,
Obserwuj
Lubelskie

"Dzieci opowiadają mi o rzeczach, których nigdy nie powinny oglądać"

3 min. czytania
26.02.2023 08:30
- Powoli przyzwyczajam się do życia w Polsce. Czuję się tu już prawie jak w domu - mówi nam Olga, psycholożka z Ukrainy. Początkowo pracowała w fabryce czekolady, ale szybko udało jej się znaleźć zatrudnienie w zawodzie. Wspiera ukraińskich uczniów, którzy - podobnie jak ona - uciekli przed wojną do Polski. Nie ukrywa, że czasem jest to ekstremalnie trudne zadanie.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Olga Tkachuk jest doktorką psychologii. Przed wybuchem wojny pracowała w Narodowym Uniwersytecie 'Akademia Ostrogska' w Ostrogu na Wołyniu. Kontynuuje to - zdalnie, choć aktualnie zajęć ze studentami jest znacznie mniej niż na początku wojny. W Ukrainie często bowiem brakuje prądu, a ludzie muszą siedzieć w schronach i piwnicach.

Pani Olga trafiła do Lublina razem z dwoma synami. Jeden chodzi dziś do piątej klasy, drugi do zerówki. - Synowie bardzo szybko nauczyli się języka polskiego. Młodszy ma już wielu kolegów, jest zapraszany do nich na urodziny - cieszy się nasza rozmówczyni.

Jeśli chodzi o jej emocje i odczucia, przyznaje, że powoli przyzwyczaja się do życia w Polsce. - Muszę powiedzieć, że dziś czuję się tu prawie jak w domu. Wiem, gdzie co jest, co i jak załatwić. Czuję się bezpieczna. Oczywiście bardzo chcę do domu, na Ukrainę, ale tutaj też już jest w miarę dobrze - mówi.

Psycholożka nie kryje, że najtrudniej było jej z pracą. Wiedziała, że musi zarabiać, bo sama praca on-line w Ukrainie to za mało, by móc się utrzymać w Polsce. Początkowo poszła do fabryki cukierków i pakowała słodycze. - To było dla mnie ciężkie. Nie chciałam tam pracować, miałam opory przed wyjściem z domu. Wiedziałam, że powinnam się zajmować czymś innym. Dlatego rozumiem ukraińskie kobiety, które są w podobnej sytuacji, pracują poniżej swoich kwalifikacji i nie mogą się odnaleźć. To jest szalenie trudne - stwierdza.

Olha Tkachuk, dr psychologii z Ukrainy
Olha Tkachuk, dr psychologii z Ukrainy
Anna Gmiterek-Zabłocka

"Chcę wracać do domu, nie chcę tu być"

Dziś to się już zmieniło. Od października Olga pracuje w trzech lubelskich szkołach, na części etatu, jako psycholog wspierająca ukraińskich uczniów. Jak mówi, trudności, z którymi muszą się mierzyć dzieci, jest bardzo dużo. Część z nich wciąż nie mówi dobrze po polsku. - Gdy takie dziecko z Ukrainy jest jedno w klasie, jest mu bardzo ciężko się odnaleźć wśród polskich kolegów. Jeśli słabo zna polski, jest jeszcze trudniej - zauważa nasza rozmówczyni.

Jej praca to właśnie głównie rozmowy z dziećmi. - Bardzo często słyszę od nich, że chcą wracać do domu. Że to nie była ich decyzja, by jechać do Polski, tylko decyzja rodziców. Że oni chcieliby być teraz w Ukrainie. To z kolei powoduje, że nie chcą się uczyć, jest w nich bariera - opowiada.

- Są dzieci, które nie chcą wychodzić z domu. Chcą cały czas spać albo siedzieć w telefonie. Nie chcą mieć kontaktów z polskimi rówieśnikami. Czasami zachowują się jak ściana w stosunku do nauczycieli - nie słuchają, nie reagują na polecenia. To też jest forma odreagowania na sytuację, w której się znalazły - dodaje.

Co jest najtrudniejsze w tej pracy? Olga przyznaje, że czasem przychodzi jej wysłuchiwać opowieści o rzeczach, których dzieci nigdy nie powinny przeżywać. Choćby o tym, jak wiele miesięcy siedziały w schronach i wychodziły tylko po to, aby liczyć rosyjskie czołgi i patrzeć, jak wojsko ukraińskie w nie strzela. - Dzieci nigdy nie powinni widzieć takich obrazów. A widzą. I to w nich jest. Ważne, by mogły - w różny sposób - wyrzucać z siebie te emocje - podkreśla.

Olga zauważa, że w lubelskich szkołach również są uczniowie, których bliscy są na wojnie. - Takie dziecko mówi, że boi się o swojego brata, tatę czy dziadka, którzy walczą. A taki codzienny lęk powoduje, że dziecko jest niestabilne emocjonalnie, co też nie sprzyja normalnej nauce - tłumaczy psycholożka.

"Czasami milczymy, nie naciskam"

Jak dodaje, stara się mówić dzieciom o tym, że ich emocje są jak najbardziej na miejscu, a nienormalna jest sytuacja, której częścią się stały. - Bywa, że dziecko jest w traumie i nie chce rozmawiać. Wtedy nie naciskam. Czasami milczymy, bo milczenie też jest potrzebne. Albo pojawia się płacz - mówi.

Psycholożka przekonuje, że dzieci, które przeżywają trudności, powinny skorzystać z pomocy. - W Ukrainie był pewnego rodzaju lęk przed pójściem do psychologa. Wielu rodzicom psycholog kojarzył się z psychiatrą. Dlatego dziś mają też przed tym opory. Niepotrzebnie. To niezwykle ważne, by skorzystać z pomocy. A ofert bezpłatnej pomocy psychologicznej jest naprawdę dużo. Trzeba tylko poszukać - radzi nasza rozmówczyni.