Powiedziała "tak", gdy tylko usłyszała, kto dzwoni. Teraz zachęca do tego innych
Piotr Pawlak zarejestrował się w bazie dawców DKMS w 2016 roku, podczas akcji szkolnej w Zespole Szkół nr 3 w Pabianicach. Jak mówi, był wtedy bardzo młody i nie sądził, że w przyszłości będzie miał możliwość pomocy. Od innych słyszał, że zdarza się to bardzo rzadko. Tymczasem po trzech latach dostał telefon z DKMS, że jest biorca. - Byłem zaskoczony, ale od razu się zdecydowałem. W końcu po to się rejestrowałem - mówi.
Procedura ruszyła. - Najpierw miałem przeprowadzone mnóstwo badań potwierdzających, czy jestem na pewno zdrowy. W tym przypadku zdrowie dawcy jest tak samo ważne jak biorcy. Potwierdzono, że nie mam przeciwwskazań do oddania szpiku. Wszystkie wyniki miałem dobre - opowiada Piotr Pawlak. - Przebiegło to bardzo sprawnie, bo już po około dwóch tygodniach znalazłem się w szpitalu - dodaje.
Spędził w nim trzy dni. Pierwszego dnia był przygotowywany do zabiegu. Wypełniał formalności i podpisywał wszystkie niezbędne zgody. Następnego dnia pobrano szpik. Pawlak miał wykonany zabieg mniej popularną metodą, czyli z talerza kości miednicy. Na tym jednak nie był koniec. - Po około trzech tygodniach miałem kolejny telefon z DKMS. Poinformowano mnie, że tamtą metodą szpik się nie przyjął i poproszono mnie, abym podjął się jeszcze jednej próby pobrania krwiotwórczych komórek macierzystych z krwi obwodowej. Zgodziłem się - opowiada nasz rozmówca.
Pobieranie komórek macierzystych z krwi obwodowej odbywa się przy wykorzystaniu separatora komórkowego. Trwa to około pięciu godzin. Proces przygotowawczy trwa cztery dni. - Przez ten czas, przed pobraniem, miałem wstrzykiwany czynnik krwiotwórczy namnażający komórki macierzyste - wspomina nasz rozmówca. - Samo pobranie przebiega bezboleśnie. Leżymy sobie na fotelu, a krew jest transferowana przez maszynę. Zaraz po tym oddaniu możemy wstać i jesteśmy w pełni sił - dopowiada.
Fundacja zapewnia całkowitą anonimowość dla obu stron, a zatem Piotr Pawlak nie wie dokładnie, komu pomógł. Jedyne o czym go poinformowano, to fakt, że biorcą był chłopak z Litwy pomiędzy 13. a 19. rokiem życia. - Około pół roku po oddaniu dowiedziałem się również, że wszystko się przyjęło i że chłopak żyje, i jest zdrowy. To było najpiękniejsze, co w życiu mogłem zrobić dla drugiego człowieka - podsumowuje.
Piotr Pawlak od 18. roku życia oddaje również krew.
Powiedziała 'tak', gdy tylko usłyszała, kto dzwoni
Julia Jurek zarejestrowała się w bazie DKMS w 2017 roku. Telefon zadzwonił trzy lata później. - Od razu jak tylko usłyszałam, kto jest po drugiej stronie słuchawki, wiedziałam, co odpowiem. Powiedziałam panu, że nie musi mi przedstawiać tych wszystkich procedur, bo je znam. Niech tylko powie, gdzie i kiedy mam przyjechać - opowiada.
Był rok 2020, środek pandemii koronawirusa. To znacznie komplikowało procedurę i wydłużyło ją do dwóch miesięcy. Bliscy Julii nie do końca popierali to, co robiła. Babcia nie chciała, aby młoda kobieta tak bardzo się narażała. Julia musiała kilkakrotnie podróżować w tym czasie pociągiem na badania do Warszawy. Spędzała czas w klinikach i szpitalach, gdzie zagrożenie zakażeniem COVID-19 było większe. Mimo to postawiła na swoim. - Procedury były bardziej skomplikowane i dłuższe, ale mnie to nie przerażało - mówi. - Zostałam kompleksowo przebadana i dowiedziałam się różnych rzeczy o swoim organizmie, o których nie wiedziałam. Normalnie człowiek nie ma przeprowadzanych takich badań, więc to był taki dodatkowy plus - dodaje.
Wolontariat na zakręcie. Fundacja ma problem, a dzieci czekają
Julia Jurek oddawała szpik z krwi obwodowej. Nie miała skutków ubocznych ani żadnych obaw, że coś jej się stanie. Jedyne, czego się bała, to fakt, czy na pewno się zakwalifikuje i czy rzeczywiście będzie mogła komuś pomóc. Później martwiła się już tylko o to, żeby wszystko z biorcą było w porządku. - Po paru godzinach dostałam telefon, że udało się pobrać odpowiednią liczbę komórek. Dowiedziałam się, że biorca to dorosły mężczyzna, który pochodzi z Belgii. Jestem zadowolona, że mogłam oddać ten szpik i komuś pomóc. Cieszę się, że zdążyłam się zarejestrować w odpowiednim czasie - podsumowuje Julia Jurek.
Kolejna akcja w tej szkole
Katarzyna Kozłowska-Marks i Joanna Księżyk to dwie nauczycielki z Zespołu Szkół nr 3 w Pabianicach, które organizują akcję rejestracji do bazy DKMS od kilku lat. W tym roku będzie przeprowadzona po raz ósmy. Odbędzie się we wtorek (14 listopada) w godz. 8-19 w ZS3 (Pabianice, ul. Gdańska 5). Rejestrować się mogą osoby pełnoletnie.
- Zachęcamy wszystkich - nie tylko z miasta Pabianic, ale także z okolic i Łodzi, aby zarejestrować się do bazy potencjalnych dawców szpiku i komórek macierzystych - mówi Katarzyna Kozłowska-Marks. - Mówimy tutaj o bardzo ciężkiej chorobie, czyli o białaczce. W tym przypadku bez pomocy bliźniaka genetycznego, który się zarejestruje w bazie DKMS, taka osoba nie ma szans, by wyzdrowieć. Podkreślam, że każdy kolejny zarejestrowany człowiek w bazie to szansa na życie i zdrowie dla innego człowieka - dodaje.
Do tej pory podczas każdej akcji organizowanej w ZS3 rejestrowało się od 100 do 150 osób. - Sam proces rejestracji jest bezbolesny i krótki. Trwa zaledwie kilka minut. Pobieramy własnoręcznie niewielką ilość śliny z policzka - dodaje Joanna Księżyk. Wolontariuszami, którzy biorą udział w akcji, są uczniowie Zespołu Szkół nr 3 w Pabianicach.