Ile jest mięsa w kiełbasie, a chrzanu w chrzanie? Ruszają kontrole przed Wielkanocą
Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Lublinie rusza z kontrolami. Powód - święta, cel - sprawdzenie jakości najpopularniejszych wielkanocnych produktów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie produkty sprawdzają inspektorzy?
- Na co należy zwracać uwagę, czytając etykiety?
- Dlaczego święta będą droższe niż przed rokiem?
W Wielkanoc na stołach królują jajka, biała kiełbasa, majonez, chrzan czy ćwikła. M.in. jakość tych produktów kontroluje Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Lublinie.
Inspektorzy sprawdzają np. oznakowanie jaj. Chodzi m.in. o to, jaki mają termin ważności i z jakiego są chowu. Zero to jaja z chowu ekologicznego, jedynka - to jaja z wolnego wybiegu, dwójki - z chowu ściółkowego, a trójki - klatkowego.
Coraz więcej konsumentów zwraca też uwagę na to, czy jaja nie pochodzą od kur które były chowane w klatkach. - Na jedną kurę przypada powierzchnia niewiele większa od kartki A4. Jest bardzo mało miejsca, bardzo mała przestrzeń. Na szczęście wiele sklepów odchodzi od sprzedaży jaj z takiego chowu - mówiła w TOK FM Julia Pająk ze Stowarzyszenia "Otwarte klatki". - Więc nie znajdziemy ich po prostu na półkach. To jest super sukces, bardzo dużo się tutaj zmieniło. Wycofują się z tego nie tylko sieci sklepów, ale też producenci żywności, firmy z branży gastronomicznej. I coraz częściej na opakowaniach można zobaczyć dobrą informację: "Jaja z chowu bezklatkowego", bo firmy się tym chwalą - dodaje ekspertka.
Lubelska inspekcja kontroluje sprzedaż jaj w sklepach i na targowiskach. Do dziś nie było za to kar finansowych, ale jak mówi w TOK FM Karina Czyżewska, szefowa Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, wszystko się jeszcze może zmienić, bo przedświąteczne kontrole trwają. Inspektorzy mogą nakładać kary w różnej wysokości - 500 czy 1000 zł - przy mniejszych przewinieniach, do 10 procent przychodu za rok poprzedzający kontrolę przy tych największych nieprawidłowościach. W 2025 roku lubelska inspekcja przeprowadziła ok. 14 tysięcy kontroli. Kary nałożone na hurtowników i detalistów wyniosły w sumie prawie 900 tysięcy zł.
Co jeszcze jest sprawdzane?
Na przykład to, ile jest mięsa w kiełbasie. Przed Świętami Wielkanocnymi inspektorzy badają to regularnie, m.in. jeśli chodzi o białą kiełbasę, bez której wielu Polaków nie wyobraża sobie tego czasu. Kontrole odbywają się m.in. po zgłoszeniach od samych mieszkańców Lublina, którzy mają zastrzeżenia do zawartości kiełbas czy innych wędlin. - Podkreślam, że Wojewódzka Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych reaguje na wszystkie skargi konsumentów. Czyli tam, gdzie jest jakaś nieprawidłowość, inspektor się zjawia, pobieramy próby, sprawdzamy dokumentację, w zależności czego dotyczy skarga - słyszymy.
- Dobrej jakości kiełbasa powinna zawierać przynajmniej dziewięćdziesiąt procent mięsa. Ponadto kiełbasy, które mają na przykład nazwę "tradycyjna" czy "domowa", nie powinny zawierać mięsa oddzielonego mechanicznie. Żadnych aromatów, białka sojowego czy fosforanów. Powinny mieć jedynie na przykład sól peklowaną i tylko przyprawy. Ale bywa różnie. Zdarzają się kiełbasy z bardzo niską zawartością mięsa, "ulepszone" wodą czy tłuszczami. Jeżeli chodzi o pierwszy kwartał 2026 roku, takich kar w przypadku kiełbas jeszcze nie było. Ale jesteśmy w trakcie różnych kontroli, więc to może się rozwinąć oczywiście - mówi inspektor Karina Czyżewska w rozmowie z TOK FM.
Inspekcja przed Wielkanocą sprawdza również skład majonezów. A tu także bywa bardzo różnie. Zdarzają się majonezy tylko z nazwy, które nie mają w sobie ani krzty żółtka. - Mamy różnego rodzaju majonezy - dekoracyjne czy sałatkowe. Oczywiście tutaj też najlepszy to taki, który zawiera prosty skład, czyli olej, żółtka, ocet i przyprawy. Jeżeli produkt nie zawiera żółtek, nie możemy go nazwać majonezem - mówi pani inspektor.
Podobnie wygląda to w przypadku chrzanu. - Tu też skupiamy się na procentowej zawartości tartego korzenia w produkcie. Jeżeli ma go powyżej sześćdziesięciu procent, możemy nazwać go chrzanem. Jeżeli ma poniżej pięćdziesięciu procent, nie powinien się tak nazywać, tylko na przykład sos chrzanowy lub krem chrzanowy. Konsument, który bierze z półki produkt i czyta wyraz "chrzan", musi widzieć, z czym ma do czynienia. Ale sytuacje są rożne i po to jest taka inspekcja jak nasza, aby to kontrolować i weryfikować. Sprawdzamy dokumentację, prowadzimy badania laboratoryjne i może się skończyć na pouczeniu, ale też na karze finansowej - dodaje Czyżewska.
Kontrole dotyczą również ćwikły. - Bo co to jest ćwikła? To jest mieszanka buraków ćwikłowych i chrzanu, i tutaj też ilość startego korzenia chrzanu nie powinna być mniejsza niż dwadzieścia procent. Chcę podkreślić, że kluczowe jest czytanie etykiet i wyszukiwanie produktów o prostym składzie, czyli tylko z dodatkiem minimalnej ilości soli lub cukru dla smaku - tłumaczy nam pani inspektor.
Święta droższe niż przed rokiem?
Generalnie koszyk wielkanocny zdrożał o 12-15 procent, przy czym największa podwyżka dotyczy jajek. Główny powód to ptasia grypa i rzekomy pomór drobiu. Jajka na targowiskach - te oferowane jako ekologiczne - kosztują nawet 2 zł za sztukę. W sklepach za dziesięciopak zapłacimy 11-12 zł. Droższe są też wędliny czy warzywa. Więcej niż przed rokiem zapłacimy za ćwikłę czy chrzan. Jak mówi w TOK FM prof. Artur Paździor, kierownik Katedry Finansów i Rachunkowości Politechniki Lubelskiej, powodów wzrostu cen żywności jest kilka.
- Przez kilka lat mieliśmy obserwowane procesy dezinflacyjne. I w sytuacji, kiedy wydawało się, że jest stabilizacja, wybuchł nowy konflikt, tym razem na Bliskim Wschodzie, w wyniku którego doszło do zablokowania cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowej ropy i około 30 proc. gazu skroplonego. To z kolei spowodowało znowu zawirowania inflacyjne, gwałtowne skoki cen surowców energetycznych - także mamy dynamiczną sytuację, z którą wypada nam się po prostu zmierzyć. Na tym nie koniec. Jest też wykorzystywanie całej sytuacji przez pośredników, ale też sprzedawców - widzą ceny, które są na stacjach paliw i po prostu starają się do biznesu nie dopłacać. Natomiast zdarzają się też przypadki wątpliwe etyczne, czyli po prostu takie perfidne wykorzystywanie sytuacji, w której znajdują się potencjalni klienci, konsumenci, czyli każdy z nas przed świętami - dodaje profesor Artur Paździor.
źródło: TOK.FM