka dni straciła 20 proc. swojej wartości! Ale nie tylko ona: właściciel Facebooka stracił w kilka dni 15 proc., podobnie Apple, Microsoft i właściciel Google'a - prawie 10, nie mówiąc o Tesli Elona Muska, która jest w fazie swobodnego spadania. Szacuje się, że rzeź na akcjach spowodowała, że z amerykańskich giełd w moment wyparowało ponad 6,5 biliona dolarów!

Do globalnej wyprzedaży na giełdach chóralnie dołączyły:

 

  • bitcoin, który spadł poniżej psychologicznego progu 80 tys. dol. i jego cena jest o 30 proc. niższa od swojego styczniowego szczytu wszech czasów;
  • ropa naftowa, której cena na fali obaw o recesję spadła z grubo ponad 70 dol. za baryłkę do nieco ponad 60 dol., a to najniższy poziom od czterech lat! Choć to akurat dobra informacja dla naszych kieszeni, bo oznacza, że tańsze będą paliwa;
  • dolar, który do euro jest najsłabszy od pół roku - też z powodu obaw o recesję w Stanach Zjednoczonych. Teraz jednak inwestorzy wolą bezpieczniej zaparkować na przykład we franku szwajcarskim, który drożeje;
  • złoto, które przecież przed chwilą biło rekordy wszech czasów - i z ponad 3100 dol. za uncję spadło do nieco ponad 3000 dol. za uncję.

 

Dlatego Putin nie oberwał od Trumpa cłami. 'To byłoby zabawne, gdyby nie było straszne'

Co dalej? Teraz, po takiej rzezi, rynki zapewne spróbują wylizać część ran, więc pewnie zauważymy jakieś odbicie. Ale ogólny sentyment - niestety - jest fatalny. Kolejne odsłony wojny celnej są kwestią czasu, więc i kwestią czasu są kolejne wstrząsy rynkowe. Tym bardziej, że specjalny indeks mierzący nastroje inwestorów wszedł w fazę "ekstremalnego strachu".