,
Obserwuj
Lubelskie

"Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo władza nie przyjmuje niewygodnych faktów". W Lublinie wspominają akcję "Reinhardt"

3 min. czytania
10.06.2022 14:25
W Lublinie zorganizowano międzynarodową konferencję na temat akcji Reinhardt związanej z zagładą Żydów. Spotkanie przygotowali niezależni historycy - wśród nich ci, którzy za "dobrej zmiany" musieli odejść z IPN po wielu latach pracy. - Działania władz mają jeden cel, zmierzają do wygrania bitwy, jeśli chodzi o pisanie historii od nowa - mówi nam jeden z nich, dr hab. Adam Puławski.
|
|
fot. JAKUB ORZECHOWSKI

Akcja 'Reinhardt' rozpoczęła się 16 marca 1942 roku w Lublinie. W tym roku przypada jej 80. rocznica. Jej celem było zamordowanie wszystkich Żydów znajdujących się na terenie Generalnego Gubernatorstwa, ale objęła też inne rejony. 

Jak mówi dr hab. Adam Puławski, o takich wydarzeniach trzeba przypominać, zwłaszcza teraz, w dobie zawłaszczania historii przez władzę i pisania jej na nowo. Historyk przyznaje, że jesteśmy w trudnej sytuacji, bo władza nie przyjmuje do wiadomości niewygodnych faktów. - Dzisiaj mamy taką rzeczywistość, że można mówić o zagładzie Żydów, takie badania są prowadzone. Jeśli jednak już ktoś zacznie badać na przykład to, jaki był stosunek Polaków do Żydów, to tu już otwartości nie ma. Historia musi być pisana na nowo - mówi Adam Puławski. Podkreśla coś jeszcze. - Można mówić, że sprawcami zagłady Żydów byli - rzecz jasna - Niemcy i ich pomocnicy, czyli Ukraińcy, Łotysze, Litwini, ale nie ma mowy o wymienianiu w tym kontekście Polaków - dodaje nasz rozmówca. 

To dlatego, jak podkreśla historyk, konieczne są konferencje naukowe, spotkania czy publikacje. - Jestem człowiekiem sceptycznym, który chyba przestał już wierzyć w to, że możemy cokolwiek zdziałać na polu edukacyjnym. Działania władz, działania partii rządzącej, czyli PiS, mają jeden cel - zmierzają do wygrania bitwy, jeśli chodzi o pisanie historii od nowa. I mam wrażenie, że władza tę bitwę - zwłaszcza w kontekście stosunków polsko-żydowskich - wygrywa - dodaje Puławski. 

Historyk podkreśla jednak, że mimo sceptycyzmu jest w nim też przekonanie, że nie można odpuszczać. - Trzeba robić swoje. Edukacja, badania historyczne, opisywanie prawdy - dodaje.

Apel do nauczycieli

Przekonuje też, że dziś w edukacji kluczową rolę odgrywają nauczyciele. - Apeluję, by się nie poddawali, by korzystali z innych źródeł, z innych podręczników, niekoniecznie tych przygotowanych przez władzę - mówi. Podkreśla, że historia bywa różna, również z czarnymi kartami, ale to nie znaczy, że mamy o niej milczeć. 

Między innymi po to zorganizowano w stolicy Lubelszczyzny międzynarodową konferencję o akcji 'Reihardt', która zaczęła się właśnie od Lublina. Konferencję przygotowali historycy z Pracowni Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej im. Jerzego Kłoczowskiego - pracownia działa w Ośrodku Brama Grodzka Teatr NN. Pracują tu m.in. właśnie Adam Puławski, który po wielu latach pracy musiał odejść z IPN, ale  też dr Sławomir Poleszak (też wieloletni pracownik IPN z bogatym dorobkiem), prof. Mirosław Filipowicz i prof. Rafał Wnuk, którzy prowadzili badania w Instytucie Europy Środkowej i za 'dobrej zmiany' też musieli stamtąd odejść.

Czym była akcja "Reinhardt"?

Akcja 'Reinhardt' rozpoczęła się w marcu 1942 roku. Jej głównym celem była zagłada Żydów - wywiezienie ich do obozów i zamordowanie. Zaczęło się od Lublina, potem akcja miała miejsce również w innych miejscach, w tym m.in. w Galicji, dystrykcie krakowskim, warszawskim i radomskim. - Na początku przedstawiciele społeczności żydowskiej nie wiedzieli, co się z nimi będzie działo. Wmawiano im, że będą wywiezieni na Wschód i tam będą pracować. Część osób podejrzewała, że być może idą na śmierć, bo dochodziły pierwsze informacje o mordowaniu Żydów na Wschodzie. Ale większość nie miała pojęcia, gdzie są kierowani ludzie z getta lubelskiego - opowiada Adam Puławski.

Jak dodaje, w czasie badania źródeł historycznych w wielu opisach widać, że duża część Żydów do końca nie wierzyła, że to jest wywóz na śmierć. - Łudzili się. W ludziach była ogromna nadzieja, ale z drugiej strony straszna bezsilność - mówi historyk. Jak dodaje, Niemcy byli brutalni, stosowali terror. Ludzi wywożono do obozów zagłady. - Po przybyciu do obozu, ich życie trwało jeszcze dwie godziny. Tak było w Bełżcu. Później, od maja, zaczął funkcjonować obóz zagłady w Sobiborze, a od lipca w Treblince. Wszystkie funkcjonowały jednakowo - mówi Puławski. 

Tłumaczy, że akcja była dokładnie przygotowana. - Z przechwyconego meldunku wiemy, że od marca do grudnia 1942 roku Niemcy wymordowali w trzech obozach zagłady blisko 1,3 miliona Żydów polskich - podsumowuje Adam Puławski.