Polska ogranicza ruch na kolejnym przejściu z Białorusią. Ogromna kolejka tirów. "Czas oczekiwania szacujemy na 57 godzin"
We wtorek (21 lutego) rano korek przed przejściem granicznym w Koroszczynie ciągnął się kilkadziesiąt kilometrów. Stało w nim około 1700 samochodów. - Szacujemy, że dla tej liczby pojazdów czas oczekiwania na wyjazd z Polski to 57 godzin - mówi TOK FM Michał Deruś, rzecznik Krajowej Administracji Skarbowej w Lublinie. Część kierowców prawdopodobnie będzie musiała zmienić trasę i ruszyć w stronę Litwy czy Łotwy, bo od godz. 19 we wtorek białoruscy przewoźnicy nie mają szans na przejazd.
Deruś dodaje, że w kulminacyjnym momencie - w weekend - samochodów w Koroszczynie było ponad dwa tysiące, więc widać delikatne zmniejszenie się kolejki. Prawdopodobnie część kierowców - słysząc o ograniczeniach na polskiej granicy - już ruszyło w kierunku innych przejść, np. z Litwą.
Zgodnie z zapowiedziami MSWiA, w związku z wprowadzonymi przez białoruskie władze ograniczeniami wobec polskich przewoźników, minister Mariusz Kamiński podjął decyzję o ograniczeniu ruchu dla białoruskich pojazdów towarowych na przejściu granicznym Kukuryki-Kozłowicze - na terminalu w Koroszczynie. 'Zawieszenie ruchu obowiązywać będzie od 21 lutego 2023 r. od godz. 19, do czasu zniesienia przez białoruskie władze ograniczeń wobec polskich przewoźników' - napisało ministerstwo w komunikacie.
Kierowcy na granicy nie kryją rozgoryczenia i nie do końca wiedzą, co robić. - Może kolejka nieco się skróci, jak ci z Białorusi będą musieli zawrócić i jechać zupełnie inną trasą. Bo tu ich nie puszczą. Rozumiem stanowisko polskich władz wobec Białorusi, ale dla nas - jako przewoźników - sytuacja jest trudna, bo tracimy czas w tych kolejkach - mówi nam pan Wojciech, jeden z kierowców.
W odpowiedzi na wcześniejsze zamknięcie innego przejścia granicznego z Białorusią, w Bobrownikach, białoruski MSZ poinformował, że wprowadza ograniczenia dla polskich przewoźników. Mogą wjeżdżać na Białoruś i wyjeżdżać tylko 'na polsko-białoruskim odcinku granicy'.
- Jako administracja skarbowa jesteśmy przygotowani na to, by zwiększyć obsługę przejścia granicznego Kukuryki - Kozłowicze, natomiast nie będzie to duża liczba funkcjonariuszy. Wiemy, że przekierowanie większej liczby osób na teren tego przejścia wcale nie przyniesie spektakularnych efektów. Ale plan jest taki, że maksymalnie cztery osoby rzeczywiście wspomogą pracę funkcjonariuszy w Koroszczynie - mówi Michał Deruś.
Ograniczenie na granicy nie dotyczy natomiast ruchu osobowego na przejściu granicznym w Terespolu. Tu odprawy odbywają się regularnie, nie ma większych problemów z przekroczeniem polsko-białoruskiej granicy. Podobnie - jeśli chodzi o autobusy.
- Żyję z przygranicznego handlu i na pewno odczuję to, że białoruscy przewoźnicy od dziś nie będą mogli tędy jeździć. Ruch się zapewne zmniejszy. Ale trudno. Nie ma wyjścia. Wojna trwa, Białoruś wspiera Rosję, potrzebne są mocne, zdecydowane kroki. Oczywiście nie jestem zadowolony, że klientów prawdopodobnie będzie mniej, ale cóż. Jakoś to przetrwam - mówi nam w rozmowie telefonicznej właściciel jednego z barów przed granicą.