,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Domy narodzin zamiast tradycyjnych porodówek? Będzie nowa sieć oddziałów

Paweł Radzewicz, TOK FM
5 min. czytania
01.03.2025 09:00
Specjalne zespoły przy wojewodach mają opracować plany nowej sieci oddziałów położniczych. W kujawsko-pomorskim prace są na bardzo wstępnym etapie. - Ważniejsze niż liczba porodów na oddziałach i ich rentowność, jest jakość opieki oraz to, czy pacjentka może dostać się do dobrego ośrodka położniczego w ciągu 20-30 minut - podkreśla kujawsko-pomorski Konsultant wojewódzki w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz perinatologii.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Resort zdrowia zapowiada zmiany na porodówkach;
  • Ministra Leszczyna początkowo mówiła o likwidacji tych placówek, które przyjmują mniej niż 400 porodów rocznie. Wycofano się z tego;
  • Powołano zespoły lokalne mające optymalizować sieć oddziałów położniczych;
  • W wielu miejscach porodówki już znikają - głównie z powodu małej liczby porodów oraz braku personelu lekarskiego;
  • Rozmawiamy z ekspertem o tym, jak powinna zmienić się opieka położnicza.

 

Ministerstwo Zdrowia chce ograniczenia liczby oddziałów położniczych. Początkowo zakładano, że placówki przyjmujące mniej niż 400 porodów rocznie nie będą finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ), co w praktyce oznaczałoby ich likwidację. Decyzja ta spotkała się jednak z szeroką krytyką społeczną i obawami o dostępność opieki okołoporodowej w mniejszych miejscowościach.

"Prace są na bardzo wstępnym etapie"

Minister zdrowia Izabela Leszczyna zrezygnowała więc z centralnego narzucania kryterium liczby porodów. Zamiast tego, powołane zostaną regionalne zespoły przy wojewodach, w skład których wejdą między innymi przedstawiciele lokalnych władz, szpitali oraz konsultanci wojewódzcy ds. położnictwa i ginekologii. Zespoły będą analizować lokalne potrzeby i warunki, aby określić optymalną sieć oddziałów położniczych w danym regionie.

- W województwie kujawsko-pomorskim prace te są na bardzo wstępnym etapie - informuje Konsultant wojewódzki w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz w dziedzinie perinatologii dr hab. Maciej W. Socha, prof. UMK. - Chciałbym, aby było kilka prężnych ośrodków w naszym regionie, które zapewnią odpowiednią opiekę z zakresu perinatologii, czyli medycyny matczyno-płodowej. Oprócz tego bezwzględnie konieczne są oddziały, na których pacjentki w ciążach fizjologicznych będą mogły swobodnie rodzić w godnych warunkach i dalej - z opieką położniczą zapewniającą pełne bezpieczeństwo w przypadku ewentualnych powikłań. Ważniejsze niż sama liczba porodów na oddziałach i ich rentowność, jest jakość opieki oraz to, czy pacjentka może dostać się do dobrego ośrodka położniczego w ciągu 20-30 minut - podkreśla.

Pół tysiąca porodów rocznie

Graniczną liczbą dla większości ekspertów oraz dla prof. Sochy jest 400-500 porodów rocznie, ale bardzo ważne jest też to, by placówka działała prężnie i zatrudniała dobrych specjalistów. - Były takie oddziały, gdzie odbywało się zaledwie 150 porodów rocznie i tam oczywiście dyżurował jeden lekarz ginekolog, a dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego był niemożliwy. Jeśli trafiłaby tam rodząca i cokolwiek by się powikłało, to trudno jest mi sobie wyobrazić - jako specjaliście - że jeden lekarz dyżurny mógłby poradzić sobie np. z krwotokiem okołoporodowym lub uzyskać wsparcie chirurga naczyniowego czy urologa - podaje przykład nasz rozmówca.

Pomyłka za pomyłką w ważnym szpitalu w Lublinie? 'To nie jest tak, jak pani myśli'

Prof. Socha podkreśla też konieczność stworzenia w szpitalach bez oddziału położniczego specjalistycznego punktu konsultacyjnego, w którym będzie dostępna fachowa pomoc położnicza. - Miejsce, gdzie ciężarna uzyska poradę fachową i będzie można ją zbadać, wykonać badanie kardiotokograficzne (KTG), ale jednocześnie ta jednostka będzie miała możliwość bezpiecznego przetransportowania pacjentki w ciągu kilkunastu minut do odpowiedniego dla niej szpitala. Chcemy by ciężarne pary czuły się bezpieczne i były fachowo zaopiekowane - podkreśla nasz rozmówca.

