Bez okazałej iluminacji i z przykręconym ogrzewaniem. Filharmonia Pomorska "zaciska pasa"
- Przygotowujemy plany na oszczędności w zużywaniu energii. Wydałem polecenie wszystkim kierownikom, aby opracowali takie oszczędności dla każdego ze swoich działów. Pracownicy mają zużywać mniej prądu. Gdzie się da, wymienimy żarówki na bardziej oszczędne, zamontujemy też czujniki ruchu - zapowiada dyrektor Filharmonii Pomorskiej Maciej Puto.
Oszczędności mają dotyczyć też dekoracji. - Prawdopodobnie nie będzie tak bogatej iluminacji przed Bożym Narodzeniem. Po prostu musimy zaciskać pasa - przyznaje dyrektor.
Kolejna sprawa to ogrzewanie. Filharmonia przewiduje niemały wzrost rachunków, więc i tu należy spodziewać się ograniczeń. Dyrektor Puto zapowiada, że kaloryfery trzeba będzie w nowym sezonie nieco przykręcić. - Możemy na tyle obniżyć temperaturę we wnętrzach, by zachować komfort pracy. Nie ma mowy, byśmy ogrzewanie zakręcili. Budynek nieogrzewany ulega degradacji, a na to nie możemy sobie pozwolić - zaznacza. Poza tym, jak dodaje, właśnie rozpoczyna się Bydgoski Festiwal Muzyczny i melomani oraz muzycy nie mogą na sali marznąć.
A co jeśli goście na koncert nie przyjdą?
Na budżet bydgoskiej filharmonii, tak jak innych instytucji kulturalnych, niemały wpływ ma sprzedaż biletów. I tu niestety nie ma się z czego cieszyć. - Po pandemii i na skutek wybuchu wojny obserwujemy spadek frekwencji na naszych koncertach - mówi nam Katarzyna Szewczyk z Filharmonii Pomorskiej. - Jest to tendencja, którą obserwują wszystkie filharmonie w Polsce. Staramy się pozyskać naszych odbiorców poprzez konstruowanie koncertów z myślą o wszystkich - dodaje.
W repertuarze filharmonii można zatem znaleźć dzieła kompozytorów różnych epok. Jak tłumaczy Szewczyk, która jest kierownikiem działu promocji i organizacji widowni, oprócz wieczorów bardzo klasycznych, pojawiają się także te nieco lżejsze, z muzyką operetkową, musicalową, filmową i rozrywkową. - Na zasadzie takich kontrastów stworzony został program tegorocznego Bydgoskiego Festiwalu Muzycznego - mówi. Będzie więc i monumentalna symfonia Krzysztofa Pendereckiego, i największe przeboje Lady Gagi.
Kupuję mniej, rezygnuję z wyjść
Bydgoszczanie jednak nie ukrywają, że ograniczają wyjścia do takich instytucji, jak filharmonia. Powód? Szukanie oszczędności wszędzie, gdzie się da. - Kupuję mniej jedzenia i wybieram to gorszej jakości, bo na luksusy już mnie nie stać. Dziś nie ma mowy o wyrzucaniu pieniędzy na byle co, oszczędzam na kosmetykach, ograniczam wyjścia do miasta, do restauracji czy na właśnie wydarzenia kulturalne - słyszymy od jednej z mieszkanek.
- Staram się zużywać jak najmniej wody i prądu. Emeryturę mam niską i nie wiem, jak żyć, a zbliża się jesień i zima - mówi nam inna bydgoszczanka. Podobnych głosów jest więcej. - 100 złotych na drobne zakupy spożywcze to dziś norma, a do tego opłaty za mieszkanie i media. Jest ciężko. W sklepach drożyzna, rachunki coraz wyższe, a przecież energia czy ogrzewanie jeszcze podrożeją - słyszymy od przechodniów.