Chleb z niespodzianką. Ma pomóc mieszkańcom Lublina we wspólnym świętowaniu
Pomysł wyszedł od Stowarzyszenia Homo Faber z Lublina, które od lat pomaga migrantom i migrantkom, a w ostatnich miesiącach jest głównym filarem Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie. Chleb niepodległości - bo tak nazwano projekt - ma łączyć Polaków i obywateli innych krajów, którzy mieszkają w stolicy Lubelszczyzny, we wspólnym świętowaniu.
- Szukaliśmy czegoś takiego, co może skłonić do refleksji na temat zmieniającego się Lublina oraz ludzi, którzy w nim obecnie mieszkają. Pomyśleliśmy, że takim produktem - choć to słowo nie oddaje klimatu - jest właśnie chleb. Bo chleb jedzą wszyscy, właściwie w każdej kulturze, choć różnie on wygląda i różnie się nazywa - mówi Piotr Skrzypczak, przedstawiciel stowarzyszenia.
Na pieczywie, które trafiło do sklepów LLS Społem w Lublinie, umieszczono słowo 'chleb' w kilku językach: angielskim, ukraińskim, rosyjskim, białoruskim, hiszpańskim, hebrajskim i arabskim. - Uznaliśmy, że taka metka na chlebie z napisami w różnych językach to jest coś, na co każdy zwróci uwagę i być może zastanowi się, o co chodzi - mówi Skrzypczak. - Języki oznaczają różnorodność mieszkających z nami w Lublinie cudzoziemców i cudzoziemek, wielość kultur i tradycji - dodaje.
Aktywista podkreśla, że w całym projekcie chodzi o to, by - jedząc chleb - pomyśleć o nowych sąsiadach, na przykład uchodźcach z Ukrainy, ale też o studentach z krajów afrykańskich czy z Ameryki Południowej. - Bo ci nasi nowi sąsiedzi żyją obok nas i jedzą dokładnie ten sam chleb - mówi przedstawiciel stowarzyszenia.
Stowarzyszenie Homo Faber już od dawna promuje nieco inne obchody Święta Niepodległości niż marsze, akademie czy okolicznościowe wystawy. W poprzednich latach pod hasłem 'Zróbmy to inaczej' organizowało wspólną kolację w Galerii Labirynt. Zapraszając migrantów do wspólnego stołu, organizacja chciała pokazać cudzoziemcom, że mogą się czuć w Lublinie dobrze i że są tu mile widziani. Przy okazji były też rozmowy o tym, dlaczego Polacy świętują 11 listopada.
Pomysł wyszedł od prezeski Homo Faber Anny Dąbrowskiej. Jak tłumaczyła, chciała pokazać, że można świętować wspólnie i bezpiecznie. Wyszła z tą inicjatywą po tym, jak kilka lat wcześniej usłyszała, że studenci jednej z uczelni dostali ostrzeżenie, by nie wychodzili na miasto 11 listopada, bo na ulicach mogą się pojawić narodowcy i może być niebezpiecznie. - Pomyślałam: jak to? To jest takie święto, które powinno być też dla nich. To najlepszy moment, żeby w miękki sposób pomóc im poznawać historię naszego kraju - mówiła Anna Dąbrowska.