Karski z PiS przywołuje słowa o politykach dzwoniących do dziennikarzy. Wkracza Wielowieyska. "To są głupstwa"
Minister kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomiej Sienkiewicz 19 grudnia odwołał dotychczasowych prezesów Zarządów TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej i ich Rady Nadzorcze. W ich miejsce powołano nowe osoby. Nowym prezesem TVP został Tomasz Sygut. Zmiany muszą jeszcze zostać wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego.
Nie będzie już 'Wiadomości' TVP. Nowe szefostwo szykuje rewolucję?
Wkrótce po tym wybuchł spór między nową rządzącą większością a PiS co do tego, czy zmiany zostały przeprowadzone zgodnie z prawem. Wątpliwości co do kroków podjętych przez ministra Sienkiewicza przedstawiali również niektórzy prawnicy i eksperci, w tym Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
I właśnie do tego odniósł się w audycji "Wybory w TOK-u" senator KO Marek Borowski. - My dzisiaj dyskutujemy, spieramy się. Robią to ludzie, którzy uważają, że muszą nastąpić zmiany w mediach publicznych. Nie wszyscy są zadowoleni - wskazywał, podkreślając, że już samo to jest zmianą po 8 latach rządów PiS.
Zmiany w TVP. Co mógł zrobić minister?
Zdaniem Borowskiego minister kultury nie miał innego wyjścia, jak powołać się na Kodeks spółek handlowych i zadziałać tak, jak zadziałał. Senator podnosił, że uchylenie ustawy o Radzie Mediów Narodowych nie dałoby w tej sytuacji wiele - ze względu na kontekst i upolitycznienie KRRiT. To właśnie ta przyjęta przez PiS ustawa przeniosła kompetencje dotyczące obsadzania władz mediów publicznych z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na RMN. Tyle że kompetencje te KRRiT przyznaje konstytucja, co stawia pod znakiem zapytania konstytucyjność ustawy i na co wskazał Trybunał Konstytucyjny, jeszcze przed zmianami dokonanymi w nim przez PiS. - Jesteśmy w błędnym kole - przyznał Borowski.
Koszmarna wpadka posła PiS. Dostał solidną reprymendę na wizji
Karol Karski, europoseł PiS, argumentował, że "minister, polityk Platformy Obywatelskiej, podpułkownik służb specjalnych", jednoosobowo podjął decyzję o zmianie składu władz mediów publicznych. - Dawid Jackiewicz też jednoosobowo podjął decyzję o wyrzuceniu prezesa TVP - przypomniała prowadząca audycję Dominika Wielowieyska, odnosząc się do wydarzeń z porządków rządów PiS.
- Zmieniliśmy potem te przepisy, kiedy okazały się niezgodne z konstytucją. Przyjęliśmy ustawę - odpowiadał Karski. Ale Wielowieyska znów prostowała: ustawa została przyjęta po wyroku i o tej właśnie ustawie - o Radzie Mediów Narodowych - wspominał TK w uzasadnieniu. Wyrok TK mówił, że kompetencje co do obsadzania władz mediów publicznych mają wrócić do KRRiT.
Karski pytany, dlaczego PiS za czasu swoich rządów nie wykonał tego wyroku, uchylił się od odpowiedzi i stwierdził, że obecna zmiana władz mediów publicznych przebiegła w taki sam sposób. - Sięgacie po metody, które są wielokrotnie gorsze niż to, co krytykowaliście - argumentował, zwracając się do senatora Marka Borowskiego.
- Tego się nie da słuchać. Przecież wy właśnie tak postąpiliście w roku 2015 i 2016 - odpowiedział Borowski. - Wyście złamali konstytucję wprost. (...) Łamaliście prawo wszędzie tam, gdzie wam to dawało korzyść przez siedem lat - dodał.
Polityk PiS odpowiadał, że do tej pory do sądu rejestrowego nie trafiły wnioski o wpisanie zmian w KRS. Co - jak ocenił - oznacza, że jest obawa o to, że sąd te wnioski odrzuci.
Czarnek rośnie, a TV Republika z trudem nadaje. Jachimek i Modzelewski komentują politykę [Śmielej!]
Rigamonti o telefonach do polityków. Pyta Karski, odpowiada Wielowieyska
Karol Karski pytał również o komentarz do słów dziennikarki Onetu. - Jak pan się odnosi do słów redaktor Magdaleny Rigamonti, która mówiła, że politycy Platformy Obywatelskiej dzwonili do dziennikarzy i werbowali ich do nowych mediów - pytał Karski.
Tu ostro wkroczyła Dominika Wielowieyska. - Ja odpowiem. Grzegorz Sajór, Tomasz Sygut i Paweł Płuska to są dziennikarze, których ja znam od lat. Oni znają całe środowisko dziennikarskie i nie potrzebują pośrednictwa jakiegokolwiek polityka. Muszę to powiedzieć z przykrością - to są głupstwa, naprawdę - stwierdziła dziennikarka.
Magdalena Rigamonti o telefonach od polityków powiedziała w czasie debaty zorganizowanej przez Onet, a dotyczącej przyszłości mediów publicznych. Jej wypowiedź brzmiała dokładnie: "Powiedziałeś o dziennikarzach podkupowanych czy wyciąganych z mediów prywatnych. Do wielu z tych dziennikarzy nie dzwonią koledzy dziennikarze, nie dzwoni Paweł Moskalewicz, nie dzwoni Tomasz Sygut, prezes telewizji, nie dzwoni Grzegorz Sajór, tylko dzwonią konkretni politycy i mówią: mamy taką propozycję dla pana, pani, przejdź do nas, będziemy robić nowe wolne media. Kiedy polityk dzwoni do dziennikarza, powinny się nam wszystkim zapalić ogromne, czerwone, pulsujące światła. Bo to oznacza, że oni nie planują robić rządowe, podporządkowane partii media. I to jest strach".