"Syn błagał, bym wyjechała. Chciał być pewien, że jestem bezpieczna". Lekarka z Ukrainy w Polsce organizuje pomoc
Alla Matviychuk jest lekarką kardiolożką z Równego. W zawodzie pracuje od 30 lat. Była ordynatorem oddziału w szpitalu w Równem, specjalizowała się we wstawianiu rozruszników serca. Jak mówi, do opuszczenia Ukrainy od początku wojny namawiały ją dzieci - córka i syn. Są już dorośli. Jedno mieszka w Danii, drugie we Francji. - Syn dzwonił niemal non stop i prawie błagał, bym wyjechała. Chciał być pewien, że jestem bezpieczna - opowiada Matviychuk.
Alla jednak nie chciała wyjeżdżać. Jak mówi, czuła, że powinna pomagać na miejscu, w Ukrainie. Od pierwszych dni wojny - w Równem - organizowała pomoc humanitarną z zagranicy. - Znam polski i angielski, dlatego było mi łatwiej. Koordynowałam przyjazdy ciężarówek m.in. z Anglii, Francji, Portugalii. Mam wielu przyjaciół, oni mi pomagali. Pomagała też moja córka, która organizowała transporty z Danii. Przyjeżdżały leki, środki opatrunkowe, sprzęt medyczny, piecyki, ogrzewacze i wiele innych rzeczy. W Polsce musieliśmy zorganizować magazyny, by można było wszystko przepakować i wysłać do Ukrainy - wspomina kardiolożka.
>> CZYTAJ TAKŻE: Uciekały z Ukrainy, będąc w ciąży. ''Pierwszy szok minął, teraz jest poczucie beznadziei i strachu''
Ostatecznie jednak, też za namową dzieci, zdecydowała się wyjechać. Wybrała Polskę m.in. dlatego, że już wcześniej przyjeżdżała tu na konferencje naukowe i sympozja, znała trochę język i miała tu znajomych. Przyjechała 17 marca. To miał być wyjazd na dwa-trzy tygodnie, maksymalnie - miesiąc. Chciała jeszcze lepiej skoordynować płynącą przez Polskę pomoc humanitarną dla Ukrainy. Została jednak na dłużej.
Dziś pracuje w Szpitalu Wojewódzkim im. Jana Pawła II w Zamościu, na kardiologii. Początkowo, przez prawie osiem miesięcy, pracowała jako personel techniczny. Teraz, po otrzymaniu oficjalnej zgody Ministerstwa Zdrowia na pracę w Polsce, pracuje już jako lekarz.
- Pierwsze tygodnie były dla niej bardzo trudne. Bardzo się wahała, chciała wracać. Mówiłam jej, że stąd też może pomagać, wspierać, czuć się potrzebna. I została - mówi pani Małgorzata, pielęgniarka, przyjaciółka pani Alli.
Praca i pomoc
Matviychuk ściśle współpracuje z wolontariuszami z Zamościa, gdzie obecnie mieszka, jak również m.in. z Leszkiem Wolickim. - To dzięki jego współpracy z przyjaciółmi z innych krajów udało się zorganizować część transportów, które pojechały do Ukrainy - słyszymy.
- Część darów, które wywozimy na Ukrainę, zdobyliśmy m.in. dzięki naszej współpracy. Przewozimy je na wschód, do lekarzy frontowych. Lekarka jest bardzo zaangażowana w pomoc, ma kontakty z lekarzami na pierwszej linii frontu, ale też organizuje grupy, które szkolą medyków frontowych. Jej pomoc jest niezwykle ważna - podkreśla Sierpniowski.
- Dziś rozumiem, że z Polski też mogę pomagać, wspierać mój kraj i naszych żołnierzy. Mam przyjaciół lekarzy, którzy mają lada dzień jechać do Bachmutu, na front. Jestem również z nimi w kontakcie. Staram się ich wspierać. Wrócę do domu, do Ukrainy, do swoich pacjentów. Jeszcze nie wiem, kiedy będzie to możliwe, ale wrócę. Na pewno - mówi nam kardiolożka.