,
Obserwuj
Łódzkie

Jak zapisać się do lekarza i dlaczego nie brać "chwilówek"? Uczą życia po wyjściu z domu dziecka

Katarzyna Giedrojć
4 min. czytania
14.10.2023 09:00
- Młodym ludziom, którzy wychodzą z pieczy zastępczej czy domu dziecka, trudniej jest rozpocząć życie niż dzieciom wychowywanym w rodzinach - mówią terapeuci z Fundacji Szczęśliwej Drogi. Tutaj realizowany jest program "Dobry początek", który pozwala im odnaleźć się w otaczającym ich świecie.
|
|
fot. Tymon Markowski / Agencja Wyborcza.pl

Fundacja Szczęśliwej Drogi powstała siedem lat temu. Jej misją jest wsparcie młodzieży będącej w domach dziecka i rodzinach zastępczych w procesie usamodzielniania się. Przygotowują nastolatków do wejścia w dorosłe życie. Podejmują działania w dwóch grupach. W młodszej - od 14 do 17 lat, ale też wśród młodzieży, która już wyszła z domu dziecka po skończeniu 18 lat.

- Ta młodzież jest wspaniała i zasługuje na dobre życie. To nasze przekonanie i tu zachwycamy się każdym dzieckiem, bo w nich wierzymy. To, co ich wyróżnia, to wręcz gigantyczny bagaż doświadczeń. Często trudno jest przekopać się przez ten pancerz, ale jeśli się uda, to w środku jest szczęśliwe dziecko wierzące w dobry świat - mówi prezeska Fundacji Szczęśliwej Drogi Kamilla Gibas.

W obu grupach towarzyszą dzieciom tzw. aniołowie stróżowie i całe grono specjalistów: terapeutów psychologów i korepetytorów. Anioł stróż jest ich koordynatorem.

Anioł Michał Buchowicz 

Taki anioł to inaczej asystent usamodzielnienia się. Jest nim m.in. Michał Buchowicz, który wcześniej - przez wiele lat - pracował z dziećmi w jednym z domów dziecka. Teraz pomaga młodzieży wejść w dorosłość. - Staram się mieć z nimi przyjacielskie relacje. Być tym dorosłym, który ich zrozumie, wysłucha, wytłumaczy. Jest cierpliwy, do którego mogą przyjść ze sprawą błahą i z poważnym problemem. Chodzi o to, żeby czuli, że jest ktoś, kto będzie w stanie im pomóc lub chociaż wysłuchać, pokierować ich - mówi Buchowicz. - Zdarza się, że mówią do mnie "aniele" - dodaje.

Najmłodsze dzieci mają po 13-14 lat. Już od tego momentu są przygotowywane do tego, że już niedługo wyjdą z domu dziecka. - W tym czasie młodzież postrzega siebie przez pryzmat grupy, dlatego u nas jest dużo zajęć grupowych. Prowadzimy taką akademię umiejętności - mówi prezeska fundacji.

Dominik Buchowicz 'Anioł Stróż' z Fundacji Szczęśliwej Drogi i jego podopieczni
Dominik Buchowicz 'Anioł Stróż' z Fundacji Szczęśliwej Drogi i jego podopieczni
Fundacja Szczęśliwej Drogi

Młodzi ludzie spotykają się w soboty. Mają różne zajęcia. - Uczą się na przykład edukacji ekonomicznej, czyli tego, jak będzie wyglądało zarządzanie ich budżetem domowym. Standardem jest to, że dziecko, które wychodzi z domu dziecka, bierze kredyt "chwilówkę". Chodzi o to, żeby ten młody człowiek tego nie zrobił. Trzeba mu pokazać, wytłumaczyć, że trzeba pracować i trzeba być niezależnym - wyjaśnia Kamila Gibas.

Są też zajęcia z savoir vivre i dress code. Jak potwierdzają opiekunowie, dzieci przebywające w placówkach nie mają pewnych nawyków, których uczy dom rodzinny. Nie zawsze potrafią się ubrać adekwatnie do sytuacji czy zachować w towarzystwie.

Poza tym odbywają się warsztaty z tego, jak szukać pracy, jak napisać CV i jak wygląda rozmowa rekrutacyjna. Jest również blok tematyczny o zdrowiu. - Uczymy ich, jak zapisać się do lekarza, skąd się bierze ubezpieczenie zdrowotne - wymienia prezeska.

