,
Obserwuj
Ludzie

Dramat mieszkanki z Wiejskiej. "Huk przed przychodnią jest nie do wytrzymania"

4 min. czytania
10.10.2025 06:29

Hałas przed AboTak na ul. Wiejskiej nie daje żyć sąsiadom. - Protestujący się radykalizują - komentuje Dorota, sąsiadka przychodni aborcyjnej po tym, jak oblano kwasem masłowym drzwi ośrodka. - Policjanci rozkładają ręce - dodaje rozmówczyni tokfm.pl, która - jak twierdzi - dwukrotnie zgłaszała sprawę na policję.

Protesty przed przychodnią AboTak w Warszawie odbywają się regularnie
Protesty przed przychodnią AboTak w Warszawie odbywają się regularnie
fot. Pawel Wodzynski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wygląda protest przed przychodnią AboTak?
  • Dlaczego protesty przed przychodnią są uciążliwe dla mieszkańców?
  • Dlaczego policja i władze miasta nie reagują w sprawie protestów?

Środowiska antyaborcyjne nie ustają w organizowaniu protestów przed budynkiem przychodni aborcyjnej AboTak w Warszawie. - Zbierają się tu dwa-trzy razy w tygodniu. Ich zgromadzenie trwa ok. 2-3 godzin - opowiada Dorota, mieszkająca naprzeciwko budynku przy ul. Wiejskiej, gdzie znajduje się ośrodek Aborcyjnego Dream Teamu.

- Zazwyczaj w proteście bierze udział ok. 5-6 osób. Przynoszą ze sobą ryczące syreny, nagłaśniają płacz niemowlęcia, od czasu do czasu przychodzą z wielkimi bębnami - opisuje. I dodaje, że wszyscy uczestnicy protestu mają słuchawki wygłuszające. Są one niezbędne, bo hałas, jaki powodują protestujący pod drzwiami placówki, jest nie do zniesienia. Działaczki aborcyjne z tego właśnie powodu oskarżyły Fundację Życie i Rodzina Kai Godek o nękanie.

Co się dzieje przed AboTak? "Huk jak od młota pneumatycznego"

Dorota w rozmowie z nami przyznaje, że na dłuższą metę obecność antyaborcjonistów jest dla okolicznych mieszkańców męcząca. - Rozwijają transparenty, że tu się morduje dzieci, czasami też z drastycznymi obrazkami - opisuje. Ale nie to, jak dodaje, jest najgorsze.

Bo najgorszy jest dla niej hałas generowany przez syreny czy okrzyki. - To jest nie do wytrzymania - mówi wprost. - Mimo, że mam okno po drugiej stronie podwórka, to nie jestem w stanie pracować przy komputerze - dodaje. Podkreśla, że sprawdziła nawet na aplikacji do pomiaru głośności i okazało się, że ten jazgot może osiągać 94 decybeli. - To jest huk na poziomie młota pneumatycznego - twierdzi. Z jej opisu wynika, że takie głośne protesty odbywają się kilka razy w tygodniu.

Dorota komentuje również wylanie kwasu masłowego na drzwi przychodni. - Radykalizują się - ocenia zachowanie protestujących rozmówczyni tokfm.pl.

Kwas - już po raz trzeci - wylano w czwartek, 2 października. "Władze miasta i policja nadal nie reagują, to przyzwolenie i zachęta do kolejnych aktów terroru. Wszystko to miało miejsce na Wiejskiej, pod nosem służb, na których ochronę ewidentnie ani my, ani nasi sąsiedzi, nie możemy liczyć" - napisały w komunikacie po tym wydarzeniu aktywistki Aborcyjnego Dream Teamu. Przed AboTak wylewano również czerwoną farbę.

Hałas to nie powód, by rozwiązać zgromadzenie

W kwietniu mieszkańcy zaapelowali do władz miasta i policji o pomoc w rozwiązaniu problemu hałaśliwych protestów. Domagali się, by zgromadzenia antyaborcjonistów odbywały się w cichej formie. Bezskutecznie.

- Policjanci rozkładają ręce. Nie mają na to wpływu, bo to legalny protest. Zgodę wyraził ratusz - mówi Dorota. Również straż miejska "tylko się przypatruje" hałasującym. - Sama dwukrotnie zgłaszałam to na komendzie policji przy ulicy Wilczej, ale bez skutku - informuje. Urzędnicy wskazują, że hałas nie jest podstawą do rozwiązania legalnego zgromadzenia.

Po kwietniowym apelu  radna Warszawy z Miasto Jest Nasze - Marta Szczepańska - przekazała redakcji TVN24, że w prawie o zgromadzeniach są zapisy mówiące o tym, że przedstawiciel gminy może zgromadzenie rozwiązać, jeśli zagrożone jest bezpieczeństwo, a także może wprowadzić zasady, żeby zachować komfort mieszkańców.

- Tyle, że miasto tłumaczy, że może to zrobić na wniosek policji. Policja zaś tłumaczy, że może to zrobić, ale na wniosek miasta. Żyjemy w pętli - mówiła radna.

Z kolei młodszy aspirant Jakub Pacyniak ze śródmiejskiej policji potwierdził, że wpłynęły zgłoszenia od mieszkańców. - Prowadzone są czynności w sprawach o zakłócenie spokoju. Zgromadzenia są legalne - podkreślił.

Bezskuteczne rozmowy i "antysemicki ściek"

Dorota próbowała rozmawiać z protestującymi, choć, jak przyznaje, "wymaga to naprawdę silnych nerwów". - Interesujące było to, że jedna z pań powiedziała mi, że jest za karą śmierci dla kobiet, które dokonują aborcji. Wprawiło mnie to w osłupienie, biorąc pod uwagę, że mienią się oni obrońcami życia - opowiada sąsiadka AboTak.

Jej zdaniem protestujący czasem zachowują się agresywnie. - Jako że epatują symbolami religijnymi, pytałam ich o podstawowe sprawy dotyczące Pisma Świętego. Kiedy spytałam o to, jakie księgi składają się na Pięcioksiąg, to mnie wyśmiano i powiedziano, że to jest "żydowska Biblia". Usłyszałam też, że mam żydowskie rysy - opowiada Dorota, dodając, że później zaczął się "antysemicki ściek". Sąsiadka mówi również, że protestujących odwiedzał zarówno ksiądz, jak i np. poseł Grzegorz Braun.

Przychodnia aborcyjna AboTak

Przychodnię aborcyjną AboTak otworzyły aktywistki z Aborcyjnego Dream Teamu 8 marca przy ulicy Wiejskiej 9, w bezpośrednim sąsiedztwie Sejmu. Można tam przeprowadzić aborcję farmakologiczną własnej ciąży do jej 12. tygodnia, korzystając z wcześniej zamówionych pocztą tabletek. W AboTak można również uzyskać informacje o bezpiecznych sposobach przerywania ciąży i zrobić darmowy test ciążowy.

Źródło: TOK FM