Milena w ultrabieganiu nie ma sobie równych. "Są momenty, że nawet włosy bolą"
Wszystko zaczęło się od marzeń. W 2008 roku Milena Grabska-Grzegorczyk z mężem Bartoszem pojechała na wycieczkę do Kenii. Tam zobaczyła Kilimandżaro i nie mogła oprzeć się urokowi wielkiej góry. - Stwierdziłam, że kiedyś ją zdobędę. Zastanawiałam się tylko, jak to zrobić, skoro w ogóle nie mam kondycji. Wtedy zdecydowałam, że zacznę biegać. Właśnie po to, aby zrealizować swoje marzenie - wspomina w rozmowie z nami Milena.
Cel osiągnęła 10 lat później. W międzyczasie okazało się, że ma świetne predyspozycje do biegania. Zdobyła wiele medali i tytułów. - To było 10 lat pracy nad kondycją. Odkryłam przy okazji coś, co stało się pasją mojego życia - dodaje.
Pierwszych kilka kilometrów
Mąż Mileny - Bartosz Grzegorczyk - już wcześniej biegał. Kobieta jednak nie dołączyła do niego od razu, bo bała się, że nie podoła. Zaczęła biegać po osiedlu. Najpierw były to małe pętle, na przykład jedno okrążenie wynoszące zaledwie kilka kilometrów. - Pamiętam, jak pierwszy raz dobiegłam do napisu "Pabianice", czyli miasta w którym mieszkam. Wtedy uznałam to za mój ogromny sukces i bardzo się cieszyłam. Na początku biegałam bardzo wolno. Zresztą do tej pory lubię biegać spokojnie, w swoim tempie i cały czas robię to dla przyjemności - opowiada.
Z czasem Milena odkryła w sobie potencjał do biegania na długie dystanse. - Pozwalają mi odkrywać siebie, swoje możliwości i swoją moc. Zawsze celuję w życiówkę. Każdy bieg chciałabym pobiec lepiej - mówi.
Treningowo biega najczęściej w tzw. tempie konwersacyjnym (czyli takim, który pozwala na spokojną konwersację). - Zawsze szukam okna pogodowego. Niby mówią, że nie ma złej pogody na bieganie i wystarczy się odpowiednio przygotować. Jednak kiedy pada, nie wychodzę - dodaje nasza rozmówczyni. Choć przyznaje: "Zawsze mam trochę pecha i nigdy nie miałam startu, gdzie pogoda współgrałaby z dyspozycją dnia".
Liczba biegów, w których brała udział, jest nie do policzenia. Milenia wymienia tylko te najbardziej dla niej znaczące. To m.in. życiówka na 24 godziny, którą zrobiła na Stundenlauf Brugg w Szwajcarii w 2020 r. Wynosi ona 229,897 km. Wśród kobiet była wtedy najlepsza.
Pierwszym biegiem w tym roku były Mistrzostwa Polski - w ramach UltraPark Weekend w Pabianicach. Zdobyła srebro. Miesiąc później biegła w Comrades Marathon w RPA (ok. 90 km). Ostatnio wzięła udział w pierwszej edycji biegu ze Sparty do Olimpii "Hayday Road" w Grecji na 100 mil (160,9344 km). Wygrała go. - To był niesamowicie trudny bieg. Szybko go przechrzciliśmy na "Hardday Road". Bardzo wymagająca i trudna trasa. Pierwszą część pokonywałam w nocy, bo start był o 19. Później biegłam w upale, gdzie w ogóle nie było cienia - opowiada.
Ostatecznie Milena była druga na mecie, zaraz po Łukaszu Saganie. Była jednak najlepsza wśród kobiet. Co ciekawe - obaj mistrzowie na kolejnego zawodnika czekali 6 godzin.
Koronny dystans zawodniczki to bieg na 24 godziny. Jest w kadrze Polski. Biega też na 48 godzin, Mistrzostwa Polski na 50 km i 100 km. Wygrała m.in. 48-godzinny bieg w ramach pierwszej edycji UltraPark Weekend w Pabianicach, mimo że tego nie planowała.
Być trenerem swojej żony
Wspomniany już Bartosz Grzegorczyk jest nie tylko mężem, ale i trenerem Mileny. Twierdzi, że taki układ ma plusy i minusy, ale jednak więcej przemawia "za". Znajomość zawodnika to bowiem podstawa dla trenera. - A kto zna lepiej zawodniczkę niż mąż. Wiem, jaki jest jej nastrój danego dnia, a to też jest ważne w realizacji poszczególnych celów treningowych. Na pewno trudniej taką osobę zmusić do ciężkiej pracy i egzekwować wszystko. Widzę czasami, że cierpi na treningu, a przecież nikt nie chce, żeby bliscy płakali z bólu. To jednak jest ciężka praca i dużo rzeczy trzeba poświęcić. Robiąc to razem, jest nam łatwiej - mówi Grzegorczyk.
