,
Obserwuj
Lubelskie

"Przechowalnie dla ludzi muszą być zlikwidowane". Aktywistka zarzuca rządowi bierność

4 min. czytania
23.10.2022 08:00
- Rząd chwali się tym, że w Polsce nie ma obozów dla uchodźców, ale nie robi nic, by likwidować przechowalnie dla ludzi - ocenia surowo aktywistka Anna Dąbrowska, prezeska lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber, która od początku angażuje się w pomoc uchodźcom z Ukrainy.
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Anna Dąbrowska, prezeska lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber, a jednocześnie koordynatorka Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie - we współpracy z Konsorcjum Migracyjnym - przygotowała ''Szkic do lokalnych polityk integracyjnych''. Są to konkretne wskazówki i propozycje dla wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast - podpowiedzi, jak działać przy pomaganiu uchodźcom. Wskazówki dotyczą różnych obszarów, m.in. edukacji, kultury, rynku pracy, mieszkalnictwa, ochrony zdrowia czy polityki społecznej. Dokument jest ogólnodostępny dla samorządowców - można go pobrać ze strony Stowarzyszenia Homo Faber.

Jak mówi nam Dąbrowska, dziś największym wyzwaniem jest kwestia mieszkaniowa i zrobienie wszystkiego, co się da, by zlikwidować punkty zbiorowego zakwaterowania uchodźców w dużych halach. Aktywistka nazywa je wprost przechowalniami dla ludzi. - To są różne punkty, lepsze i gorsze, ale mieszkają w nich ludzie, którzy nie mają żadnej perspektywy wydostania się z tych miejsc i usamodzielnienia - stwierdza. Dodaje, że są to w większości kobiety z bardzo małymi dziećmi, seniorzy i seniorki, osoby z niepełnosprawnością i przedstawiciele mniejszości narodowych i etnicznych.

- Te przechowalnie ludzi to niejednokrotnie ogromne hale, usytuowane na obrzeżach miejscowości, z bardzo utrudnionym dostępem do komunikacji miejskiej, z utrudnioną możliwością przemieszczania się - mówi prezeska Homo Faber.

Ostatnio minister Paweł Szefernaker ogłosił, że mieszkańcy miejsc zbiorowego zakwaterowania mieliby dopłacać do swojego pobytu w nich. - Pytanie, z czego ci ludzie mieliby płacić? - zastanawia się aktywistka z Lublina. - Bo oczywiście, część tych osób wychodzi do pracy. Na Lubelszczyźnie są to głównie prace dorywcze i sezonowe, na przykład przy zbieraniu owoców i warzyw. Ale jest to praca, która nie daje tym ludziom szansy na samodzielne wynajęcie mieszkania i utrzymanie się. Bo po prostu zarabiają za mało - mówi Dąbrowska.

I dodaje, że problemem jest brak systemowych działań rządu. Jak słyszymy, rząd chwali się tym, że w Polsce nie ma obozów dla uchodźców, ale nie robi nic, by likwidować przechowalnie dla ludzi. - Zaplanowanie zamykania tych miejsc, zwłaszcza w wielkich halach, nie leży w gestii samorządów, ale w gestii państwa. Oczekiwałabym rozwiązań od rządu także w kontekście finansowania innych punktów niż te właśnie hale czy obiekty sportowe - mówi aktywistka.

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

- Mnie zastanawia, kto ma przekazać tym ludziom informację o tym, że mają współpłacić za swój pobyt. Czy tym obowiązkiem znów nie zostaną obarczone samorządy? Czy nie będzie tak, że ci ludzie powiedzą wprost "Ok, ale z czego my mamy zapłacić?" i co się wydarzy w sytuacji, gdy nie będą mieć na to pieniędzy - czy ktoś ich z tych miejsc wyrzuci? - pyta nasza rozmówczyni.

Już dziś są przypadki kobiet z dziećmi, których nie stać na płacenie za stancję i - mimo ostrzałów ukraińskich miast i dramatycznej sytuacji na wojnie - decydują się wracać do Ukrainy.

Jakie rozwiązania na integrację?

"Szkice do lokalnych polityk integracyjnych" to konkretne wskazówki. W kwestii edukacji jest tu mowa o dzieciach, ale również dorosłych. Choćby o wspieraniu nauki języka polskiego poprzez m.in. otwarte konkursy czy planowanie adekwatnych do potrzeb kursów zawodowych i kwalifikacyjnych umożliwiających odnalezienie się na polskim rynku pracy.

Jest też mowa o integracji przez kulturę, czyli o włączaniu w politykę kulturalną miasta kwestii międzykulturowych, o zwiększeniu dla uchodźców dostępności do korzystania z oferty kulturalnej miasta, poprzez m.in. system oznaczeń czy tłumaczenia, o zwiększaniu udziału migrantów i uchodźców w tworzeniu oferty kulturalnej miasta czy o zatrudnianiu w sektorze kultury osób reprezentujących różne społeczności zamieszkujące w mieście.

W "Szkicach..." jest również obszar "społeczności lokalne", a w nim propozycje nawiązywania dialogu międzykulturowego z mieszkańcami. Choćby to, aby plany rewitalizacji, przebudowy, nowych inwestycji użyteczności publicznej zawsze uwzględniały potrzeby wszystkich mieszkańców, także migrantów i uchodźców. Jest to również pomysł, aby uchodźców włączać np. w kwestie podziału środków z budżetu obywatelskiego.

Obawy samorządów

Anna Dąbrowska była kilka dni temu na spotkaniu z samorządowcami z całej Polski i doskonale wie, ile jest w nich lęków i obaw o to, co dalej, zwłaszcza zimą. - Boją się m.in. kolejnych zleceń ze strony państwa, wprowadzanych odgórnie, bez konsultacji, na szybko, tak jak to jest z dopłatami do węgla. Mają przed sobą widmo problemów energetyczno-ciepłowniczych i rosnące rachunki, których nie mają z czego zapłacić - tłumaczy Dąbrowska.

- Czeka nas czas, w którym tylko te samorządy, które wejdą we współpracę z organizacjami pozarządowymi i zobaczą w nich współpracowników, współdecydentów, "współwymyślaczy" nowych rozwiązań, tylko te samorządy się obronią i poradzą sobie z pomaganiem uchodźcom i uchodźczyniom. Już nie można patrzeć na organizacje pozarządowe jedynie jako na wykonawców określonych zadań czy realizacji projektów. Ten czas się skończył - podsumowuje nasza rozmówczyni.