Wpadka urzędników z Lublina. Doszło do pomyłki w trakcie ogłaszania startu miejskiego programu in vitro
Od wtorku pary z Lublina mogą się starać o dofinansowanie do zabiegów in vitro. W trakcie konferencji prasowej inaugurującej start miejskiego programu wicedyrektorka Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta Barbara Danieluk mówiła m.in. jakie warunki formalne trzeba spełnić, by móc z tych pieniędzy skorzystać. Wskazała, że para musi mieszkać w Lublinie co najmniej od 12 miesięcy, a także rozliczać się w tym mieście z podatków - a konkretniej w I Urzędzie Skarbowym. I Urząd Skarbowy pojawił się też w oficjalnej informacji prasowej, którą na konferencji otrzymali dziennikarze.
Co zatem z mieszkańcami, którzy rozliczają się w III Urzędzie Skarbowym (bo w jego obrębie mieszkają), dlaczego zostali z programu wykluczeni? Gdy zaczęliśmy dopytywać o to lubelskich urzędników, przyznali, że doszło do pomyłki. - Chodzi rzeczywiście o I i III Urząd Skarbowy - podała wicedyrektorka Danieluk. Potwierdziła to również wiceprezydent miasta Monika Lipińska.
Trzy kliniki
Miejski program in vitro w Lublinie będą realizowały trzy kliniki - wybrane w drodze konkursu. To Gyncentrum, Konsorcjum - Ab ovo i Centrum Bocian oraz Ovum Rozdrodczość i Andrologia. Kwalifikowanie par będzie się odbywać według kolejności zgłoszeń. - Na realizację trzyletniego programu przeznaczyliśmy półtora miliona złotych, co pozwala na sfinansowanie 300 procedur dla 150 par, czyli daje to maksymalnie dwie procedury dla jednej pary - mówi wiceprezydent Lipińska. Będzie to dofinansowanie w wysokości 5 tys. złotych do jednej procedury in vitro.
- Program jest odpowiedzią na petycję, która została skierowana do radnych, ale my sami też dostrzegamy problemy medyczne mieszkańców i cały czas systematycznie oceniamy potrzeby również w innych obszarach zdrowotnych - dodaje wiceprezydent.
- Chcę podkreślić, że oczekujemy rozwiązania problemu przez państwo, ale brak finansowanego wsparcia leczenia niepłodności, brak ogólnopolskich rozwiązań systemowych, oznacza pozbawienie wielu par możliwości posiadania potomstwa. Stąd zaangażowanie miasta - mówi prezydent Krzysztof Żuk. Nie wyklucza też, że pieniędzy na miejski program uda się wygospodarować więcej. - Mamy świadomość, że coraz większa liczba osób boryka się z takimi trudnościami, a niepłodność staje się istotnym problemem społecznym - dodaje Żuk.
Jak mówi TOK FM Anna Gałczyńska-Kajak, koordynatorka programu w klinice Ovum Rozrodczość i Andrologia, miejski program in vitro w Lublinie to kropla w morzu potrzeb. - Pracuję 15 lat w naszym centrum i pacjentów z roku na rok przybywa. Co ważne, są to coraz młodsze roczniki. Także nie są to pary, które zwlekają z rozpoczęciem starań o posiadanie potomstwa, tylko są to młodzi ludzie, którzy mają ten problem w zasadzie na starcie - mówi Gałczyńska-Kajak.
I dodaje, że wiele par musi przechodzić po kilka prób, a bywa, że nawet więcej. - Procedury są kosztowne. Nie każdego stać na to, by pozwolić sobie na kolejną próbę czy kolejne podejście. Dlatego już w tej chwili mamy mnóstwo pytań o ten program - dodaje koordynatorka z kliniki.