,
Obserwuj
Dolnośląskie

30-letnia Patrycja zmarła, bo zabrakło karetki. Wojewoda i NFZ zapowiedzieli kontrolę

3 min. czytania
23.04.2025 13:30
30-letnia Patrycja zmarła wskutek udaru krwotocznego, po tym jak przez wiele godzin nie udało się zorganizować transportu medycznego do specjalistycznego szpitala. Choć karetka była w pobliżu szpitala Latawiec w Świdnicy (woj. dolnośląskie), nie można było z niej skorzystać, ponieważ placówka nie miała podpisanej umowy z lokalnym pogotowiem. Sprawę opisała "Gazeta Wyborcza".
|
|
fot. AD
  • 30-letnia kobieta zmarła wskutek udaru, po tym, jak przez wiele godzin nie udało się zorganizować transportu między szpitalami - podała 'Gazeta Wyborcza'. W pobliżu placówki w Świdnicy była karetka, która mogła przetransponować chorą, ale nie miała wymaganych kontraktów;
  • Dyrektor szpitala w Świdnicy twierdzi, że wykorzystano wszystkie dostępne możliwości, a NFZ i wojewoda zarzucają placówce niewywiązanie się z obowiązków;
  • NFZ i wojewoda dolnośląska zapowiedzieli kontrole w świdnickim szpitalu.

Lekarze zastanawiali się nad zamówieniem taksówki. "Byłem w szoku'

Patrycja zasłabła 27 marca w domu w Piławie Górnej. Pogotowie przewiozło ją do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Świdnicy, gdzie po tomografii stwierdzono udar krwotoczny. Szpital nie dysponuje jednak neurologią ani neurochirurgią.

Jak relacjonował ojciec kobiety w rozmowie z TVN24, został poinformowany, że "tak nie powinno być, ale nie znaleźli transportu", "odmówiono też śmigłowca". "Nawet padła sugestia, że jeden z lekarzy zawiezie ją autem do Wałbrzycha. Nie chcąc tracić czasu, zaproponowałem, że zawiozę ją swoim samochodem. Nie dostałem na to zgody. Usłyszałem za drzwiami, jak dwóch lekarzy rozmawia między sobą, sugerując zamówienie taksówki. Byłem w szoku, nadal nie dowierzam" - opisywał mężczyzna.

Ojciec Patrycji zadzwonił na 112, ale karetki nie było. Ostatecznie transport do szpitala w Wałbrzychu zorganizowano - jak twierdzi - dopiero po około czterech godzinach. Tam bliscy 30-latki dowiedzieli się, że będą musieli poczekać kolejne 4-5 godzin, bo wcześniej przyjęto innego pacjenta z wylewem. Próbowano znaleźć inny szpital, co trwało 40 minut. Dopiero po około sześciu godzinach od omdlenia Patrycja trafiła do szpitala we Wrocławiu przy ul. Borowskiej. Tam zmarła.

Leczą nas lekarze, których wiedzy nikt nie zweryfikował? 'To niebezpieczne'

Szpital w Świdnicy i wojewoda obwiniają się nawzajem

Szpital Latawiec wszczął postępowanie wyjaśniające, którego celem jest sprawdzenie, dlaczego kobietę zawieziono z urazem głowy do placówki, w którym nie ma oddziału neurochirurgicznego. "W ramach naszego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego realizowane są wszystkie czynności medyczne, wymagane do zabezpieczenia pacjenta (...). Sytuacje niedostępności transportu w czasie wymaganym w umowie nie należą do częstych (...).

W tym przypadku wykorzystaliśmy wszystkie te możliwości. Niestety, z przyczyn niezależnych od nas: zespoły transportowe w trasie, zbyt długi czas oczekiwania na LPR, jak również odmowę dyspozytora Zespołów Ratownictwa Medycznego (...) transport pacjentki do uzgodnionego telefonicznie ośrodka nastąpił po dwóch godzinach i 18 minutach od przybycia do naszego szpitala" - przekazał "Gazecie Wyborczej" dyrektor placówki Grzegorz Kloc.

Dyrektor podkreślił, że pacjentka otrzymała diagnostykę, stabilizację funkcji życiowych i wczesne leczenie. Zwrócił również uwagę na konieczność lepszego kierowania pacjentów już na etapie przedszpitalnym, zwłaszcza w przypadku schorzeń ośrodkowego układu nerwowego.

Rzecznik wojewody dolnośląskiego, Tomasz Jankowski, ocenił w rozmowie z "GW" że "system Państwowego Ratownictwa Medycznego, nadzorowany przez wojewodę dolnośląskiego zadziałał prawidłowo i zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa". Jak podkreślił, rola systemu kończy się w momencie przekazania pacjenta do szpitala. Transporty między szpitalami należą do odpowiedzialności placówek medycznych.

Według rzeczniczki dolnośląskiego NFZ Anny Szewczuk, "pacjentka powinna być przewieziona do innej placówki transportem zapewnionym przez szpital w Świdnicy".

Leśnicy z Podkarpacia ostrzegają. 'Ból i zawroty głowy zaczynają się po 15-20 minutach'

Karetka była, ale nie można było jej użyć

Jak przekazała Szewczuk, w regionie funkcjonowała tylko jedna karetka transportowa - zakontraktowana od 1 kwietnia 2024 r. - mimo że pogotowie w Świdnicy dysponuje karetką i zespołem, nie posiada kontraktu z NFZ ani umowy ze szpitalem Latawiec. Transporty szpitalne od lat realizuje firma spoza Świdnicy.

"W regionie pojawi się więc druga karetka realizująca transport medyczny. Do konkursu na pewno przystąpi pogotowie w Świdnicy, które posiada wyposażoną karetkę transportową i zespół. Co ciekawe, karetka ta stała w pobliżu szpitala, gdy szukano transportu międzyszpitalnego dla pani Patrycji. Jednak nie można było jej użyć, bo nie została zakontraktowana przez NFZ" - czytamy na łamach "Wyborczej".

NFZ i wojewoda dolnośląski zapowiedzieli kontrole w placówce. Sprawa nie została jednak dotąd zgłoszona do prokuratury. Szpital w Wałbrzychu, gdzie kobieta czekała na pomoc, nie odpowiedział na pytania "Wyborczej".

Posłuchaj: