,
Obserwuj
Kultura

"Dla Putina Krym jest jak NRD". Wacław Radziwinowicz o "carze Atlantydy" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

8 min. czytania
15.10.2023 14:15
"(...) Ludzie z otoczenia Putina też głęboko wierzą w to, co opowiada kontrolowana przez nich telewizja. Rosjanie godzą się więc z tym, że 'wiecznie rosyjski' Krym musi wrócić do macierzy, bo tylko ona może obronić mieszkających tam rodaków przed krwiożerczymi banderowcami, których zresztą na półwyspie nikt nie widział" - pisze Wacław Radziwinowicz w książce pt. "Putin, car Atlantydy. Droga do wielkiej wojny".
|
|
fot. Mikhail Metzel / AP

Niniejsze fragmenty pochodzą z książki autorstwa Wacława Radziwinowicza zatytułowanej 'Putin, car Atlantydy. Droga do wielkiej wojny'. Książkę, która ukazała się 23 sierpnia 2023 roku nakładem Wydawnictwa Agora, możesz kupić tutaj .

'W Kijowie Polska bierze rewanż za Połtawę'

Wydarzenia w Ukrainie pokazywane Rosjanom przez kontrolowane przez Kreml, a przy tym i najbardziej tu oglądane kanały telewizyjne, to opłacone żywą gotówką rozróby szczutej przez 'koalicję Szwecja-Polska-Litwa' garstki chuliganów. I to takich - jak to zgrabnie określono w niedzielę wieczorem w programie Wremia na Kanale 1 - którzy 'próbują podpalić swój dom, żeby pójść w gości'.

Na kijowskim Majdanie bije nie milicja, lecz biją milicję. Ci, którzy tam przychodzą, by lać dzielnych obrońców porządku z Berkutu, to ciemniaki, które nie rozumieją, jak straszny los szykowała im Unia Europejska w przypadku podpisania przez Kijów umowy o stowarzyszeniu z Brukselą.

A Bruksela podsuwała przecież 'układ fatalno-kolonialny', co wyjaśnił telewidzom Dmitrij Kisielew prowadzący coniedzielny wieczorny program publicystyczny na państwowym kanale Rossija 1. Bo w Europie kryzys głęboki i tam rozpaczliwie potrzebują ukraińskiego rynku zbytu.

W następnym akapicie swej opowieści dyżurny komentator sam sobie zaprzeczył i zapewnił, że nie o otwarty rynek 45-milionowego kraju chodzi 'komisarzom z Brukseli', leczo o to, by zniszczyć kraj słowiański i dosolić Rosji.

Wacław Radziwinowicz
Wacław Radziwinowicz
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

To robota przede wszystkim trzech wrednych wrogów. - Niczego wam to nie przypomina? - pytał strwożony Kisielew miliony słuchaczy, nie każąc im jednak zbyt długo gubić się w domysłach: - Królestwo Szwecji, Rzeczpospolita i Wielkie Księstwo Litewskie to przecież ta sama koalicja, którą tak pięknie Piotr I bił pod Połtawą. I oto stara koalicja znów stanęła na nogi i nam grozi! Ich zabiegi wokół Ukrainy wyglądają jak próba wzięcia rewanżu za Połtawę!

Pewnie rumieni się teraz za niego jego nauczyciel historii, bo wychowanek nie wie, że na początku XVIII wieku Litwa była częścią Rzeczypospolitej i że przeciw Rosji w bitwie połtawskiej po stronie Szwecji występowali akurat ukraińscy Kozacy Iwana Mazepy.

Cóż, zagalopował się chłopisko. No bo cel miał słuszny - zdemaskować knowania i ogłosić, że spaliły one na panewce, a 'niebieskim komisarzom nie udało się ukraść Ukrainy'.

Tu prowadzący Wiesti pozwolił sobie na zrozumiały dla widzów w jego kraju żart słowny. Bo określenie 'niebiescy', odnoszące się do koloru unijnej flagi, w Rosji powszechnie oznacza 'homoseksualny'.

Państwowe telewizje pracowicie tłumaczą przecież narodowi, że Europa i w ogóle Zachód to moralna zgnilizna, homoseksualne małżeństwa, grzech, sodoma i upadek. To nic nowego, bo przecież w ZSRR cały czas propaganda wmawiała obywatelom, że 'Zachód gnije', a co sprytniejsi ludzie radzieccy wzdychali na to: 'Ale jak ładnie przy tym pachnie'.

Nie czas jednak przypominać stare żarty, bo dziś w moskiewskim Ostankino, skąd Rosjanom mówi się, jak urządzony jest świat i w co trzeba wierzyć, mają twardy orzech do zgryzienia.

Przez ostatnie tygodnie wmawiali stąd widzom, że to Wiktor Janukowycz - wbrew woli swych poddanych - próbuje ich wciągnąć w katastrofę, nędzę i otchłań moralnych występków, chcąc podpisać układ z Europą.