Zgodnie z zapowiedzią Ministerstwa Zdrowia, miejscowości, gdzie oddziały położnicze będą likwidowane, mają być zabezpieczane dodatkowymi zespołami ratownictwa medycznego.

Porodówki już znikają - w Radziejowie i Golubiu-Dobrzyniu

To, co zapowiada ministerstwo, dzieje się niejako naturalnie. Oddziały położniczo-ginekologiczne już znikają z mapy województwa kujawsko-pomorskiego, głównie z powodu małej liczby porodów oraz braku personelu lekarskiego. W lipcu ubiegłego roku zamknięty został oddział w Szpitalu Powiatowym w Radziejowie, w którym w 2023 roku urodziło się 398 dzieci. Kobiety z tych okolic rodzą teraz w szpitalach w Inowrocławiu, Włocławku i Koninie.

Podobny los spotkał oddział w Szpitalu Powiatowym w Golubiu-Dobrzyniu, gdzie w 2023 roku na świat przyszło 219 noworodków. Początkowo oddział był jedynie zawieszony na trzy miesiące, ale z końcem września 2024 roku został ostatecznie skreślony z rejestru podmiotów leczniczych.

Z zera do ponad setki. Skąd taki wzrost liczby aborcji? 'Korki od szampana nie strzelają'

Oddziały w Więcborku jeszcze walczą o przetrwanie

O przetrwanie walczy też cały czas oddział ginekologiczno-położniczy oraz noworodkowy Szpitala NOVUM-MED w Więcborku, gdzie w 2023 roku odnotowano 273 porody. Pisaliśmy o tym tutaj.

1 listopada 2024 roku szpital zawiesił na trzy miesiące działalność oddziałów. Jak mówiła wówczas tokfm.pl dyrektorka lecznicy, nie chodziło o pieniądze. - Proszę mi wierzyć, to nie jest kwestia finansowa - zapewniała Bożena Pieczka. - Bardziej chodzi o specyfikę udzielania świadczeń. My jesteśmy małym szpitalem powiatowym. Nie szukamy lekarzy na dyżury, tylko na pełne trzy etaty, a to oznacza, że trzeba się przenieść z innego szpitala do nas, do Więcborka - tłumaczyła.

Lekarze specjaliści nie chcą pracować w małym, powiatowym szpitalu, w mieście, które liczy około 6 tysięcy mieszkańców, a cała gmina (Więcbork) około 14 tysięcy. Dyrektorce do dziś nie udało się obsadzić wymaganej liczby etatów, dlatego szpital otrzymał zgodę wojewody kujawsko-pomorskiego na przedłużenie czasowego zaprzestania działalności do 30 kwietnia 2025 roku.

Domy narodzin w Polsce?

W innych powiatach problemy mogą być podobne. - Mamy od czterech do sześciu oddziałów, na których liczba porodów waha się między 150 a 250, tym samym nie jest to nawet jeden poród dziennie - wylicza prof. Socha. - Utrzymanie całej fachowej obsady jest w takich warunkach bardzo, bardzo trudne - dodaje.

Dlatego nasz rozmówca chciałby, by Polska poszła śladem europejskich krajów. - Marzy mi się, by powstawały u nas domy narodzin, które zapewniałyby bezpieczeństwo porodów szpitalnych w domowych warunkach, coś w rodzaju dawnych izb porodowych, tylko w jakości odpowiadającej rokowi 2025 - wyjaśnia. - W niektórych krajach oddział położniczo-ginekologiczny jest podzielony na dwie części. Jedna z części to dom narodzin dla pacjentek z niezmedykalizowanymi porodami fizjologicznymi, prowadzona przez położne, a druga - ze spodziewanymi skomplikowanymi porodami w ciążach powikłanych - prowadzona przez dedykowane zespoły specjalistyczne złożone z położnych, ginekologów i innych fachowców medycznych. Na przykład w Holandii opieka domowa jest na tak wysokim poziomie, że duży odsetek społeczeństwa w ogóle rodzi w domach - opowiada prof. Socha.

Na razie nie wiadomo, kiedy rekomendacje ze wszystkich województw będą gotowe oraz kiedy pierwsze oddziały będą likwidowane. - Wiem, że obawy są duże, ale mogę zapewnić, że chcemy zadbać o bezpieczeństwo wszystkich ciężarnych pacjentek i zapewnić bezpieczeństwo porodów w czasach, kiedy brakuje specjalistów, a liczba porodów spada. Na pewno rodzące z kujawsko-pomorskiego nie będą miały problemu, żeby dostać się do szpitala i nie będą miały do niego bardzo daleko - zapewnia Konsultant wojewódzki.