"Politycy obawiają się nadania tytułu komuś takiemu jak ja". Znany profesor bez nominacji
- Myślę, że politycy prawicowi obawiają się nadania tytułu komuś takiemu jak ja. Ale uważam, że jako naukowiec mam obowiązek wypowiadać się publicznie, niekoniecznie tak, jak chciałaby władza - mówi TOK FM Michał Bilewicz, który na tytuł profesora czeka już siedem lat.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym zajmuje się prof. Michał Bilewicz w swojej pracy badawczej?
- Co w sprawie profesury dla Michała Bilewicza postanowił sąd?
- Jak sam zainteresowany komentuje brak nominacji?
W mijającym tygodniu prezydent Karol Nawrocki wręczył - po raz pierwszy w swojej kadencji - nominacje profesorskie. Na liście osób, które otrzymały tytuł, znalazło się 112 nazwisk naukowców i naukowczyń reprezentujących różne dziedziny wiedzy oraz różne uczelnie. Zabrakło wśród nich prof. Michała Bilewicza, psychologa społecznego z Uniwersytetu Warszawskiego, mimo że przeszedł całą procedurę.
Siedem lat czekania na tytuł
Od skierowania wniosku o nadanie Bilewiczowi tytułu profesora minęło już siedem lat. Naukowiec spełnił wszystkie formalności, a tytułu oficjalnie wciąż nie ma. Poszedł nawet do sądu - uznając, że doszło do przewlekłości. Sąd administracyjny przyznał mu rację. Kancelaria Prezydenta złożyła kasację, po czym sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten również uznał, że profesor powinien w końcu dostać nominację i to w ciągu miesiąca od rozstrzygnięcia. Miesiąc dawno minął (rozstrzygnięcie NSA miało miejsce w październiku 2024), a w sprawie dalej nic się nie dzieje.
- Rozstrzygnięcie nie zostało wykonane przez pana prezydenta Andrzeja Dudę i - jak widzimy - przez kolejnego prezydenta również wyrok, przynajmniej na razie, nie został wykonany - mówi TOK FM prof. Michał Bilewicz.
Zgodnie z ustawą o stopniach naukowych tytuł profesora nadaje Prezydent RP na podstawie wniosku Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Ustawa nie przewiduje, by prezydent rozpatrywał wniosek merytorycznie. Ocena dorobku kandydata odbywa się bowiem na etapie poprzedzającym decyzję głowy państwa.
Czym zajmuje się prof. Michał Bilewicz?
Prof. Bilewicz zajmuje się m.in. tematyką Zagłady, badaniami nad pojęciem traumy czy antysemityzmem. Ostatnio sprawdzał na przykład to, jak rozprzestrzenia się mowa nienawiści, a także czy i w jaki sposób myślenie spiskowe rodzi się w odpowiedzi na traumatyczne doświadczenia. Profesor prowadzi też projekt na temat zniekształceń wiedzy o Holocauście w różnych narodach Europy - chodzi w szczególności o to, jak pamiętany jest Holocaust i jak bywa wykorzystywany przez populistów. Profesor już w 2023 roku w rozmowie z nami mówił, że ma poczucie, że to, co go spotyka, to "kara" za to, jakie badania prowadzi.
Dziś profesor przyznaje, że jeśli chodzi o rozwój jego kariery naukowej, brak nominacji nie jest dużym problemem. - Od czasu, kiedy zakończyła się moja procedura awansowa, otrzymałem kilka dużych grantów badawczych, mój zespół bardzo dobrze funkcjonował. Od tego roku zostałem powołany na stanowisko kierownika nowo utworzonej Katedry UNESCO na Uniwersytecie Warszawskim. Moja kariera naukowa rozwija się też międzynarodowo, zostałem redaktorem czasopisma "American Psychologist", a jest to jedno z najważniejszych wydawnictw w dziedzinie psychologii - wylicza w rozmowie z TOK FM.
Jak Michał Bilewicz komentuje brak nominacji?
- Natomiast fakt, że tej nominacji nie mam, uznaję za naruszenie autonomii naukowców. Bo to my decydujemy o tym, jak wyglądają awanse w środowisku. Sam wielokrotnie od tamtego czasu występowałem w roli recenzenta doktoratów czy habilitacji. Uważam, że moja sprawa to jest jakiś dziwny wyłom w systemie, bo nagle polityk decyduje o tym, kto i kiedy może w nauce awansować, a kto nie - dodaje.
Ponadto fakt, że Bilewicz jest profesorem uczelnianym, a nie ma tytułu, wpływa na jego pensję. Profesorowie tytularni zarabiają więcej. - Mam poczucie, że warunki mojej pracy nie różnią się od pracy tych, którzy są profesorami z tytułem - mówi nasz gość.
Skąd, w jego opinii, ta zwłoka? - Myślę, że politycy prawicowi obawiają się nadania tytułu komuś takiemu jak ja, kto publicznie wypowiada się na przykład na temat antysemityzmu w Polsce czy na temat tego, jak wyglądają zniekształcenia pamięci historycznej dotyczące zachowań Polaków w czasie Holocaustu. Ale uważam, że jako naukowiec mam obowiązek wypowiadać się publicznie, niekoniecznie tak, jak chciałaby władza - mówi Michał Bilewicz.
Profesor odnosi się też do słów prezydenta Karola Nawrockiego w czasie ostatniej uroczystości wręczenia nominacji. "Będę dbał, jako prezydent Polski (...), żebyście podlegali państwo tylko dyscyplinie wokół warsztatu naukowego, bo to jest obowiązujące dla wszystkich uniwersytetów i akademii, i dobrym obyczajom. Aby nigdy świat naukowy i profesorowie, którzy otrzymują nominacje, nie ulegali (...) modom światopoglądowym czy pewnej codzienności politycznej. To nie jest świat akademickości, świat nauki, który wiąże się przecież z wolnością badań. Taką gwarancję jako prezydent Polski chcę państwu dać" - powiedział Karol Nawrocki.
- Jeśli dobrze odczytuję słowa prezydenta, to daje on gwarancję swobody i autonomii badań i nauki tak długo, jak długo naukowiec nie będzie wychodzić poza mury uczelni i nie będzie się wypowiadać w kwestiach bieżącej polityki. To jest - jak dla mnie - dosyć przygnębiająca wizja. To są hasła w stylu: "Literaci do pióra, studenci do nauki", które dobrze znamy z historii Polski - komentuje nasz rozmówca. - Uważam, że tego typu słowa są bardzo niebezpieczne, bo dobrze wiemy, że naukowcy muszą działać w warunkach wolności, w tym wolności słowa, a nie zamykać się w jakiejś wieży z kości słoniowej - podsumowuje prof. Bilewicz.
Źródło: TOK FM