Słynne tygrysy, które utknęły na granicy. Prokuratura oskarżyła pięć osób
Trzy lata temu tygrysy utknęły na polsko-białoruskim przejściu granicznym w Koroszczynie. Ich stan był bardzo ciężki - były odwodnione, poranione i wyczerpane. Jeden z dziesięciu kotów padł. Ostatecznie resztę tygrysów udało się uratować, dzięki zaangażowaniu dyrektorki poznańskiego ZOO Ewy Zgrabczyńskiej. Mogły wyjechać do azylu w Hiszpanii.
Akt oskarżenia
Śledztwo m.in. w sprawie znęcania się nad zwierzętami prowadziła Prokuratura Okręgowa w Lublinie, która właśnie skierowała do sądu akt oskarżenia.
Przed sądem stanąć ma łącznie pięć osób. Wśród nich organizator transportu, Rinad V. - To on zorganizował transport zwierząt, który nie odpowiadał warunkom wymaganym w przypadku takich transportów. Mówię tutaj o niewłaściwych klatkach, które ograniczały swobodę zwierząt, bez zapewnienia odpowiedniej ilości pokarmu oraz dostępu do wody. Jest to czyn z Ustawy o ochronie zwierząt, zagrożony karą pozbawienia wolności do trzech lat - mówi TOK FM prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Podobne zarzuty, też z Ustawy o ochronie zwierząt, mają dwaj Włosi, którzy uczestniczyli w transporcie i godzili się na warunki przewozu tygrysów. - Byli odpowiedzialni za opiekę nad zwierzętami w trakcie transportu. Prokuratura ustaliła, że przeprowadzali ten transport w sposób niewłaściwy - podkreśla Kępka.
Dwie pozostałe osoby, które też zasiądą na ławie oskarżonych, to lekarze weterynarii, w tym lekarz graniczny. - Jarosław N. usłyszał zarzut niedopełnienia ciążących na nim obowiązków służbowych, które były związane ze stosowaniem właściwych przepisów unijnych, które należy stosować przy transporcie zwierząt - wyjaśnia pani prokurator. Śledczy ustalili, że lekarz miał wiarygodne informację o długotrwałym transporcie tygrysów i o tym, że nie mają odpowiedniej dokumentacji, a mimo to zaniechał sprawdzenia ich stanu zdrowia i podjęcia działań, które mogłyby ulżyć w ich cierpieniu. Mężczyzna nie przyznał się do winy.
Ostatni z oskarżonych to urzędowy lekarz weterynarii Eugeniusz K., też z granicy. Też ma zarzut z art. 231 Kodeksu karnego, czyli niedopełnienia obowiązków. - Przeprowadzając dwukrotnie weterynaryjną kontrolę dobrostanu tych tygrysów, nie stwierdził uchybień w transporcie, co jednocześnie skutkowało utrzymywaniem zwierząt w niewłaściwym stanie ich zdrowia (...) i ich cierpieniem - mówi Kępka.
Jak dodaje, prawie wszyscy oskarżeni złożyli wyjaśnienia, które były niezgodne z ustaleniami śledztwa. - W tej chwili czekamy na wyznaczenie terminu rozprawy w Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej - słyszymy w prokuraturze. Zarówno lekarze weterynarii, jak i oskarżeni cudzoziemcy będą wezwani przez sąd.
Sprawą tygrysów na granicy w 2019 roku żyła cała Polska. Aktywiści i eksperci z poznańskiego ZOO alarmowali o ich złym stanie zdrowia. Innego zdania był Główny Inspektorat Weterynarii. Wydał stanowisko, w którym nie stwierdził przeciwwskazań do dalszej ich podróży. 'Stan zdrowia zwierząt nie budził wątpliwości, zarówno podczas przeprowadzanej kontroli dobrostanu przy wyjeździe, jak również podczas oględzin osób posiadających kwalifikacje do oceny stanu zdrowia zwierząt dzikich utrzymywanych w niewoli z Ogrodów Zoologicznych w Poznaniu i Człuchowie. Doniesienia medialne co do tragicznej kondycji zwierząt należy uznać za nieprawdziwe' -