Pomoc w aborcji, której nie było. Jest prawomocny wyrok w głośnej sprawie ginekologa z Radomia
Głośna sprawa ginekologa z Radomia. Co się wydarzyło?
To była bardzo głośna sprawa. Dotyczyła znanego lekarza z Radomia Sławomira W. Lekarz na co dzień pracował na oddziale ginekologiczno-położniczym miejskiego szpitala. Pod koniec maja 2019 roku został zatrzymany w swoim prywatnym gabinecie. Mniej więcej rok później prokuratora oskarżyła go o popełnienie przestępstwa związanego z udzieleniem pomocy ciężarnej w przerwaniu ciąży oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentacji pacjentki.
Lekarz wpisał, że zgłosiła się z dolegliwościami bólowymi, nie wspominając, że była w ciąży. Odpowiadał m.in. z art. 152 paragraf 2 Kodeksu karnego, który mówi, że 'Kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3'.
Do aborcji nie doszło
Wiadomo, że ostatecznie do przerwania ciąży nie doszło, choć lekarz przyjął za to 4 tys. złotych. Gdy zabieg miał się rozpocząć, do gabinetu wkroczył detektyw, a potem policja. Kobieta utrzymywała, że zabieg miał się odbyć wbrew jej woli, dlatego poprosiła o pomoc detektywa.
- Ta pomoc w przerwaniu ciąży miała polegać na poinformowaniu pacjentki i udzieleniu jej rady co do możliwości i sposobu wykonania zabiegu. Lekarz następnie umówił kobietę na zabieg terminacji ciąży na konkretny dzień, przyjmując jednocześnie korzyść majątkową w wysokości 4 tys. złotych - informowała prokurator Beata Galas z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Co zdecydował sąd?
W I instancji sąd skazał lekarza na rok więzieniu w zawieszeniu na trzy lata. Sąd zdecydował też o przepadku korzyści majątkowej na rzecz Skarbu Państwa. Nie poznaliśmy uzasadnienia tamtej decyzji, bo cały proces toczył się za zamkniętymi drzwiami.
W środę (26 marca) Sąd Apelacyjny w Lublinie podtrzymał wyrok z pierwszej instancji. Teraz jest to już rozstrzygnięcie prawomocne. Również tutaj sąd nie zgodził się na wysłuchanie przez dziennikarzy uzasadnienia decyzji. Oprócz kary więzienia w zawieszeniu lekarz ma również zapłacić na rzecz Skarbu Państwa 2 tys. złotych tytułem kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze.
Ani lekarza, ani jego obrońcy nie było na ogłoszeniu wyroku. Nie stawili się też przedstawiciele Ordo Iuris, którzy brali udział w tym procesie jako strona społeczna.