Ledwo zdążyli posprzątać, znowu ich zalało. I tak kilka dni z rzędu. "Nic tylko płakać"
Układają barykady z worków z piaskiem, zapełniają kolejne kontenery zniszczonymi meblami, zrywają tynki - mieszkańcy ulicy Wyspowej na Osowej Górze w Bydgoszczy sprzątają po tym, jak w ciągu kilku dni trzy razy zalało ich domy.
- Woda w naszym garażu sięgała półtora metra - mówi Patryk, który właśnie zrywa płyty kartonowo-gipsowe i skuwa tynk ze ścian w całej piwnicy. - Na szczęście jesteśmy ubezpieczeni, więc przynajmniej na pokrycie części strat pieniądze dostaniemy - dodaje.
Na około 100 tysięcy złotych straty szacują zaś Hanna i Janusz z domu obok. - Zalało nam całe 70 metrów kwadratowych, na metr osiemdziesiąt wysokości - pokazuje. - W naszej piwnicy nie ma teraz nic. Wszystko musieliśmy wyrzucić. Zostało drewno, które kupiliśmy na zimę, ale jest tak mokre, że nie będzie nadawało się do palenia - dodaje zrozpaczona bydgoszczanka.
Dramat mieszkańców spowodowały ulewne deszcze, jakie przetoczyły się przez Bydgoszcz w ostatnich dniach. Zaczęło się na początku zeszłego tygodnia. - Po tym, jak 16 sierpnia nasza ulica zmieniła się w rzekę, mam zniszczoną pralkę, suszarkę, filtr do wody i całą elektronikę od pieca - opisuje pani Anna. - Wszystkie meble, które stały w piwnicy, musiałam wyrzucić. I kiedy już posprzątaliśmy, i zaczęliśmy osuszać ściany, w sobotę wieczorem spadł kolejny deszcz. Na dobicie, w niedzielę rano powtórka. Nic tylko płakać - dodaje.
Zalało też przedszkole
W piątek i w niedzielę bydgoszczanom w miarę szybko pomogła Państwowa Straż Pożarna, która przyjechała kilka minut po zgłoszeniu, uruchomiła pompy i opróżniła piwnice. Gorzej było w sobotę. - Nie dość, że noc, to jeszcze po kilkudziesięciu minutach od zgłoszenia przyjechała do nas Ochotnicza Straż Pożarna. Okazało się, że nie miała nawet paliwa, żeby uruchomić pompy - opowiadają nasi rozmówcy.
Przez kilka dni zalane było też znajdujące się tu przedszkole. - W sobotę przyjechała firma, która zajmuje się osuszaniem. Rozstawili sprzęt, ale nikt się nie spodziewał, że kilka godzin później znowu nas zaleje - mówi Adriana Nowak, dyrektor Przedszkola "Kacperkowy Światek". - Przyszli nasi pracownicy, sąsiedzi i szuflami do zgarniania śniegu wylewaliśmy z sal wodę. W niedzielny poranek - powtórka - opisuje. W ramach zabezpieczenia przed placówką ułożono już worki z piaskiem. - Przyniosła je jedna z pracownic. Piasek wzięliśmy z placu zabaw - dodaje Nowak.
Zapory przed wodą ustawiają przy swoich domach także mieszkańcy sąsiadującej z Wyspową ulicy Wielorybiej. - Osiem lat temu kupiłem elementy bramy garażowej, które ustawiam przy bramie i furtce. Podczas ostatnich ulew ta zapora uratowała moją piwnicę - mówi pan Henryk. Jego sąsiad - pan Rafał - wykopał z kolei na działce prowizoryczny rów retencyjny. - Dokopałem się do studni na deszczówkę, kupiłem pompę i mam nadzieję, że to ochroni naszą piwnicę. Po ubiegłotygodniowych ulewach już wiem, że worki z piaskiem nie wystarczą - dodaje.
'Nic tylko płakać'
Mieszkańcy ulicy Wyspowej przyznają, że jedynym plusem całej tej sytuacji jest to, że zżyli się ze sobą, jak nigdy wcześniej. Przekonują, że zostali zostawieni sami sobie i tylko na siebie mogą liczyć. - Ani miasto, ani drogowcy nam nie pomogli. Sami kupujemy worki z piaskiem, 300 już leży przy domach, a kolejne przyjadą, bo to wciąż za mało, żeby odgrodzić się od ulicy i wody, która może znowu nią popłynąć - mówią. Przekonują, że za wszystko płacą "z własnej kieszeni".
- Słyszeliśmy gdzieś, że niby Zarząd Dróg dał nam worki i piasek. Ha! Nie dostaliśmy nic! - żali się pan Janusz. W podobnym tonie wypowiada się pan Norbert. - Na to, co leży przed moim domem, wydałem już 400 złotych. A to wciąż za mało. Kupiłem też pompę, którą w razie kolejnej ulewy będę wypompowywał wodę z garażu nim przyjedzie straż - opowiada. - Nie należy nam się pomoc, bo to nie była powódź. Nikt z miasta nawet do nas nie przyjechał - rozkłada ręce.
Co na to miasto?
Bydgoszczanie wskazują, że kanalizacja w tej okolicy nie jest w stanie przyjąć tak dużej ilości wody. Wskazują, że to nie jest nowa sprawa. - Pierwszy raz dokładnie tak samo zalało nas 10 lat temu. Od tego czasu wysyłamy pisma do miasta, do Zarządu Dróg czy do wodociągów, ale nikt nie zajął się naszym problemem - żalą się nasi rozmówcy. Ich zdaniem ulica, która kilka lat temu została wyłożona kostką brukową, jest źle zaprojektowana. - Rury kanalizacyjne mają zbyt małą średnicę. Rozwiązaniem byłoby rozkopanie ulicy i wymiana rur, a na szybko - wykopanie kilkumetrowego zbiornika na deszczówkę - przekonują.
Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej - trzy lata temu, w odpowiedzi na jedno z wielu pism bydgoszczan - przyznał, że przyczyną zalewania ulicy Wyspowej jest 'rozwiązanie technologiczne podłączenia kanału deszczowego z kolektorem biegnącym wzdłuż ulicy Wielorybiej' - ulica ta łączy się z Wyspową.
W 2019 roku - po serii pism złożonych zarówno do Zarządu Dróg, jak i do Miejskich Wodociągów i Kanalizacji - mieszkańcy otrzymali pisemne zapewnienie, że do końca 2021 roku wykonana zostanie renowacja kanalizacji deszczowej na ulicy Wielorybiej. Podano również, że oczko wodne przy ulicy Głębinowej zostanie zaadoptowane na zbiornik retencyjny, do którego - za pomocą nowego kanału deszczowego - odprowadzana będzie woda opadowa.
- Jest sierpień 2022 roku, a nic w tej sprawie nie zostało zrobione - mówią mieszkańcy ulicy Wyspowej. - Na razie ustaliliśmy dyżury tak, żeby zawsze ktoś z nas był w domu i w razie ulewy wzywał straż. Sprawdzamy też prognozy pogody. Kiedy przyjdzie kolejna burza, oby nasze barykady pomogły - dodają.
W poniedziałek zwróciliśmy się w sprawie zalanej ulicy do spółki miejskich wodociągów. Czekamy na odpowiedź.
Ulewy, które przeszły nad Bydgoszczą w ubiegłym tygodniu wyrządziły mnóstwo szkód, głównie na Osowej Górze. Straż Pożarna - po każdym gwałtownym deszczu - tylko na tym osiedlu interweniowała kilkadziesiąt razy. Zalane były też garaże i piwnice na innych ulicach osiedla.