,
Obserwuj
Lubelskie

Napisał książkę o zbrodni dokonanej przez Polaków. Środki dołożyło ministerstwo. "Nie uwierzyłem"

5 min. czytania
06.06.2023 13:34
Historyk dr Mariusz Zajączkowski napisał książkę o tragicznych zdarzeniach w Wierzchowinach na Lubelszczyźnie w 1945 roku. Projekt został sfinansowany przez ministerstwo Przemysława Czarnka. - Byłem prawie pewien, że z uwagi na temat, szansa na to, że dostanę pieniądze, stanowi zaledwie ułamek procenta. Przyznam, że gdy otrzymałem ten grant, to nie uwierzyłem - mówi historyk z Lublina.
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Do zbrodni we wsi Wierzchowiny i jej przysiółku o nazwie Wesołówka doszło 6 czerwca 1945 roku. Stali za nią partyzanci z lubelskiego zgrupowania Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych, pod dowództwem kapitana Mieczysława Pazderskiego, który działał pod pseudonimem 'Szary'. Tego dnia na podstawie wytycznych 'góry', czyli Komendy Ziem Wschodnich i Komendy Okręgu XVI NSZ (Lublin), partyzanci 'Szarego' dokonali mordu na nie mniej niż 194 Ukraińcach, w tym 78 kobietach i 44 dzieciach. Już wcześniej, od przełomu lutego i marca 1945 roku, na wschodniej Lubelszczyźnie były odnotowywane wrogie wystąpienia NSZ wobec ludności ukraińskiej, które nasiliły się w kwietniu i maju tego roku.

6 czerwca do Wierzchowin i Wesołówki wkroczyła grupa około 300 partyzantów z Pogotowia Akcji Specjalnej NSZ. - Do wioski wchodzą ludzie w mundurach Wojska Polskiego. Mieszkańcy, w znakomitej większości pochodzenia ukraińskiego, potraktowali ich jako żołnierzy wracających z frontu i powitali kwiatami. Generalnie nikt się nie spodziewał, że ludzie, którzy pojawili się w Wierzchowinach, mają jakieś złe zamiary - opowiada TOK FM dr Mariusz Zajączkowski z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

- O tym, co się tam wydarzyło, wiemy na podstawie wielu źródeł. Mówią o tym dokumenty wytworzone przez samych sprawców, czyli NSZ. Ponadto są materiały Stronnictwa Narodowego, komunistycznego aparatu represji [NKWD i UB], dokumenty podziemia poakowskiego [DSZ i WiN] i ukraińskiego [OUN-B], zeznania osób odpowiedzialnych za proces decyzyjny, który doprowadził do akcji na Wierzchowiny - aresztowanych oficerów KZW i KO XVI NSZ - i bezpośrednich jej uczestników - partyzantów 'Szarego'. Są też relacje naocznych świadków Polaków i Ukraińców, w tym m.in. niedoszłych ofiar ukraińskich, bo były osoby, które przeżyły ten mord - wyjaśnia Zajączkowski.

'Partyzanci przebywali we wsi kilka godzin - co do tego faktu żaden z badaczy nie ma wątpliwości' - pisze Zajączkowski w swojej książce. I przytacza w niej m.in. raport sytuacyjny 'Szarego' z 9 czerwca 1945 roku do szefa PAS Okręgu Lubelskiego NSZ, Zygmunta Wolanina 'Zenona'. Znalazła się w nim 'informacja o zabiciu 194 osób narodowości ukraińskiej oraz wymknięciu się kilkunastu z okrążenia. W dalszej części dokumentu czytamy, że 'Wierzchowiny były najbliższą i zarazem pierwszą z kilku ukraińskich wsi, (...) które miał spotkać ten sam los (...). W świetle cytowanego raportu zgodnie z rozkazem Komendy Okręgu Lublin głównym celem partyzantów nie było jedynie wykonanie wyroków śmierci na kilkunastu miejscowych aktywistach komunistycznych, ale pacyfikacja ukraińskich wiosek przeprowadzana z rozmysłem i planowo (...)' - pisze dr Zajączkowski.

'Nie można rozmywać odpowiedzialności'

Historyk obala w książce mity dotyczące wierzchowińskiej akcji NSZ. Jak mówi, nie można rozmywać odpowiedzialności i twierdzić, że NSZ - owszem - zabił, ale tylko garstkę ludzi, a za dalszą zbrodnią stał ktoś zupełnie inny, że doszło do prowokacji.