A teraz przychodzi pokazywać, że mądry prezydent Ukrainy, który posłuchał Władimira Putina i chce być z Moskwą, a nie z Brukselą, musi wysyłać pałkarzy przeciw narodowi, który na swoją zgubę pcha się 'w gości' do Brukseli właśnie.

To zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. I już nie wystarczy mówić, że to agresywni chłopcy z Majdanu napadli na miłujący pokój Berkut i dotkliwie pobili milicjantów. Trzeba jeszcze wyjaśnić, dlaczego tak się stało. Ale w Ostankino są specjaliści i od takich manewrów. Mistrzostwem wykazał się zwłaszcza wysłannik kanału Rossija 24, który w Kijowie przeprowadził śmiałe śledztwo dziennikarskie. Otóż pokazał, jak starsze panie zebrały się w kółeczko w jednym z parków i przed kamerą rosyjskiej telewizji coś tam podpisywały, z rąk do rąk przekazując sobie przy tym pieniądze. - To oczywiście żołd za udział w agresywnych działaniach opozycji - wyjaśnił wysłannik Rossiji 24.

On sam, wciąż filmowany przez operatora, przyłączył się do przekupnych kobiet, które nie wystraszyły się kamery i przyjęły go do biznesu, za co dostał całe 100 hrywien.

Udowodniwszy, że kijowska awantura to robota opłaconych osób, sam okazał się wiernym synem ziem słowiańskich i swoje srebrniki przeznaczył 'na lepszy cel' - rzucił je żebrakowi.

Akurat specjalnie na tę okoliczność, żeby wszystko było już jasne, w wyciągniętej ręce żebraka była niebiesko-gwiaździsta tutka ze zwiniętej papierowej flagi Unii Europejskiej. 

'Putin, car Atlantydy. Droga do wielkiej wojny', Wacław Radziwinowicz, Wydawnictwo Agora
'Putin, car Atlantydy. Droga do wielkiej wojny', Wacław Radziwinowicz, Wydawnictwo Agora

(...)

'Dla Putina Krym jest jak NRD'

- Rozpoczęło się zbieranie rozdzielonych ziem ruskich - mówił Siergiej Mironow, szef partii Sprawiedliwa Rosja, po podpisaniu przez Władimira Putina dekretu o przyłączeniu Krymu.

Oprawa 'historycznego', jak to określają w Moskwie, wydarzenia była niezwykle uroczysta. Prezydent zaprosił z tej okazji do Sali Georgijewskiej, najwspanialszej na Kremlu, około tysiąca osób: parlamentarzystów, gubernatorów, członków rządu i innych VIP-ów, by przed nimi wygłosić transmitowane przez federalne kanały telewizyjne orędzie do narodu. Takie orędzie, jak każe konstytucja, przywódca państwa wygłasza w tym miejscu raz w roku. Tym razem, jak zapewnił jego rzecznik, Putin postanowił wystąpić 'z przesłaniem nadzwyczajnym i na własną prośbę'.

Gospodarz Kremla zapewniał, że Rosja nie dokonała na Krymie interwencji. - Nie przypominam sobie z historii interwencji bez jednego wystrzału i bez ofiar w ludziach - mówił.

Jego zdaniem również ogłoszenie niepodległości przez regionalne władze Krymu było zgodne z prawem międzynarodowym - na półwyspie skorzystano po prostu z precedensu stworzonego przez Zachód w Kosowie, które sześć lat temu odłączyło się od Serbii.

Jeśli więc Zachód uznał niepodległość tego kraju, to powinien, jak mówił Putin, uznać też wyniki krymskiego referendum. Zapewniał przy tym, że zależy mu na jak najlepszych stosunkach z 'bratnim narodem Ukrainy' i że Rosja nie zamierza rozbijać jedności tego kraju. Zapowiedział też, że na Krymie będą obowiązywały trzy języki: rosyjski, ukraiński i krymskotatarski.

To, że teraz władze i mieszkańcy niepodległego już półwyspu chcą się zjednoczyć z Rosją, powinno się zdaniem prezydenta spotkać ze zrozumieniem przede wszystkim w Niemczech. Przyłączenie Krymu do Federacji Putinowi przypomina bowiem zjednoczenie RFN i NRD w 1990 roku. Prezydent zauważył, że w przeciwieństwie do innych państw Rosja zaakceptowała wolę narodu niemieckiego. - Jestem pewien, że Niemcy tego nie zapomniały. Liczę, że obywatele Niemiec wesprą dążenie rosyjskiego świata, historycznej Rosji do odtworzenia jedności - powiedział.

Po wygłoszeniu entuzjastycznie przyjętego przez słuchaczy orędzia Putin oraz Władimir Konstantinow, przewodniczący Rady Najwyższej Krymu, premier separatystycznych władz Siergiej Aksjonow i mer Sewastopola Aleksiej Czałyj podpisali traktat o przyłączeniu półwyspu do Rosji.

A śladem półwyspu chce pójść Naddniestrze. W Rosji karierę robi już żart prezydenta autonomicznej Czeczenii Ramzana Kadyrowa, który wychodząc z Kremla po orędziu Putina, zapowiedział: - Teraz Alaska.

