Rolnicy przyszli na sesję sejmiku w Lubelskiem. Doszło do awantury
Radni Polskiego Stronnictwa Ludowego chcieli przyjąć stanowisko wyrażające "stanowcze zaniepokojenie utrzymującą się dramatyczną sytuacją w rolnictwie, w szczególności w sektorze produkcji zbóż, kukurydzy i rzepaku".
"Rolnicy w dalszym ciągu mają ogromne trudności ze sprzedażą zmagazynowanych zbóż, a proponowane ceny stanowią kolejny cios w ich egzystencję" - napisali radni. Stanowiska jednak nie przyjęto - nie zgodziła się większość z Prawa i Sprawiedliwości.
Głosowanie poprzedziła burzliwa dyskusja z udziałem samych rolników. Pytali radnych PiS m.in. o wtorkowe głosowanie w Parlamencie Europejskim nad przedłużeniem bezcłowego handlu zbożami i artykułami spożywczymi z Ukrainy. Europosłowie PiS zagłosowali za tym, by bezcłowy status quo utrzymać (europoseł Patryk Jaki tłumaczył, że w jego przypadku doszło do pomyłki).
- Od początku kryzysu na rynku zbóż, jako Agrounia, walczymy o to, by przywrócić cła w handlu z Ukrainą. Była o tym mowa m.in. na obradach "okrągłego stołu" w sprawie rolnictwa, zwołanego jeszcze przez poprzedniego ministra Henryka Kowalczyka. I co? Jak przyszło do głosowania, PiS poparł utrzymanie bezcłowego handlu - mówił Jarosław Miściur, rolnik z lubelskiej Agrounii.
Na to samo zwracali uwagę politycy PSL. - Parlament Europejski przegłosował prawo, które - co najmniej na kolejny rok - znosi wszelkie bariery celne na wszelkiego rodzaju artykuły rolne z Ukrainy. Wszyscy europosłowie PiS głosowali za tym prawem. Dlaczego o tym mówię? Bo słyszymy w Polsce wielkie lamenty ze strony polityków PiS, że kryzysowi winna jest Unia Europejska. Podczas gdy europosłowie, w tym nasi lubelscy, głosowali za tym, by zostało tak jak do tej pory, czyli bez ceł - mówił Daniel Słowik z Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Rolnikom na sesji sejmiku odpowiedział wicemarszałek Lubelszczyzny Michał Mulawa. - Trzymajmy się faktów. Wczorajsze głosowanie było konieczne do tego, by od 5 czerwca dalej były cła na zboże z Ukrainy w pięciu europejskich państwach. Proszę nie używać demagogii i po prostu nie kłamać - grzmiał Mulawa.
Na odpowiedź nie musiał długo czekać. - Co pan opowiada? W Polsce obowiązuje cło na zboże z Ukrainy? (...) Przecież to zupełnie nie wygląda tak, jak pan to przedstawia - kontrował Andrzej Waszczuk z lubelskiej Agrounii.
Krytyczne głosy rolników
Głos zabierali też inni rolnicy. - Jeszcze trzy czy cztery miesiące temu myśleliśmy, że nie będzie aż tak źle. Niestety, dziś w Zamościu pszenicę sprzedaje się już poniżej 700 złotych i to oczywiście tam, gdzie jest ona w ogóle kupowana. Bo magazyn Elewaru, czyli Zamojskie Zakłady Zbożowe, wstrzymały skup. Nie mają miejsca - mówił Marcin Sobczuk, rolnik spod Zamościa.
Jak dodał, oprócz pracy na roli, sam też prowadzi niewielki skup zboża. - Telefony od rolników się urywają. Już nawet nie pytają o cenę, tylko czy w ogóle skupuje i czy wystawię fakturę - opowiadał Sobczuk.
- Sytuacja na rynku jest naprawdę trudna. Cena poniżej 800 złotych jest poniżej kosztów produkcji. Rozwiązaniem systemowym mogło być przywrócenie ceł, ale na tym nikomu, jak widać, nie zależy - mówił Jarosław Miściur. - Jest straszny chaos informacyjny. Nikt nie wie, jak to wygląda. Czy można wwozić zboże do Polski, w zaplombowanych tirach? To jest totalna porażka - dodał Andrzej Waszczuk z Agrounii.
- Na początku tej całej dyskusji trzeba było nam, rolnikom, wyjść z tej sali. Bo wy nas nawet nie chcecie słuchać. Gdybyście chcieli słuchać, to byście byli u nas w grudniu, styczniu, lutym, zapytać się, porozmawiać, a nie krzyczeć, że pazerni chłopi mają traktory za milion złotych i nie wiadomo, czego chcą - grzmiał Marcin Sobczak.
W podobnym tonie wypowiadał się Arkadiusz Zaniewicz z OPZZ Rolników Indywidualnych, który prowadzi gospodarstwo z bratem. - Sytuacja, z którą mamy obecnie do czynienia, powoduje zachwianie płynności finansowej rolników. Już dziś w wielu domach ta płynność jest utracona. Przy obecnych kosztach i inflacji to wszystko będzie pogłębiało problemy i prowadziło do upadłości gospodarstw rodzinnych - dodał Zaniewicz.