Nowoczesne i niezawodne. Nowe karetki w lubelskim pogotowiu. Stare pojechały do Ukrainy
Nowe karetki już wyjechały na ulice. Trzy z nich służą w podstacji Śródmieście w Lublinie, a jedna będzie wozić pacjentów ze Świdnika. Żółte mercedesy sprintery zastąpiły najbardziej wysłużone jednostki, ale te nie pójdą na złom. Dwa renault mastery - te w lepszym stanie - Urząd Marszałkowski przekazał ukraińskim żołnierzom. Będą służyć w 95. Samodzielnej Brygadzie Desantowo-Szturmowej z Żytomierza i w Lwowskim Batalionie "Arrata" Ukraińskiej Armii Ochotniczej.
Ile przebiegu ma stara karetka?
Lubelskie pogotowie potrzebowało nowych karetek. Stare płatały już czasem figle, a auta te muszą być niezawodne i dostępne dla pacjentów w każdej chwili. Tomasz Berbeć, pełniący obowiązki dyrektora lubelskiego Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego SP ZOZ w Lublinie, ma nadzieję, że dzięki temu nie będą się tak psuły, jak te wycofane. - Najstarsze maszyny, jakie mieliśmy, mają po 7-8 lat i ponad 300 000 kilometrów przebiegu - mówi.
- Wszystkie pojazdy są zgodne z najnowszymi przepisami - zapewnia koordynator medyczny podstacji Śródmieście Jakub Stańczyk, który prezentuje nam pojazd. Są wyposażone w nosze, defibrylator z kardiomonitorem, sprzęt do monitorowania pacjenta i sprzęt do skomplikowanych zabiegów resuscytacyjnych. Co ciekawe, w odróżnieniu od starszych modeli - te karetki otwierają się z trzech stron. Przesuwne drzwi od strony kierowcy kryją schowek, gdzie znajdują się dwie duże butle tlenowe, nosze, deska ortopedyczna, plecak reanimacyjny, krzesełko kardiologiczne do transportu chorych czy materac próżniowy do stabilizacji przy złamaniach. To wygodne rozwiązanie, bo sprzęt nie przeszkadza w środku pojazdu, gdy akurat nie jest potrzebny.
Od tyłu można zapakować nosze z pacjentem. Boczne drzwi od strony pasażera służą głównie obsłudze. Po prawej znajduje się drukarka do kart czynności ratunkowych, blat roboczy, a wyżej - nad głową - szereg schowków kryjących strzykawki, wenflony, zestawy do nebulizacji czy apteczki i maski tlenowe. Na środku są nosze wraz z transporterem. Pomimo tego, że ratownik jest wysoki, to miejsca jest tyle, że może w miarę wygodnie się wyprostować.
Wnętrzem rządzi komputer
Ciekawie jest także w kabinie kierowcy i pasażera. Okazuje się, że całym pojazdem steruje komputer. Na desce rozdzielczej jest ekran, na którym widnieje obraz karetki z ikonami dookoła, a tam informacja o stanie akumulatorów, temperaturze wnętrza pojazdu (oddzielnie dla kabiny i części z pacjentem) czy informacja o używanym oświetleniu.
Standardowo, w analogowy sposób, steruje się tzw. kogutami, sygnałem dźwiękowym czy megafonem. Jest też elektroniczne lusterko z kamerą, które nagrywa, co się dzieje wokół pojazdu, pozwala też wyświetlać obraz za karetką w trakcie cofania.
A pod maską? 190-konny podwójnie doładowany silnik diesla. - Wcześniej jeździłem samochodami ze 150-konnym silnikiem, więc mocy nie zabraknie - uśmiecha się Stańczyk.