Niesamowita szopka z 83 tysięcy zapałek. "Robiłem ją przez prawie pół roku"
W urzędzie przy ulicy Jagiellońskiej można podziwiać w zasadzie trzy szopki - jedną dużą i dwie mniejsze. Zrobione są niezwykle starannie, z ogromną dbałością o detale. Ich twórcą jest niepełnosprawny artysta ze Słupowa pod Bydgoszczą. - Każda szopka jest inna. Duża ma dokładnie 82 655 zapałek, mniejsza ponad 7709 i wyglądem przypomina szopkę góralską. Trzecia budowla ma z kolei ażurowe ściany. Każda zapałka była układana pęsetą - opowiada Przemysław Kozłowski. - Bardzo się cieszę, że moje szopki stoją w urzędzie. Moje marzenia się spełniają - dodaje.
Szopki stoją we foyer sali konferencyjnej im. Bydgoskiego Marca 1981 roku. - Jestem pełen uznania i bardzo cieszę się, że osoba, która mierzy się z różnymi przeciwnościami losu, potrafi tworzyć takie piękne rzeczy, które trafiają w ważne miejsca - przyznaje wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz. - Szopka zostanie już z nami na dłużej i będziemy mogli się nią cieszyć także w kolejnych latach - zapewnia urzędnik.
Szopki dla papieża Franciszka i pary prezydenckiej
Historia z tworzeniem domków z zapałek zaczęła się, gdy Przemysław Kozłowski miał 14 lat. - Wtedy zmarł mój tata i zostałem sam z babcią. Bardzo to przeżyłem. By nie zwariować, musiałem się czymś zająć. Na półce znalazłem klej 'wikol' do drewna, po tacie - opowiada. - Powiedziałem: 'Babcia, zawsze chciałaś mieć dom, to ja ci zrobię z zapałek'. I tak to się zaczęło - dodaje.
W ubiegłym roku artysta spełnił swoje największe marzenie - zawiózł do Watykanu szopkę dla papieża Franciszka. Dzieło miało prawie 3 metry długości i 1,5 metra szerokości. Powstało z 266 tysięcy zapałek. Artysta - z pomocą żony - pracował nad nim aż 10 miesięcy. Druga, nieco mniejsza szopka, trafiła wówczas także do pary prezydenckiej.
'Chcę, by osoby niepełnosprawne się nie poddawały'
Przygotowanie szopki to - jak słyszymy - żmudna praca. Najpierw należy wypalić wszystkie zapałki. - Trzeba to robić dokładnie pięć sekund, bo wystarczą dwie sekundy dłużej i już zapałki nie będą równe - tłumaczy Kozłowski. - Potem trzeba wyczyścić siarkę i w tym mi pomagają moja mama i żona Magda. Zapałki mam ze zbiórek, od ludzi z całej Polski. Odezwała się też do mnie firma z Warszawy, która podarowała mi 2,5 miliona sztuk - cieszy się artysta.
Swoją pracą pan Przemysław chce zachęcić innych niepełnosprawnych do działania. - Zależy mi na tym, by osoby niepełnosprawne się nie poddawały, żeby robiły cokolwiek, co potrafią, na przykład malowały. By nie siedziały w domach, bo osoby niepełnosprawne - takie jak ja - są potrzebne w życiu społecznym - przekonuje.