- Źródła pokazują jednoznacznie, że w Wierzchowinach dokonano zbrodni na całej wsi. Nie była to zbrodnia przypadkowa. Ona była zwieńczeniem pewnego procesu, który zaczął się na początku 1945 roku. W Polsce wyobrażonej przez polskich nacjonalistów miało nie być miejsca po wojnie dla mniejszości narodowych - Ukraińców, Żydów, Niemców. Powojenna Polska miała być państwem homogenicznym narodowo. Dlatego Wierzchowiny były apogeum tego procesu na wschodniej Lubelszczyźnie. Ukraińcy, którzy tam zginęli, byli cywilami. Znamy nazwiska ofiar akcji NSZ, w znakomitej większości - osób wyznania prawosławnego, ale też grupy badczy Pisma Świętego - dodaje Zajączkowski.

Mariusz Zajączkowski, 'Wierzchowiny 1945. Fakty i mity, współczesne dyskursy historyczne i spory interpretacyjne o sprawstwo zbrodni i Narodowe Siły Zbrojne', Instytut Studiów Politycznych PAN
Mariusz Zajączkowski, 'Wierzchowiny 1945. Fakty i mity, współczesne dyskursy historyczne i spory interpretacyjne o sprawstwo zbrodni i Narodowe Siły Zbrojne', Instytut Studiów Politycznych PAN
materiały wydawnictwa

Książka 'Wierzchowiny 1945' została niemal w całości sfinansowana z programu 'Doskonała nauka', z pieniędzy Ministerstwa Edukacji i Nauki. - Złożyłem dokumenty, które były wymagane, aby ubiegać się o grant. Przedłożyłem też do oceny pierwszą wersję maszynopisu. I ta wstępna wersja mojej książki została pozytywnie zaopiniowana przez nieznanych mi recenzentów, co świadczy ewidentnie o tym, że ktoś podszedł obiektywnie do tego zagadnienia - mówi Zajączkowski.

I przyznaje, że na ten grant nie liczył. - Gdy składałem wniosek grantowy, byłem prawie pewien, że z uwagi na temat, szansa na to, że dostanę pieniądze z tego programu, stanowi zaledwie ułamek procenta. Okazało się, że się myliłem. I przyznam, że gdy dostałem informację, że otrzymałem ten grant, to w nią nie uwierzyłem - dodaje historyk z Lublina.

Książka nie wpisuje się bowiem w politykę historyczną rządzących, którzy - niemal nagminnie - zaprzeczają zbrodniom dokonanym przez Polaków, m.in. na Żydach. W jednym z wywiadów minister nauki Przemysław Czarnek stwierdził: 'Jako szef polskiego MEiN nie będę finansował żadnych badań, które będą miały na celu szkalowanie dobrego imienia Polaków'. Odniósł się w ten sposób do badań prowadzonych nad zagładą przez prof. Barbarę Engelking i jej zespół.

- Książka jest zwieńczeniem moich wieloletnich badań. Jest ukłonem w stronę niewinnych ofiar, polskich obywateli narodowości ukraińskiej, oddaniem im należnego szacunku. W książce chciałem również pokazać, w jaki sposób apologeci NSZ dokonują manipulacji faktami i źródłami, jedynie po to, aby na siłę wybielić NSZ ze zbrodni, z której polskich nacjonalistów wybielić się nie da - dodaje rozmówca TOK FM.

Co ważne, książka będzie niebawem dostępna w wersji online, bezpłatnie. - To był warunek grantu. Książka jest wydana w niedużym nakładzie kilkuset egzemplarzy, ale po pół roku od wydania papierowego ma się ukazać w pliku pdf w internecie. I będzie ogólnodostępna. Zresztą, wersja papierowa też jest przekazywana za darmo, gdyż z racji tego, że została sfinansowana przez ministerstwo - instytut PAN nie sprzedaje tej książki, tylko może ją wręczać każdemu zainteresowanemu - tłumaczy dr Zajączkowski.

Inna zbrodnia na Ukraińcach i narracja Przemysława Czarnka

Kilka lat temu głośno było o zbrodni na Ukraińcach w Sahryniu, gdzie w 1944 roku polskie podziemie zabiło ponad 600 osób. Szef Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie na uroczystościach w 2018 roku powiedział m.in.: 'Ta zbrodnia przeciwko ludzkości została popełniona przez członków narodu polskiego - partyzantów Armii Krajowej, będących żołnierzami polskiego państwa podziemnego'. Dodał, że trzeba mieć nadzieję, że 'trudna przeszłość przestanie być przeszkodą w budowaniu dobrych relacji między narodami polskim i ukraińskim, między Polską i Ukrainą'.

Przemysław Czarnek, który był wtedy wojewodą lubelskim, uznał, że zorganizowanie uroczystości w Sahryniu w rocznicę Rzezi Wołyńskiej było 'prowokacją' i 'hucpą'. Zawiadomił nawet prokuraturę, ale śledztwo ostatecznie umorzono. Uznano, że szef Towarzystwa Ukraińskiego nie znieważył narodu polskiego.