Wojewoda lubelski: Zapewniam, że do Polski od soboty nie wjechało żadne zboże z Ukrainy
W sobotę minister rozwoju i technologii Waldemar Buda podpisał rozporządzenie o zakazie wwozu do Polski z Ukrainy zboża i innych produktów rolnych. Zgodnie z załącznikiem do rozporządzenia, chodzi m.in. o cukier, chmiel, len, konopie, owoce, warzywa, mleko i przetwory mleczne, jaja i mięso drobiowe. Zmiany mają na celu ochronę polskiego rynku, który w ostatnich miesiącach został zalany ukraińskim ziarnem. Magazyny są pełne, a rolnicy wściekli. Ich protesty na bieżąco relacjonujemy na tokfm.pl.
Wojewoda lubelski Lech Sprawka mówił nam kilka tygodni temu, że od 1 stycznia do 15 marca 2023 roku do Polski wjechało ponad 800 tysięcy ton zboża, z czego większość została w naszym kraju. Tranzytem, do krajów trzecich, pojechały w tym okresie zaledwie 4 tysiące ton.
Dziś - jak mówi nam wojewoda lubelski - sytuacja jest już inna. - Od momentu opublikowania rozporządzenia ministra rozwoju i technologii [tj. od soboty - red.] nie przyjechało do Polski nic, co jest zapisane w załączniku do tego rozporządzenia, a więc między innymi właśnie zboże - zapewnia Lech Sprawka. - Ani na przejściach drogowych w Dorohusku i Hrebennem, ani na przejściach kolejowych w Dorohusku i Hrubieszowie. Podkreślam to z całą mocą - dodaje.
Z drugiej strony rolnicy, którzy od tygodnia protestują w Hrubieszowie, przekonują, że cały czas widzą tam wagony ze zbożem. Sprawka przyznaje, że składy tam rzeczywiście są. Podaje jednak: "Niektórzy mogli odnieść błędne wrażenie, że zboże dalej jedzie, ale jednoznacznie to dementuję". - Chcę wyjaśnić, że tam jest kilkaset wagonów ze zbożem, które wjechały na teren Polski, ale nie weszły w procedurę odprawy celnej. One tam stoją, nie są jeszcze cofnięte na Ukrainę, ponieważ strona ukraińska nie jest w stanie jeszcze ich z powrotem przyjąć - wyjaśnia Lech Sprawka.
I tłumaczy, że gdy po torach jadą pociagi z innym towarem, może się zdarzyć, że "zachodzi konieczność przetaczania tych składów ze zbożem - są przetaczane w jedną stronę, a potem - po puszczeniu danego pociągu - wagony wracają z powrotem poza obszar odprawowy".
Wojewoda podkreśla, że cieszy go porozumienie z Ukrainą w sprawie tranzytu zboża, który ma ruszyć 21 kwietnia. - Cieszę się, że tranzyt będzie możliwy - mówi nasz rozmówca, choć jednocześnie przyznaje, że do tej pory tranzytem jechała tylko niewielka część ukraińskiego ziarna. Wojewoda liczy, że teraz - przy zaostrzonych przepisach - to się zmieni. Jak mówi, ma też ogromną nadzieję, że jak najszybciej uda się upłynnić zboże, które zalega obecnie w polskich magazynach i silosach tak, by przed żniwami magazyny były puste i by można było skupować nowe zboże od rolników.
Co na to rolnicy?
Rolnicy mówią jednak coś zupełnie innego. - Samo przywrócenie tranzytu nie zmieni sytuacji. To znów będzie pretekst dla tych, którzy będą kombinowali, szukali bocznych rozwiązań, by to zboże z Ukrainy jednak na nasz rynek wprowadzać. Dlatego to, czego my się domagamy, to przywrócenie cła. To jest jedyne rozwiązanie. Dlatego dziś, słysząc te wszystkie zapewnienia władzy, mówię jasno - dla nas obraz tego wszystkiego pozostaje taki sam - powiedział w środę w Hrubieszowie lider Agrounii Michał Kołodziejczak.
Czy jest szansa na choć częściowe przywrócenie cła na zboże i inne produkty z Ukrainy? Wydaje się, że tak. Rzeczniczka Komisji Europejskiej w Brukseli Dana Spinant przekazała w środę dziennikarzom, że Komisja rozważa "podjęcie działań zapobiegawczych w sprawie obowiązujących zasad handlu zbożem". - Dotyczyć będą w szczególności pszenicy, kukurydzy, słonecznika i rzepaku - wskazała, choć nie sprecyzowała, czy chodzi o przywrócenie ceł.