W Ukrainie skanują na potęgę. "W czasie pokoju nie sądziliśmy, że to się przyda"
- Ukraina walczy o swoje zabytki;
- Eksperci z Wrocławia zaangażowali się, by pomóc Ukraińcom chronić ich kulturalny dorobek;
- W tej chwili najważniejsze jest zdigitalizowanie ukraińskich zasobów kultury. Skanowane są też całe budynki - kościoły czy kamienice - m.in. we Lwowie;
- "W czasie pokoju nie mieliśmy na to czasu, pieniędzy i w ogóle nie sądziliśmy, że tego typu działania mogą się nam przydać" - mówi TOK FM pełnomocniczka mera Lwowa.
Do czasu wybuchu pełnoskalowej wojny Ukraińcy nie przykładali zbyt dużej wagi do zabezpieczania kulturalnych zbiorów, takich jak książki czy dokumenty sprzed lat. A spadające rakiety, wybuchy czy pożary to duże wyzwanie dla materialnego dziedzictwa. - W takich warunkach trudno je chronić, zwłaszcza papier, który przez swoją łatwopalność jest najdelikatniejszym obiektem - mówi TOK FM Wiktoria Malicka, pełnomocniczka wrocławskiego Ossolineum do spraw współpracy z zagranicą.
To właśnie eksperci z Wrocławia zaangażowali się, by pomóc Ukraińcom chronić ich kulturalny dorobek. - Sporo naszych ukraińskich partnerów ma już w swoich magazynach szafy pancerne na przechowanie m.in. starodruków czy rękopisów. Są one ogniotrwałe i na wypadek dużego pożaru pozwolą zabezpieczyć zbiory - mówi Malicka.
Na tym nie koniec. W części ukraińskich muzeów czy archiwów pojawiły się też metalowe, przesuwane regały, które w Polsce są już niemal standardem. - Oczywiście zdania na temat tego, co takie regały są w stanie przetrwać, są podzielone. Ale część ekspertów zapewnia, że jeśli np. w wyniku wybuchu spadłby strop, a nie doszłoby do pożaru, zbiory schowane w bloku metalowych regałów miałyby szansę przetrwać - dodaje przedstawicielka Ossolineum z Wrocławia.
Kiedy skończy się wojna w Ukrainie? 'Intryga Rosji' i dwa scenariusze
Wielkie skanowanie zabytków
Nasza rozmówczyni przyznaje, że w tej chwili najważniejsze jest zdigitalizowanie ukraińskich zasobów kultury, czyli wprowadzenie ich do pamięci komputerów. Chodzi m.in. o to, by mieć dowody, że określone dobra kultury istniały, mieć ich kopie i po wojnie - ewentualnie - walczyć o rekompensatę za straty. - Dlatego w tej chwili instytucje kultury skanują swoje zbiory na potęgę. Pozyskały w tym celu specjalistyczne skanery. I zabezpieczają swoje zbiory nie tylko na serwerach, ale też w wirtualnych chmurach zaprzyjaźnionych instytucji - opisuje Malicka.
Skanowane są też całe budynki - kościoły czy kamienice - m.in. we Lwowie. Lilia Onyszczenko jest pełnomocniczką mera Lwowa do spraw ochrony zabytków. To ona współpracuje z polskimi i europejskimi konserwatorami. Jak wyjaśnia, skanowanie odbywa się po to, by w razie zniszczenia móc potem przygotować projekt renowacji albo odbudowy danego zabytku. - W czasie pokoju nie mieliśmy na to czasu, pieniędzy i w ogóle nie sądziliśmy, że tego typu działania mogą się nam przydać - przyznaje w rozmowie z TOK FM Onyszczenko.
I przekonuje, że przez trzy lata wojny ukraińscy eksperci zajmujący się ochroną zabytków wiele się nauczyli. - Na początku wojny nie mieliśmy pojęcia, jak prawidłowo zabezpieczać nasze dobra kulturowe. Zaczęliśmy od witraży, bo są ze szkła, najbardziej kruche. Wiedzieliśmy, że od fali wybuchowej mogą po prostu wylecieć w powietrze. Zabezpieczaliśmy je specjalnymi płytami, montując je do krat - wspomina pełnomocniczka mera Lwowa. - Zabezpieczaliśmy też rzeźby w przestrzeni otwartej. Stawialiśmy rusztowania i robiliśmy specjalne siatki otaczające te obiekty. Tego nauczyli nas polscy konserwatorzy, którzy wcześniej pracowali w Syrii. Jak dojdzie do wybuchu i rzeźba ulegnie uszkodzeniu, to przynajmniej jej części nie rozpadną się w powietrzu, tylko wszystkie zostaną w tej właśnie specjalnej siatce - tłumaczy dalej Onyszczenko.
- Byliśmy i cały czas jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi partnerami w Ukrainie. Pytamy, jakie są ich potrzeby i różnymi drogami staramy się pomóc. W przypadku Lwowskiej Narodowej Biblioteki Ukrainy im. Wasyla Stefanyka, przewoziliśmy materiały do zabezpieczania zbiorów. Byliśmy też w porozumieniu z jedną ze szwajcarskich fundacji i dzięki temu realizowaliśmy w Polsce różne zamówienia dla naszych ukraińskich przyjaciół, choćby na koce przeciwogniowe - opisuje Wiktoria Malicka. Eksperci z Wrocławia cały czas też jeżdżą do Ukrainy, raz na kwartał we Lwowie odbywają się tzw. spotkania Ossolińskie. Jest to cykl polsko-ukraińskich debat na bieżące tematy. - Są one bardzo potrzebne dla obu stron - mówi Malicka.