,
Obserwuj
Łódzkie

Młodym ludziom pomagali wyjść na prostą, ale sami też znaleźli się pod ścianą. "Nie mamy jak działać"

Katarzyna Giedrojć
3 min. czytania
10.12.2023 09:00
Pomagają wyjść na prostą młodym ludziom, którzy nie mieli łatwego życia. Teraz ich dalsze działanie stoi pod znakiem zapytania. - Nie możemy zostawić tych młodych ludzi samych sobie - mówią działacze Fundacji Szczęśliwej Drogi.
|
|
fot. Katarzyna Giedrojć

"Dobry początek" to projekt realizowany od trzech lat przez Fundację Szczęśliwej Drogi. Ma na celu wspomaganie młodzieży z pieczy zastępczej w procesie usamodzielniania się. Jest kierowany do osób w wieku od 14. do 26. roku życia.

Fundacja wspiera podopiecznych na różne sposoby - w zależności od problemów oraz grupy wiekowej. - Młodszym staramy się pokazywać, jak wygląda dorosłość. Uczą się na przykład, jak planować budżet domowy. Dowiadują się, jak wygląda służba zdrowia w naszym kraju. Później uczymy ich, jak szukać pracy albo zachowywać się w różnych miejscach. Uczymy ich życia, ale nie tylko. Staramy się pokazywać naszym podopiecznym, jak wyjątkowymi są ludźmi, jaki mają potencjał i jak mogą go wykorzystywać - opowiada Michał Buchowicz, asystent usamodzielniania, pracownik Fundacji Szczęśliwej Drogi.

Organizacja realizuje projekt wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Łodzi. Jakiś czas temu dostała na niego grant, który trwa niestety tylko do końca roku. Kolejny, jak się okazuje, rozpocznie się dopiero we wrześniu 2024 roku. Co to oznacza? - Teoretycznie nie mamy finansowania, więc nie mamy jak działać. Nie możemy jednak zostawić tych młodych ludzi samych sobie. Dlatego chcielibyśmy zebrać pieniądze, aby móc pomagać bez przerwy - dodaje Buchowicz. Wylicza, że fundacja potrzebuje około 400 tysięcy złotych.

Łódzkie. Przybywa pacjentów z COVID-19. 'Szczyt zachorowań przed nami'

Żywe przykłady

Jednym z podopiecznych fundacji jest Krzysztof Sieczko. Trafił tutaj na początku 2022 roku. Wcześniej, jak sam przyznaje, był jednostką aspołeczną. Nie miał przyjaciół. Dwa ostatnie lata przewróciły jego życie do góry nogami. - Zacząłem odkrywać siebie, nawiązywać kontakty z ludźmi. Udało mi się zdać maturę, choć byłem kiepski z matmy, miałem ogromne zaległości. Brakowało mi człowieka, który pomógłby mi je nadrobić. Udało się to dzięki fundacji, która opłaciła korepetycje. Teraz studiuję na pierwszym roku ekonomii i równocześnie pracuję. Mam na siebie plan. Chcę skończyć studia i pracować w zawodzie - opowiada 19-latek.

Oskar Walas trafił do Fundacji Szczęśliwej Drogi we wrześniu 2020 roku dzięki asystentowi z MOPS-u. - Pierwsze spotkanie było specyficzne, bo przyszedłem bardzo nie w humorze. Zachowywałem się tak, jakbym nie chciał tam być. Ale szybko zmieniłem zdanie. Poczułem, że ci ludzie są całkiem w porządku. Chcą ze mną rozmawiać - mówi. - Zacząłem tam przychodzić chociażby po to, żeby po lekcjach mieć swój kąt, w którym będę mógł się pouczyć. Z czasem chciałem już sam poznawać nowe osoby. Mogę powiedzieć, że fundacja stała się dla mnie drugą rodziną. Czuję się tam swobodnie. Nie muszę ukrywać swoich problemów - dodaje.

Rzecznik, ale czy Praw Dziecka? O Mikołaju Pawlaku w radiowym serialu dokumentalnym ['Niedorzecznik']

Sam Buchowicz potwierdza, że Walas był początkowo nie do zniesienia. Fundacja skierowała go na korepetycje z języka angielskiego i z matematyki, dzięki czemu zdał maturę i poszedł na studia. Przydzielono mu też tutora, czyli osobę, z którą pracuje nad rozwijaniem dobrych stron. - Wiele się wypłakałem Michałowi w ramię. Ciężko przeżyłem odtrącenie przez osobę, którą kochałem. Z każdym z tych przeżyć stawałem się lepszym człowiekiem. Na roku zostałem starostą. Kto by pomyślał, że dziecko z pieczy zastępczej może być liderem w jakiejś grupie - mówi.

Są potrzebni

Niektórzy z podopiecznych mają problemy z używkami. Fundacja Szczęśliwej Drogi pomaga również w tym zakresie. Chodzi o różnego rodzaju uzależnienia - nie tylko od alkoholu czy narkotyków, ale też np. od sprzętów elektronicznych. - Każdy z naszych podopiecznych traktowany jest indywidualnie i każdy z nich jest dla nas ważny. Czasem brakuje nam czasu i to jest jedyne ograniczenie. Ale nie zdarza się, żebyśmy odtrącili kogoś - podsumowuje nasz rozmówca.

Przez trzy lata pod opieką fundacji było 350 osób. Michał Buchowicz - jako asystent usamodzielniania - ma pod sobą 25 podopiecznych. Ale zaznacza, że ci, którzy już wyszli spod jego skrzydeł, też często przychodzą, dzwonią, zwierzają się, proszą o pomoc. Jest w stałym kontakcie z około 40 młodymi ludźmi.

Fundacja potrzebuje środków m.in. na zapewnienie podopiecznym pomocy psychologicznej, korepetycji, wyjazdów na warsztaty, a także na asystentów usamodzielniania i utrzymanie siedziby. Aby zebrać niezbędne środki, organizacja zamierza zorganizować kampanię społeczną. Żeby wspomóc fundację wejdź TUTAJ.