Mąż jest też supportem Mileny, czyli osobą wspomagającą na zawodach. Podaje jej jedzenie, picie, rzeczy do przebrania. - Technicznie bieg 24-godzinny to jest bieganie non stop, jeśli chcemy myśleć o wynikach na poziomie krajowym czy światowym. Nie można się zatrzymywać, więc biorąc udział w takich zawodach, musisz mieć bardzo ogarniętą osobę, która będzie ci pomagać i temu sprosta - mówi Bartosz.
Lata pracy z zawodnikiem, poznawanie jego możliwości, znajomość treningów i świadomość, do czego jest przygotowany, pomaga w realizacji celów. - Bartek jest w stanie przewidzieć mój czas. Na przykład gdy byłam na zawodach w Krynicy, stanęłam na starcie i zapytałam go, jakim tempem mam biec. Powiedział mi z jakim czasem wbiegnę na metę i dokładnie tyle było. To był maraton ze specyficzną górką po drodze, więc nie taki łatwy. Dokładnie już nie pamiętam, ale to było na poziomie trzech godzin 26 minut - wspomina Milena.
- Nie powiem, że bieganie tych długich dystansów to sama przyjemność, bo tam też jest mnóstwo bólu i cierpienia. Są momenty niesamowitej euforii, ale są też doły, gdzie człowiekowi się już nic nie chce i gdzie go nawet włosy bolą. To jest straszne. Z drugiej strony te wszystkie dystanse krótsze, które się biega na maksymalnym poziomie wytrenowania, też są bardzo ciężkie. Im krótszy bieg, tym więcej cierpienia, bo jednak sięga się tych głęboko ukrytych pokładów i zbliża się do granic swoich możliwości. Nie zawsze jest przyjemne, ale później daje to niesamowitą satysfakcję - dodaje Bartosz.
Jak zacząć biegać?
Na początku warto sprawdzić, jakie się ma do tego sportu predyspozycje. Jeśli ktoś za mocno wystartuje, można się do biegania szybko zrazić. Nie należy od razu bić rekordów. - Organizm potrzebuje trochę czasu na adaptację. Dobrze na początku nie używać żadnych zegarków, stoperów, ale bawić się tym. Czerpać z tego przyjemność. Warto pamiętać, że żadne tempo nie jest za wolne. Najlepiej biegać w tempie konwersacyjnym, czyli takim, który w czasie biegu pozwala na swobodną konwersację. Jeśli się biegnie i rozmawia, bez przerywania na gwałtowne zaczerpnięcie powietrza, to znaczy, że to nasze tempo podstawowe - wyjaśnia Bartosz Grzegorczyk. - Trzeba patrzeć na samopoczucie i na radość, jaką nam daje ta aktywność - dodaje Milena.
Kolejne wyzwanie
Przed Mileną Mistrzostwa Świata w Biegu 24-godzinnym w Tajpej w Tajwanie. Pojedzie na nie w grudniu. Tu wyzwanie stanowi zmiana klimatu. W grudniu na Tajwanie będzie upalne lato, do tego dochodzi duża wilgotność powietrza. - Będziemy powoli wprowadzać zmiany w treningach, czyli bieganie w cieplejszym miejscu czy na bieżni mechanicznej i korzystanie z sauny parowej. To jest to, co możemy w naszych realiach zrobić - mówi trener Mileny.
Jak słyszymy, biegacze ultra z naszego kraju - choć są jednymi z najlepszych na świecie - nie mają wsparcia z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (PZLA). Aby się dobrze do grudniowego biegu w Tajpej przygotować, należałoby pojechać tam wcześniej i tam już trenować. Ze względów finansowych jest to jednak nierealne. Polskę będzie reprezentować 6-osobowa drużyna kobiet, w której - oprócz Mileny Grabskiej-Grzegorczyk - znajdą się: Patrycja Bereznowska, Aleksandra Niwińska, Monika Biegasiewicz, Aneta Rajda i Monika Kapica. W drużynie męskiej będą: Andrzej Piotrowski, Mariusz Napiórkowski, Andrzej Mazur i Tomasz Pawłowski. Drużynę można wesprzeć - utworzono specjalną zrzutkę.