advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

W Przewodowie o rakiecie próbują już nie mówić, ale ciche obawy są. "Człowiek od razu zerka w niebo"

3 min. czytania
25.02.2023 08:00
- Nie ukrywam, że jest strach. Bo wiadomo, co się może jeszcze wydarzyć? Jesteśmy tak blisko granicy. Czasami, jak słychać jakiś odgłos, to człowiek od razu zerka w niebo - mówi nam pani Anna, jedna z mieszkanek okolic Przewodowa, gdzie trzy miesiące temu spadła rakieta.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

W połowie listopada o Przewodowie mówiła nie tylko cała Polska, ale i świat. W małej miejscowości na Lubelszczyźnie, około 10 kilometrów od granicy doszło do eksplozji. Jak podadzą polskie władze, był to jeden z pocisków, prawdopodobnie z obrony powietrznej Ukrainy. Nie był to intencjonalny atak, lecz wypadek. 15 listopada Rosjanie przeprowadzili zmasowany atak rakietowy na Ukrainę, wymierzony głównie w obiekty energetyczne.

Do eksplozji doszło w miejscowej suszarni zbóż. Zginęły dwie osoby. - Po tym, co się stało, przepłakałam z pół godziny albo więcej. Dzieci dzwoniły, czy wszystko w porządku, czy nic mi się nie stało. Dopiero taka sytuacja pokazuje, jak blisko nas jest ta wojna - mówiła nam wtedy jedna z mieszkanek Przewodowa.

Dziś mieszkańcy starają się wrócić do normalności. - Raczej unikamy rozmów o tym, co wydarzyło się w listopadzie - mówi nam proboszcz parafii św. Brata Alberta w Przewodowie, ksiądz Bogdan Ważny. - Wydarzyła się tragedia, ale jak długo można do niej wracać? - dodaje. Pytany, czy w rozmowach z ludźmi pojawiają się obawy i lęki dotyczące tego, czy nie spadnie w pobliżu kolejna rakieta, ksiądz odpowiada, że obawy zawsze będą. - Wiemy, że mieszkamy blisko Ukrainy. Nikt nam nie zagwarantuje, że następna rakieta nie spadnie akurat na Przewodów, ale jakoś trzeba dalej żyć - tłumaczy proboszcz.

W podobnym tonie wypowiada się sprzedawczyni z miejscowego sklepu. - To już jest za nami. W sklepie nie ma na ten temat rozmów - podkreśla.

Co innego słyszymy od pani Anny, która mieszka w pobliżu Przewodowa. - Nie ukrywam, że jest strach. Bo wiadomo, co się może jeszcze wydarzyć? Jesteśmy tak blisko granicy. Czasami, jak słychać jakiś odgłos, to człowiek od razu zerka w niebo. Na początku dzieci też o to często pytały, ale teraz już nie - słyszymy.

Wójt Dołhobyczowa Grzegorz Drewniak - w rozmowie z TOK FM - podkreśla, że tuż po zdarzeniu dzieci w szkołach zostały objęte pomocą psychologiczną. Mogli z niej skorzystać również dorośli, w tym rodzice. Psycholodzy przyjeżdżali, rozmawiali, rozwiewali obawy i lęki. - Mam wrażenie, że w tej chwili wszystko wróciło do normy. Oczywiście wiemy, że mija rok od wybuchu tej strasznej wojny w Ukrainie i minęły trzy miesiące od eksplozji u nas, w Przewodowie, ale żyjemy spokojnie - mówi Drewniak. - Owszem, ze dwa razy jeszcze na miejscu pojawiali się policjanci i to wywołało wspomnienia, ale raczej nie ma rozmów o wydarzeniach z listopada. Ludzie żyją swoimi codziennymi problemami. To, co się wydarzyło, traktujemy na dziś jako wypadek - dodaje wójt.

W rozmowie z 'Gazetą Wyborczą' na początku lutego mieszkańcy Przewodowa opowiadali, że - w dłuższej perspektywie - zostali pozostawieni sami sobie.

- W pierwszej wersji było tak, że państwo nie zostawi nas bez niczego i na pewno nam pomoże. Ale czekaliśmy, tygodnie mijały, a nikt się nami nie interesował. W końcu pojechaliśmy do naszego wójta, a on powiedział, że to nie jest jego rola, bo on na naprawianie szkód [po wybuchu] nie ma pieniędzy. A poza tym, jego zdaniem, to wszystko powinno być przyznane odgórnie od państwa - wspominała w 'Wyborczej' pani Elżbieta. Jak dodała, pieniądze na niezbędne remonty znalazły się dopiero po wielokrotnych wizytach i naciskach ze strony mieszkańców.

Trwa śledztwo dotyczące wybuchu w Przewodowie. Przez kilka dni na miejscu pracowali eksperci, również zagraniczni, zbierali dowody.

Prezydent Andrzej Duda - zapytany na jednej z konferencji prasowej o eksplozję w Przewodowie - podkreślił, że 'był to tragiczny wypadek, który zaistniał z winy rosyjskiej'. - To Rosja wywołała agresję, zaatakowała Ukrainę. To właśnie Rosja wysłała dziesiątki rakiet bombardując nimi terytorium Ukrainy, która się broniła w skutek, czego doszło do nieszczęśliwego wypadku - mówił.