Sprawa Elżbiety Podleśnej umorzona. Nerwowo na sali rozpraw. "Zanim otworzyłam usta, już zostałam pouczona"
Chodzi o sytuację z września 2021 roku. Elżbieta Podleśna była wtedy na urlopie w okolicach Włodawy na Lubelszczyźnie. Gdy dostała sygnał od aktywistów Grupy Granica, że ktoś na bagnach potrzebuje pomocy, wsiadła w samochód i pojechała szukać uchodźców. Współpracowała m.in. ze strażakami. Migrantów udało się uratować. Aktywistka całą interwencję relacjonowała na żywo w internecie. Jak mówiła, jeden z nieumundurowanych policjantów próbował jej to uniemożliwić. To wtedy padło określenie "cham", które - w ocenie sądu pierwszej instancji - wyrażało pogardę dla drugiego człowieka. Podleśna została wówczas uznana za winną znieważenia policjanta. Miała zapłacić 1000 zł grzywny, ale odwołała się - sprawę opisywaliśmy na naszym portalu.
Umorzenie sprawy
Sąd drugiej instancji (Sąd Okręgowy w Lublinie) wyrok zmienił. Warunkowo umorzył postępowanie, dając rok próby. Podleśna ma też zapłacić policjantowi symboliczne 10 zł nawiązki. Wyrok jest już prawomocny.
Na wtorkowej rozprawie sędzia Arkadiusz Śmiech - dopuszczając Elżbietę Podleśną do głosu - zaznaczył, że powinna odnosić się wyłącznie do prawnych aspektów sprawy. - Zanim otworzyłam usta, już zostałam pouczona. Została mi udzielona reprymenda, w jaki sposób mam się wypowiadać. A przypominam, że osobie oskarżonej przysługuje swobodna wypowiedź - mówiła po rozprawie Podleśna.
W ustnym uzasadnieniu umorzenia sąd wskazał z jednej strony na szacunek, jakim darzy aktywistkę za to, co zrobiła pomagając ratować migrantów na bagnach. Z drugiej jednak strony - w ocenie sądu - Elżbieta Podleśna działała "intencjonalnie". Sędzia stwierdził, że aktywistka użyła takich a nie innych słów wobec funkcjonariusza policji "na użytek relacji", którą udostępniała w sieci.
Jak mówił, Podleśna - nadając relację na żywo - chciała celowo ubliżyć policjantowi i zdeprecjonować działania funkcjonariuszy. Sąd uznał, że kobieta - wiedząc, co się dzieje na polsko-białoruskiej granicy, jak działają tam służby, ale też biorąc pod uwagę swoje osobiste doświadczenia - nadała relacji taki, a nie inny wymiar.
Nie tylko na Podlasiu dochodzi do push-backów. 'Codziennie mam po kilkadziesiąt telefonów'
'Sąd potraktował mnie jak małą dziewczynkę'
- Było dla mnie policzkiem twierdzenie, że (...) działałam pod publiczkę. To są słowa głęboko pozbawione szacunku i ja sobie nie życzę, by sąd chwilę później mówił, że ma do mnie jakikolwiek szacunek - powiedziała TOK FM Elżbieta Podleśna. - Ja nie potrzebuję szacunku sądu, ponieważ - gdyby sąd miał szacunek - wyglądałoby to wszystko troszeczkę inaczej. Ja dzisiaj przed tym sądem nie byłam szanowana jako człowiek. Sąd potraktował mnie jak małą dziewczynkę, którą trzeba pouczyć, trzeba wyrazić naganę, że potraktowana przez policjanta brutalnie, w nocy, będąc sama - powinnam była uważać na słowa - mówiła dalej Podleśna.
W ocenie jej pełnomocnika, mecenasa Radosława Baszuka, sąd nie wziął pod uwagę kontekstu sytuacji i tego, że emocje mogły być wtedy naprawdę duże. - Takie a nie inne słowa padły, ale padły w określonym kontekście. Dziwnym trafem to właśnie funkcjonariusz Jaworski poczuł się dotknięty. Żaden z trzech pozostałych policjantów - nie. Bardzo wrażliwy człowiek - skomentował Baszuk.
- Warunkowe umorzenie postępowania ma miejsce wtedy, gdy okoliczności czynu i wina sprawcy nie budzą wątpliwości. Ja w dalszym ciągu powtarzam: policjant nie legitymował się Elżbiecie Podleśnej, a dwukrotnie złożył zeznania, że to zrobił. Naruszył nietykalność cielesną Elżbiety i też mówił, że tego nie zrobił. Ja konsekwentnie twierdzę, że zachowanie policjantów wobec Elżbiety miało charakter bezprawny. A jeśli nie bezprawny, to na pewno niewłaściwy w rozumieniu przepisów Kodeksu karnego, które pozwalają na zdjęcie odpowiedzialności ze sprawcy znieważenia funkcjonariusza - powiedział mecenas Baszuk.