,
Obserwuj
Gospodarka

Dopłaty do mieszkań. Flipperzy już zacierają ręce? "Przekręt za nasze"

Marek Podmokły, Zakopane
4 min. czytania
21.02.2025 06:38
- Propozycja ministra Paszyka to prezent dla flipperów. Szczególnie, że zanim minie czas na przygotowanie i uchwalenie ustawy, prawdopodobny jest 2026 r., na rynek wtórny trafią nieruchomości kupione przez inwestorów i flipperów w latach 2020-2021, kiedy przypadał boom inwestycyjny - komentuje w rozmowie z tokfm.pl Ewa Palus z REDNET Property Group.
|
|
fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Rządowy program "Klucz do mieszkania" zakłada wsparcie dla zakupu mieszkań i domów z rynku wtórnego (lub działki i budowy domu metodą gospodarczą). Jak zastrzegł minister rozwoju Krzysztof Paszyk - pieniądze ze wsparcia 'nie trafią do deweloperów';
  • W ocenie analityków na nowej propozycji skorzystają jednak i deweloperzy, i flipperzy;
  • 'Tak naprawdę program powinien się nazywać 'Lex Flipper' lub 'Flipper Plus'' - mówi tokfm.pl Ewa Palus, główna analityczka REDNET Property Group;

 

Resort rozwoju ogłosił nowy rządowy program "Klucz do mieszkania". Na wsparcie - zgodnie ze wstępnymi zapowiedziami - będą mogli liczyć tylko kupujący nieruchomości z rynku wtórnego. - Do deweloperów nie popłynie ani złotówka - zapewnił minister Krzysztof Paszyk.

Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, są innego zdania. Przekonują, że deweloperzy - pośrednio, ale jednak - skorzystają na propozycji resortu. Dlaczego? - Po nowe mieszkania najpewniej zgłosi się więcej osób i rodzin, które zechcą poprawić swoje warunki mieszkaniowe i sprzedać dotychczasowe mieszkanie na rynku wtórnym - mówi tokfm.pl Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. I kiedy sprzedadzą stare mieszkanie, będą szukać nowego - u dewelopera. 

Inna rzecz, jak wskazuje ekspert, że deweloperzy - głównie ci działający w największych metropoliach - i bez dopłat znajdą chętnych na mieszkania, jeśli tylko poprawi się dostępność kredytów udzielanych przez banki na warunkach rynkowych. 

"Propozycja ministra Paszyka to prezent dla flipperów"

Część rynkowych ekspertów wskazuje, że pieniądze trafią też do kieszeni flipperów - mimo deklaracji, że tak się nie stanie. Bo przypomnijmy - minister Paszyk zapowiedział, że aby skorzystać z programu, kupowane mieszkanie lub dom muszą być oddane do użytku co najmniej pięć lat wcześniej, a dotychczasowy właściciel musi je posiadać od co najmniej trzech lat.

Te argumenty nie trafiają do Ewy Palus, głównej analityczki REDNET Property Group. - Propozycja ministra Paszyka to prezent dla flipperów - twierdzi. - Bo zanim minie czas na przygotowanie i uchwalenie ustawy, to prawdopodobnie będzie rok 2026. Na rynek wtórny trafią więc nieruchomości kupione przez inwestorów i flipperów w latach 2020-2021, kiedy przypadał boom inwestycyjny - dodaje.

Wtedy, jak wspomina, na rynku mieszkaniowym sprzedawało się wszystko, co miało drzwi i okna. Jednak z czasem oczekiwania kupujących wzrosły. Inwestorzy, którzy liczyli na szybki i znaczący zysk mieli zatem problem z dobrym odsprzedaniem albo wynajmem nieruchomości. I teraz - dzięki nowemu programowi - będą mogli łatwiej znaleźć nabywców. 

- Będą chcieli odzyskać kapitał, wycofać się z rynku i zainwestować np. w obligacje. Właśnie do tego potrzebują ułatwionej ścieżki wyjścia z inwestycji i instrumentu, który umożliwi im sprzedanie, w miarę szybko, tego mieszkania - tłumaczy Ewa Palus. Co więcej - w jej opinii nowy rządowy program powinien się nazywać: "Lex Flipper" lub "Flipper Plus". 

Bo jeśli flipper nie mógł sprzedać nieruchomości po 4-5 tys. zł za metr kwadratowy w 2022 r., to teraz będzie równał w górę - do maksymalnego limitu ustanowionego przez gminę. Ten (zgodnie z założeniami programu "Klucz do mieszkania") dla mniejszych miast wynosi 10 tys. zł za metr kwadratowy, a sześciu największych - 11 tys. zł za metr kwadratowy. 

Sprzedać mieszkanie i "zejść z zalegającego towaru"

Od innych analityków, którzy chcieli zachować anonimowość, również słyszymy, że "pomysł ministra Paszyka ma pomóc zejść z zalegającego towaru". - Po tym, jak wyprzedadzą się najtańsze mieszkania za mniej niż 11 tys. zł za metr kwadratowy, ceny wzrosną. Przy czym, przy mniejszej ofercie tanich lokali, zmiana średniej ceny metra kwadratowego może być bardzo gwałtowna. To z kolei jeszcze bardziej ośmieli flipperów do podniesienia cen. Jak dla mnie to przekręt finansowy za nasze - słyszymy od jednego z rozmówców.

Marek Wielgo zwraca uwagę na jeszcze inną rzecz - ci, którzy kupią mieszkania w złym stanie technicznym, muszą mieć świadomość, że te będą wymagały dużego remontu i poniesienia kolejnych nakładów. - Ba, regulacje związane z realizacją polityki klimatycznej wymuszą kosztowne remonty, z termomodernizacją włącznie - zauważa. I podkreśla, że właściciele, którzy nie będą w stanie ponieść takich wydatków, zapłacą dużo wyższe rachunki za ogrzewanie. Ponadto muszą się liczyć z tym, że spadnie wartość ich nieruchomości.

Dlatego jego zdaniem "to swego rodzaju paradoks, że rząd chce zachęcać młodych ludzi do kupowania mieszkań dużo droższych w utrzymaniu niż nowych". 

Podobnie uważa Ewa Palus. - Minister strzela Kowalskiemu w stopę, bo daje się dopłatę do mieszkania, które już na dzisiejsze warunki techniczne nie spełnia pewnych standardów, chociażby tych w zakresie energooszczędności. To tak jakbyśmy wprowadzili regulacje, że od jutra możemy rejestrować wyłącznie samochody elektryczne, a robimy jednak program dopłat do zakupu trzydziestoletnich samochodów z dieslem - kwituje analityczka.