Putin w bardzo emocjonalnym wystąpieniu nawiązywał do rosyjskich narodowych mitów, legend, fobii. Mówiąc o znaczeniu Krymu dla Rosjan, przypominał, że 'w sercach, w świadomości ludzi zawsze był i pozostaje nierozerwalną częścią Rosji'. - Na Krymie wszystko jest nasączone naszą historią i dumą. Tu znajduje się stary Chersonez, gdzie został ochrzczony święty kniaź Władimir - prezydent przypomniał, że to właśnie w tym miejscu władca Kijowa i jego drużyna jako pierwsi na Rusi przyjęli w 988 roku chrześcijaństwo. Tu więc rodziła się 'cywilizacja do dziś łącząca Rosję, Białoruś i Ukrainę'.

Na Krymie, jak mówił prezydent, 'znajdują się mogiły wielu rosyjskich żołnierzy' - tych, którzy polegli w czasie prawie rocznego oblężenia Sewastopola podczas wojny krymskiej w latach 1854-1855, i poległych w czasie ciężkich walk o miasto toczonych z armią hitlerowską. Na półwyspie są dwa miasta bohaterowie, czyli Sewastopol i Kercz. Region więc w pełni zasłużył na miano miejsca i symbolu rosyjskiej wojennej sławy i bohaterstwa, za jaki powszechnie uważają go Rosjanie.

Mówiąc o ostatnich wydarzeniach w Ukrainie, które doprowadziły - zdaniem Putina - do referendum na Krymie, a w konsekwencji do przyłączenia półwyspu do Rosji, powtórzył wersję rozpowszechnianą przez podległe Kremlowi media moskiewskie. W Kijowie, według niego, rej dziś wodzą 'ukraińscy spadkobiercy Bandery, pachołka Hitlera w czasie drugiej wojny światowej'.

- Jasne jest, że pełnoprawnej władzy wykonawczej w Ukrainie do tej pory nie ma, nie ma tam z kim rozmawiać. Liczne instytucje państwowe zostały przechwycone przez samozwańców, przy tym one niczego w kraju nie kontrolują, a same, chcę to podkreślić, znajdują się pod kontrolą radykałów. Nawet dostać się do niektórych ministrów można tylko po uzyskaniu zgody bojowników Majdanu - zapewniał Putin.

Większość rodaków z pewnością się z nim zgodziła, bo takimi właśnie opowieściami o Majdanie są stale karmieni przez federalne kanały telewizyjne. A jak powiedział 'Wyborczej' znawca Kremla politolog Gleb Pawłowski , ludzie z otoczenia Putina też głęboko wierzą w to, co opowiada kontrolowana przez nich telewizja.

Rosjanie godzą się więc z tym, że 'wiecznie rosyjski' Krym musi wrócić do macierzy, bo tylko ona może obronić mieszkających tam rodaków przed krwiożerczymi banderowcami, których zresztą na półwyspie nikt nie widział.

Dzisiejszy dramat ukraiński to w ustach prezydenta Rosji wynik spisku Zachodu próbującego szkodzić jego krajowi. - W przypadku Ukrainy nasi partnerzy zachodni przekroczyli wszelkie granice, postępowali brutalnie, nieodpowiedzialnie i nieprofesjonalnie. Przecież oni znakomicie rozumieli, że na Krymie mieszkają miliony Rosjan. Trzeba było zupełnie stracić instynkt i polityczny rozsądek, żeby nie przewidzieć, jakie będą konsekwencje takiego postępowania - mówił Putin i dodał, że 'Rosja znalazła się na granicy, za którą nie mogła przejść'.

- Jeśli do oporu naciskać sprężynę, trzeba pamiętać, że ona z taką samą siłą się rozprostuje - przestrzegał gospodarz Kremla, wzywając kraje Zachodu, by skończyły z 'histerią' i zrozumiały 'oczywistą rzecz, że Rosja jest samodzielnym, aktywnym uczestnikiem życia międzynarodowego' i że 'jej interesy trzeba szanować'. Łajał też NATO za stawianie Rosji pod ścianą swoją polityką rozszerzania Sojuszu. Oskarżał Zachód o podwójne standardy w polityce międzynarodowej. (…)

Rosjanom podobają się takie ostre słowa Putina, który oskarża Zachód o szkodzenie Rosji i przestrzega go, że Rosja nie pozwoli się poniżać i ma dosyć siły, by godnie odpowiedzieć.

Anton Orech, komentator Radia Echo Moskwy, mówił, że Putin umiejętnie zagrał na 'czułych strunach' dusz rodaków, na ich 'kompleksie niższości połączonym z manią wielkości'.

Wieczorem na placu Czerwonym w Moskwie tłumy Rosjan świętowały odzyskanie Krymu na specjalnie zorganizowanym koncercie. - Krym zawinął do macierzystego portu - mówił ze sceny Putin.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>