,
Obserwuj
Polska

Rząd mówi jasno: przygotuj plecak na kryzys. Ale Polacy wiedzą lepiej. "Służby przyjdą, ale nie od razu"

3 min. czytania
21.09.2026 13:38
Obserwuj nas na Google

- Brak zasobu ewakuacyjnego, plecaka czy jakkolwiek to nazwiemy, to trochę tak, jakby nie mieć apteczki pierwszej pomocy - mówił w TOK FM Szymon Kępka, dziennikarz i reporter TOK FM.  

Plecak ewakuacyjny
Plecak ewakuacyjny
fot. Kamil Gozdan/East News
  • "Plecak ewakuacyjny to umowna nazwa" - mówił w TOK FM Szymon Kępka, reporter i dziennikarz TOK FM;
  • Podkreślił, że kryzys to wcale nie musi być zagrożenie militarne. 
  • Co w takim plecaku powinno się znaleźć? 

W sklepach i w sieci można dostać gotowe zestawy do tysiąca złotych, które mają służyć jako plecak ewakuacyjny. Jak podkreślają jednak eksperci "nie są one de facto plecakami ewakuacyjnymi, a survivalowym zestawem do treningu. Można się z nimi wybrać na nocleg do lasu, ale nie mają nic wspólnego z ewakuacją z domu".

- Plecak bezpieczeństwa to umowna nazwa na zasób, którym możemy się posługiwać w czasie kryzysu - zwrócił z kolei uwagę w TOK FM Szymon Kępka, dziennikarz i reporter TOK FM, autor audycji "Plan działania". 

Jak od razu dodał w rozmowie z Adamem Ozgą, kryzys, w który plecak bezpieczeństwa miałby się przydać, to wcale nie musi być zagrożenie militarne. - To może być załamanie pogody, konieczność ewakuacji, pożar, blackout, zagrożenie terrorystyczne i inne. Oczywiście nie ma co dać się wystraszyć, ale trzeba mieć świadomość, że obywatel jako jednostka stanowi o sile odporności społeczeństwa. A im silniejsze ogniwo, tym silniejszy łańcuch - podkreślił w "TOK360". 

"Praktyczny polski naród nie lubi mieć planu B"

Z sondażu IBRIS dla "Rzeczpospolitej" wynika, że 52 proc. respondentów nie planuje przygotować sobie lub rodzinie plecaka ewakuacyjnego. Zrobi to niespełna jedna czwarta pytanych, zdania nie ma blisko 10 proc. 

Jak przyznał gość TOK FM badanie szokują, bo nie spodziewałby się, że "praktyczny polski naród nie lubi mieć planu B na czas sytuacji kryzysowych". 

- Jeśli pobożnie wierzymy, że przyjdą nas uratować służby, gdy nadejdzie kryzys, że obroni nas państwo, to oczywiście to się pewnie wydarzy. Ale nie od razu. Może za dzień, może za dwa, może dłużej. To niepopularne i politycy zwykle tego nie mówią, ale niestety tak jest: służby na reakcje, na to by pomóc obywatelom, po prostu potrzebują czasu - zastrzegł Szymon Kępka. 

Właśnie po to, podkreślił, jest zasób nazywany dla uproszczenia plecakiem: by móc z niego skorzystać, a nie żyć na jego podstawie w dziczy. Ale też, mówił, nie chodzi o to, by popadać w zakupową panikę, gdy nadejdzie informacja albo dezinformacja, że zamkną się sklepy albo stacje benzynowe z takiego czy innego powodu. 

- Mamy w domu apteczkę, zwykle coś w niej jest, czasem jest bardziej skompletowana. Ale nie do pomyślenia, żeby w domu nie mieć plastra, bandaża. Podobnie brak zasobu ewakuacyjnego, plecaka czy jakkolwiek to nazwiemy, to trochę tak, jak nie mieć apteczki pierwszej pomocy. To może, ale nie musi kosztować zdrowie albo życie - podkreślił w TOK FM. 

"To może być ślepa uliczka, ale nie musi"

Inna rzecz, co podkreślają też eksperci: własne bezpieczeństwo powinno być zaplanowane. Nie chodzi o czekanie aż przyjdzie kryzys, bo to najbardziej kosztowna decyzja jaką można podjąć. - Nawet częściowe przemyślenie zasobów na wypadek dowolnego zagrożenia, czy mam latarkę, a jak nie latarkę to może świece, powerbank, wodę, skąd ją wezmę, może mam słoiki w piwnicy, może w komórce lokatorskiej, gdy kryzysu jeszcze nie ma, to zasób, który w kryzysie bardzo się przydaje - zastrzegł dziennikarz i reporter TOK FM. 

Dodatkowo samo posiadanie zasobów i przygotowanie się jak na surwiwal, może dawać poczucie bezpieczeństwa. Ale tu też uwaga, podkreślił Szymon Kępka: to może być też ślepa uliczka, jeśli nie idzie w parze z wiedzą. 

Jaką? Np. o szlakach komunikacyjnych, o tym gdzie się udać, czy piechotą czy samochodem, o tym kto jest naszym sąsiadem, bo może to jest lekarz, który uratuje nam życie, zanim przyjedzie karetka. - Warto też wiedzieć, gdzie udadzą się nasze dzieci, jak się z nimi skontaktujemy, gdy na przykład telefon nie zadziała. Chodzi o to, żeby nie dać się zwieść przekonaniu, że ten kryzys nas nie dotyczy - podsumował w TOK FM. 

Źródło: TOK FM 

Redakcja poleca