,
Obserwuj
Lubelskie

Rolnicy w kłopocie. Liczyli na pomoc, ale grad nastąpił... za wcześnie

4 min. czytania
29.04.2025 15:25
Komisje odpowiedzialne za szacowanie strat rolnikow i sadowników ruszyły w teren. Sprawdzają, jaka jest skala zniszczeń po ostatnich wichurach i przymrozkach. Na Lubelszczyźnie są miejsca, gdzie grad i wichury uszkodziły nawet do 100 procent upraw. Tak jest m.in. w gminie Tarnogród.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
  • Rolnicy z Lubelszczyzny liczą straty po niebezpiecznych zjawiskach atmosferycznych nad regionem;
  • Pierwsze komisje do liczenia strat właśnie ruszyły w teren, ale wypłat nie ma co spodziewać się szybko;
  • Część rolników miała ubezpieczone uprawy, ale w umowach z ubezpieczycielami zapisano, że dotyczą one niekorzystnych zjawisk atmosferycznych, które wystąpią dopiero po 1 maja. A do gradobicia doszło 18 kwietnia.

Najpierw silne burze, gradobicia i wichury, zaraz potem znów przymrozki - pogoda w ostatnim czasie mocno dawała się rolnikom we znaki, szczególnie na Lubelszczyźnie. Trwa szacowanie strat, ale rolnicy boją się, że to nie koniec pogodowych "niespodzianek". I przypominają, że często przymrozki - i związane z nimi problemy - pojawiają się w ramach tzw. zimnej Zośki, która wypada 15 maja, czyli w imieniny Zofii.

Gdzie odnotowano największe straty?

Duże straty - po ubiegłotygodniowym gradobiciu - odnotowano w gminie Tarnogród w powiecie biłgorajskim. Chodzi w szczególności o zniszczone uprawy rzepaku i porzeczki. Niektórzy rolnicy stracili większość tego, co mieli na polach. Inni dopiero co zasiali, a woda zabrała całą ich pracę.

Na terenie gminy działają już pierwsze komisje, które podliczają straty. - Mamy ponad 160 wniosków od rolników tylko z naszej gminy. Komisje działają. Zwróciliśmy się do mieszkańców, by te konkretne szkody zgłaszali do 2 maja, żeby jak najszybciej zakończyć szacowanie i protokoły wysłać do wojewody - mówi burmistrz gminy Paweł Dec. To jednak niewiele zmieni, bo wojewoda czeka na tego typu dokumenty od komisji ze wszystkich gmin. Dopiero gdy one wpłyną i zostaną podsumowane, będzie można wypatrywać pierwszych wypłat.

Burmistrz Tarnogrodu Paweł Dec napisał w tej sprawie do ministra rolnictwa. Wskazał, że choć gradobicie trwało tylko 20 minut, spowodowało duże straty w uprawach i w gospodarstwach rolnych. Zwłaszcza w miejscowościach Luchów Górny, Tarnogród i Wola Różaniecka. Chciał wiedzieć, czy można liczyć na wsparcie szybciej. "Bardzo proszę o potraktowanie sprawy jako pilnej, aby rolnicy mogli przystąpić po oszacowaniu szkód do ponownych zasiewów" - napisał Dec. Zasiewów, na które dziś często nie ma pieniędzy.

Pryszczyca w Polsce? To od nich wiele zależy. 'Lepiej nie kusić się na promocje'

Dodatkowego wsparcia dla rolników nie będzie

W odpowiedzi wiceminister rolnictwa Stefan Krajewski wskazał, że na ten moment rolnicy nie mają co liczyć na dodatkowe wsparcie. "Informuję, iż podstawową formą pomocy dla producentów rolnych, którzy ponieśli straty spowodowane niekorzystnymi zjawiskami klimatycznymi, są ubezpieczenia upraw rolnych" - napisał. Wskazał również, że można liczyć z tego tytułu na dopłaty państwa do składek związanych z ubezpieczeniem.

I to pojawia się problem. Bo - jak mówi burmistrz Paweł Dec - część rolników miała ubezpieczone np. uprawy rzepaku, ale w umowach z ubezpieczycielami zapisano, że dotyczą one niekorzystnych zjawisk atmosferycznych, które wystąpią dopiero po 1 maja. A do gradobicia doszło 18 kwietnia.

- Prawo nie nadąża za zmianami klimatu. Z reguły takie deszcze nawalne czy gradobicia zaczynały się od maja, a tu mamy ogromne problemy już w kwietniu. Zmiany klimatu są oczywiste i dają się rolnikom we znaki. A trzeba podkreślić, że w rolnictwie te dwa tygodnie to jednak sporo, choćby dla wegetacji roślin - mówi TOK FM Paweł Dec.

Straty na miliony. "Trzymamy kciuki, że pogoda będzie łaskawsza"

Szkody są także w innych rejonach Lubelszczyzny. Ostatnie weekendowe przymrozki dały się we znaki sadownikom m.in. z gminy Łaziska. - Ucierpiały głównie owoce pestkowe: czereśnia, wiśnia, śliwka. Im teren niżej położony, tym uszkodzenia drzew owocowych są większe - mówi TOK FM dyrektor Wydziału Środowiska i Rolnictwa w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie Paweł Turczyn.

Jak dodaje, rolnicy z Lubelszczyzny już przed rokiem bardzo odczuli skutki mrozów i gradobicia - w części gospodarstw te niebezpieczne zjawiska pogodowe zniszczyły nawet 90 procent upraw. - Wydaje nam się, że takiego ryzyka w tym momencie nie ma. Ale jesteśmy jeszcze przed majówką, przed tzw. zimną Zośką, wszyscy pamiętamy, jak to wyglądało przed rokiem - mówi Turczyn. I przypomina, że rok temu straty w Lubelskiem wyniosły w sumie ponad 110 milionów złotych.

Jak będzie w tym roku? - Jesteśmy dopiero na początku sezonu, więc o łącznej liczbie strat będziemy mogli mówić na przełomie września i października. Ale komisje są powoływane. Robi to wojewoda - na wniosek wójta. Mamy tam przedstawiciela gminy, ale też fachowców z Izby Rolniczej czy Ośrodka Doradztwa Rolniczego. Komisje sporządzają protokoły o stratach. Powiem tylko, że sam rok 2024 przyniósł nam ponad 14 tysięcy takich protokołów, także skala jest bardzo duża - podsumowuje dyrektor Wydziału Rolnictwa od wojewody lubelskiego.