Bagaże bez opieki i hasło "bomba". "Niedopuszczalne" zachowania na łódzkim lotnisku
Rzeczniczka lotniska nie pozostawia wątpliwości: pozostawienie bagażu bez opieki jest niedopuszczalne. - Uczulam, żeby tego nie robić. Bagaż, plecak, walizka czy torba zawsze muszą być w takiej odległości od pasażera, żeby nie było wątpliwości, co do kogo należy - podkreśla Wioletta Gnacikowska.
Druga czynność, której pasażerowi robić nie wolno, to okrzyk albo nawet samo wypowiedzenie słowa 'bomba', zwłaszcza podczas kontroli bezpieczeństwa. - Takie żarty są niedopuszczalne. Osoba, która się ich dopuści, najprawdopodobniej nie odleci wykupionym lotem - przestrzega rzeczniczka.
Jest jeszcze trzecia ważna rzecz - alkohol. Nie można wejść do samolotu, będąc pod wpływem.
Tyle teorii. A co z praktyką?
Gnacikowska podkreśla, że ewakuacja łódzkiego lotniska z powodu pozostawionego bagażu zdarza się niezwykle rzadko. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w lipcu i była dość nietypowa.
Kobieta, która miała lecieć do Londynu, chciała załatwić jeszcze wcześniej na mieście swoje sprawy. Wpadła na pomysł, aby ciężką walizkę ukryć w toalecie. Sądziła, że nikt jej tam nie znajdzie. Plan się jednak nie powiódł. - Walizkę znalazła pani sprzątająca, która od razu zawiadomiła służby - wspomina rzeczniczka lotniska.
Rozpoczęła się procedura ewakuacji wszystkich osób przebywających na terenie zagrożonym. Byli to pasażerowie, obsługa i pracownicy lotniska. - Wszyscy musieliśmy wyjść w oznaczone miejsce. Tam oczekiwaliśmy na zakończenie działań służb - opowiada Anna Midera, prezeska Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta w Łodzi.
Istniało zagrożenie, że pozostawioną walizkę będzie trzeba wysadzić w powietrze. Jednak w czasie akcji ewakuacyjnej pasażerka, która pozostawiła bagaż, wróciła. - Była przerażona tym, jakie wywołała zamieszanie. Zrobiła to prawdopodobnie nieświadomie - opowiadają nasze rozmówczynie. Kobieta zapłaciła mandat w wysokości 500 złotych.
Ćwiczenia raz w roku
Pracownicy i obsługa lotniska raz w roku mają ćwiczenia z próbnej ewakuacji. Angażuje ona wszystkie służby, w tym Straż Graniczną. Cała akcja, jak słyszymy, przygotowywana jest w tajemnicy - tylko prezeska lotniska i szefowa BHP wiedzą, że będzie miała miejsce.
- Najlepszy test jest wtedy, kiedy nikt nie wie. (...) Później wyciągamy wnioski i jeśli były jakieś błędy, to je poprawiamy. Takie treningi są potrzebne, aby nie być później zaskoczonym - podsumowuje Midera.
W plecaku ucznia zapalił się telefon. Trzeba było ewakuować szkołę