"Robię to dla moich wnuków. Dla waszych też". Niewidoma Dorota protestuje przed biurem PiS
Swoją akcję Halaburda określa 'Buntem Doroty'. Jak mówi, protestuje, bo sprzeciwia się ideologii w edukacji. - Kiedy słyszę, że młody człowiek nie może się wypisać z lekcji religii, bo będzie miał przez to złe oceny z innych przedmiotów, to myślę, że tak dalej być nie może. Albo jak młodzież mówi, że nauczyciele dzielą się na tych, którzy są z nimi i na tych, którzy są przeciwko nim - wskazuje aktywistka.
- Buntuję się też przeciwko temu, co robi parta rządząca. Łamanie konstytucji, niszczenie przedsiębiorczości, niepraworządność, długo można wymieniać. 'Bunt Doroty' nie jest dla mnie. Jestem emerytką. Większość życia już przeżyłam. Mam jednak przekonanie, że kraj naszych dzieci, przyszłość naszych dzieci i wnuków jest w niebezpieczeństwie - dodaje.
72 godziny na placu
W rozmowie z nami Halaburda wspomina tragiczne wydarzenia z 2017 roku, kiedy Piotr Szczęsny podpalił się przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Mężczyzna protestował przeciwko polityce Prawa i Sprawiedliwości. Zmarł 10 dni po tych wydarzeniach w warszawskim szpitalu. - Coś we mnie [wtedy] pękło. Jestem zdesperowana, tak jak on, ale wybieram inną drogę, by o tym opowiedzieć - mówi Halaburda.
Jak dodaje, już jakiś czas temu myślała o takim czuwaniu. Planowała zrobić to w stolicy, ale kiedy powiedziała o swoim pomyśle znajomym z Komitetu Obrony Demokracji, ci zapytali: 'A czemu nie w Bydgoszczy, skoro jesteś z Bydgoszczy?'. - No więc jestem. I będę tu do soboty, do godziny 12. 72 godziny - zapowiada.
Przekonuje, że jest przygotowana na różne warunki i nie boi się zimnych nocy. - Mam ciepłe ubrania - śmieje się. Do Doroty w każdej chwili można dołączyć. - Nie będę sama. Od kilku dni znajomi i nieznajomi wpisują się na listę. Ktoś przyjdzie na godzinę, a ktoś będzie razem ze mną czuwać tu przez kilka godzin - mówi.
Podczas swojego protestu aktywistka zamierza namawiać mieszkańców Bydgoszczy do tego, by napisali kilka słów do ministra edukacji Przemysława Czarnka. Specjalne wzory pocztówek ma ze sobą. W piątek mają one zostać przekazane do kuratorium oświaty.
'Wnuki wiedzą, co robię i dla kogo'
Aktywistka często nawiązuje do swoich wnuków, dla których się angażuje. - To już nastolatki, ale kilka lat temu, kiedy pierwszy raz wyszłam na manifestację, nie mówiłam im, gdzie idę. Znalazły jednak w internecie zdjęcie, na którym zobaczyły, że policja szarpie babcię. Powiedziałam im, że mogą się za mnie wstydzić albo być dumni, bo ja będę wychodzić na ulice i walczyć o wolność dla nas. Powiedziały: 'babcia, walcz!' - opowiada aktywistka.
Teraz, jak dodaje, też ma wsparcie od wnuków, a także od znajomych z Komitetu Obrony Demokracji i bydgoskiej Brygady Ulicznej Demonstracji. - Dorota robi to dla każdego z nas. Popieram ją i zostanę z nią na noc - mówi Karina Kocińska, jedna z aktywistek. - Mamy ciepłe ubrania, termosy, na pewno się nie poddamy - dodaje.
Dorotę wspiera też inny mieszkaniec Bydgoszczy Krzysztof Kopyciński. Przekonuje, że 'takie akcje są potrzebne, zwłaszcza teraz, kiedy ludzie czują, że ich sytuacja życiowa jest trudna'. - Dorota mówi, że robi to dla wnuków, bo boi się o ich przyszłość w tym kraju. Przecież z każdym rokiem jest coraz gorzej. Musimy wywierać presję na ludzi, którzy uważają, że jest fajnie. Bo nie jest - stwierdza.
Protestującą wspierać będzie również Roman Godlewski z Brygady Ulicznej Opozycji. - Widać, że społeczeństwo zaczyna się buntować. Na ten tydzień i na następny w całej Polsce zapowiadanych jest mnóstwo protestów. W piątek w Bydgoszczy, oprócz 'Buntu Doroty', odbędą się jeszcze dwie manifestacje. Być może te wszystkie akcje przybiorą większą skalę niż dotychczas. Liczę na to - mówi.
'Nie mogę znieść tego, co dzieje się z Polską'
Halaburda jest osobą niewidomą, ale niezwykle aktywną. Na różne manifestacje chodzi od lat. - Straciłam wzrok w wyniku choroby genetycznej. Początkowo bardzo się bałam. Kiedy odważyłam się wyjść z domu, odważyłam się też pójść na pierwszy protest. Najpierw stałam gdzieś z boku, ale z czasem to się zmieniło. Przez ostatnie lata uczestniczyłam w setkach protestów w całej Polsce - opowiada.
Emerytka mówi, że już się nie boi, choć - jako osoba niewidząca - może znaleźć się w niebezpieczeństwie. - Ktoś może mnie popchnąć, uderzyć, a ja potem nie powiem, że była to ta czy inna osoba - zaznacza.