- W końcu uczymy ich gotować i przygotowywać posiłki. Jest to fajna forma wspólnego spędzania czasu wolnego - dodaje Buchowicz.

Młode matki

Wielu młodych ludzi wychodzących z pieczy zastępczej nie może sobie poradzić z samotnością. Fundacja Szczęśliwej Drogi ma kilka próbnych mieszkań, do których wprowadzają się na chwilę, aby zobaczyć i spróbować samodzielnego życia. W tych tzw. mieszkaniach treningowych mieszkają sami. Nagle okazuje się, że zaczyna doskwierać im samotność, bo wcześniej zawsze byli z kimś w pokoju. - To, że jest nasza fundacja, czyli miejsce, gdzie można przyjść, wypić herbatę, posiedzieć, jest dla nich bardzo ważne - mówi prezeska.

W obu grupach - młodszej i starszej - jest kilka dziewcząt, które są już mamami. - Nie przewidzieliśmy tego, jak ruszała fundacja. W Domu Dziecka dziewczyny zachodzą w ciążę. Często, mając 18 lat, mają już 2-letnie, czy 3-letnie dziecko. Te matki - doświadczając olbrzymich traum wcześniej - mówią: "ja nie chcę być jak moi rodzice" - opowiada Kamilla Gibas.

Dla takich młodych mam jest w fundacji grupa wsparcia. Opieka zaczyna się już w momencie, gdy okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Przygotowują ją do porodu, a potem pomagają w wychowaniu dziecka. - Udało nam się zdobyć grant na to, żeby młodym mamom pomagała opiekunka. Będzie przychodziła do nich na kilka godzin w tygodniu. Jeśli się nie ma żadnej pomocy, wychować dziecko jest naprawdę ciężko. Te młode kobiety nie mają ani matki, ani babci, ani cioci, które mogłyby wesprzeć, zostać z dzieckiem, kiedy mamy do załatwienia sprawy, nie mówiąc już o wejściu na rynek pracy. Teraz mamy trzy młode matki - dodaje prezeska fundacji.

Michał Buchowicz 'Anioł Stróż' z Fundacji Szczęśliwej Drogi i jego podopieczni na spływie kajakowym
Michał Buchowicz 'Anioł Stróż' z Fundacji Szczęśliwej Drogi i jego podopieczni na spływie kajakowym
zbiory własne Fundacji Szczęśliwej Drogi

Małe i duże sukcesy

W Łodzi - pod opieką Fundacji Szczęśliwej Drogi - jest 150 dzieci z domów dziecka, rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych. Są wśród nich też osoby, które już wyszły z pieczy zastępczej i stawiają pierwsze kroki poza instytucją. Najstarsi mają 26 lat.

Każda osoba, której uda się rozpocząć normalne życie po 'bidulu', to dla nich duma. - Gdy byłem opiekunem, w jednym z domów dziecka niejednokrotnie okazywało się, że pobyt tutaj jest dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Czyli była babcia, potem matka, teraz jest ich dziecko. Szukałem mechanizmów, żeby pomóc im zatrzymać to koło - opowiada Michał Buchowicz. 

Michał - czyli wspomniany wcześniej anioł stróż - opowiada kilka sytuacji, które potwierdzają, że pomoc fundacji działa. To na przykład historia Kasi pochodzącej z wielopokoleniowej rodziny, w której było mnóstwo problemów z używkami. Również u niej - już w wieku 15-16 lat - zaczęły się pierwsze imprezy z alkoholem. - Wiele rozmów odbyliśmy na ten temat, żeby nie zmierzała w kierunku rodziców. Ostatecznie zrozumiała, że można inaczej. Teraz kończy 18 lat, stara się, ma plany, została wyróżniona przez fundację. Zapłaciliśmy jej za szkolenia z robienia paznokci, znalazła partnera. Rozwija się i to w tym dobrym kierunku - opowiada Michał Buchowicz.

Anioł stróż pomaga też gdy młody człowiek nie daje rady i próbuje się targnąć na swoje życie. Michał wielokrotnie pędził do podopiecznego w bardzo krytycznej sytuacji. Na szczęście, za każdym razem udało się zapobiec najgorszemu.