Fundacja Gajusz bije na alarm. Lekarze pozbawieni uprawnień. "To błąd w ustawie"
Problem dotyczy nie tylko podopiecznych Fundacji Gajusz, ale wszystkich pacjentów będących pod opieką hospicjów domowych w całej Polsce. Łącznie to około 2,5 tys. dzieci. Fundacja Gajusz ma 40 takich podopiecznych.
- Chodzi o to, że w ustawie o dostępie do bezpłatnych leków nie ujęto lekarzy, którzy pracują w hospicjach. Nie uprawniono ich do wypisywania darmowych recept. W praktyce wygląda to tak, że gdy lekarz przyjeżdża do pacjenta i chce mu wypisać lek, który jest na liście leków bezpłatnych, to musi podać numer jednostki hospicjum. I w momencie, kiedy wpisuje ten numer, system nie przyznaje lekarzowi uprawnienia do wystawienia tej "zerowej recepty" - wyjaśnia rzeczniczka Fundacji Gajusz w Łodzi Aleksandra Marciniak.
Oznacza to, jak precyzuje nasza rozmówczyni, że lekarz może wypisać receptę, ale za leki i tak trzeba będzie zapłacić.
"Przeoczenie w ustawie"
W tej sytuacji - chcąc otrzymać medykamenty za darmo - rodzice dzieci hospicyjnych muszą pójść do lekarza pierwszego kontaktu lub do lekarza specjalisty. - Uważamy, że to błąd. Przeoczenie w ustawie. To jest zaprzeczenie całej idei hospicjów domowych - twierdzi Marciniak. - Po to je powołano, żeby ci pacjenci nie musieli chodzić do przychodni. Przecież to są często osoby, które się w ogóle nie ruszają z łóżka - dodaje.
Zwraca też uwagę, że podopieczni fundacji, którzy mają swojego domowego lekarza, często nawet nie znają lekarza pierwszego kontaktu w przychodni. Co oznacza, że taki lekarz nie zna również tych pacjentów. - Po to nasz doktor przyjeżdża do nich dwa razy w miesiącu, żeby dziecko i rodzic mieli komfort życia i wypisane recepty od ręki - podkreśla Marciniak.
Inną opcją jest umówienie teleporady. Okazuje się jednak, że to nie jest takie proste. - Nasze dzieci nie są pod opieką POZ, więc nieprofesjonalne byłoby, żeby lekarz, który w ogóle nie zajmuje się danym pacjentem, nagle wypisywał mu jakiś specjalistyczny lek. Musiałby zapoznać się z historią choroby. Podopieczni hospicjum dziecięcego niekiedy są leczeni po kilka lat, więc to naprawdę grube teczki. Trzeba czasem przepisywać dzieciom leki neurologiczne, leki przeciwbólowe czy opioidy, czyli takie rzeczy, których żaden lekarz bez kontaktu i konsultacji z pacjentem ot tak nie przepisze - twierdzi rzeczniczka fundacji.
Fundacja Gajusz apeluje, aby zmiany w ustawie przeprowadzić jak najszybciej. Jej przedstawiciele obawiają się jednak, że nie będzie to proste - zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów. Na zmiany w prawie potrzebny jest przecież czas. - Nasi rodzice na pewno będą rozgoryczeni i nie ma się co dziwić ich reakcji - podsumowuje Marciniak.