14 takich rodzin i ani jedna więcej. Koniec z limitami w pieczy zastępczej?
- Na miejsce w pieczy zastępczej czeka obecnie w Lublinie około 20 dzieci;
- Miasto ma w sumie 330 rodzin zastępczych, ale tylko 11 zawodowych. Limit tych drugich - ustalony przez radę miasta - wynosi 14;
- Szykują się zmiany w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej;
- Jedną z rzeczy, która ma się zmienić, będą właśnie limity;
- Ministerstwu Rodziny zależy też m.in. na rozwoju usług asystenckich.
14 - taki limit zawodowych rodzin zastępczych ustalili na ten rok radni Rady Miejskiej Lublina. Na dziś w mieście jest 11 takich rodzin, więc - teoretycznie - można stworzyć jeszcze tylko trzy. Limity są ustalane w wielu samorządach w Polsce, zresztą zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami. Samorządy wpisują je do tzw. Programu wspierania rodziny i rozwoju systemu pieczy zastępczej.
Magdalena Pakuła - wicedyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie - przyznaje, że gdyby zgłosiły się dodatkowe osoby na rodziców zastępczych, mógłby pojawić się problem. Trzeba byłoby prosić władze miasta o zwiększenie limitu i dodatkowe pieniądze na zatrudnienie kolejnych rodziców. Na dziś takiego problemu nie ma, bo kandydatów na rodziny zastępcze niestety też nie ma zbyt wielu.
Limity to problem, na który od dawna zwracało uwagę wielu społeczników z organizacji pozarządowych. Od dawna mówili, że powinny one zniknąć. Mówił też o tym w trakcie posiedzenia jednej z sejmowych komisji Michał Guć, wicedyrektor Departamentu Demografii w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Dziś w rozmowie z TOK FM przyznaje, że - po zmianach prawa - limity znikną. - Rozwijanie pieczy rodzinnej jako priorytet naszego państwa stoi w absolutnej sprzeczności z tym, że samorząd ma określać limit rodzin zastępczych zawodowych. Chcemy z tego wymogu zrezygnować - mówi nam Guć.
Lublin szuka kandydatów na rodziców zastępczych, ale nie tylko
W Lublinie jest w sumie 330 rodzin zastępczych i trzy rodzinne domy dziecka. - Mogłoby się wydawać, że tych rodzin zastępczych jest bardzo dużo, natomiast dominują - tak jak w całym kraju - rodziny zastępcze spokrewnione, czyli stworzone przez dziadków, pradziadków czy rodzeństwo danego dziecka. Nam szczególnie zależy na tworzeniu rodzin zastępczych zawodowych, których dziś mamy 11. Chcielibyśmy mieć ich więcej - przyznaje dyrektor Magdalena Pakuła.
Na miejsce w pieczy zastępczej czeka obecnie w Lublinie około 20 dzieci, ale nie ma gdzie ich na ten moment umieścić. - Oczywiście mamy też telefony z innych powiatów, z innych rejonów Polski, z pytaniami, czy przyjmiemy jakieś konkretne dziecko albo całe rodzeństwo. Nie ma tygodnia, by nie było tego typu wiadomości. Na dziś u nas nie ma jednak żadnego wolnego miejsca. Czekają też nasze dzieci, z Lublina - rozkłada ręce nasza gościni.
Lublin w najbliższych miesiącach chce utworzyć placówkę dla dzieci ze specjalnymi potrzebami - chorych i z niepełnosprawnościami. Miasto musiało wystąpić w tej sprawie o zgodę do Rzeczniczki Praw Dziecka. - Przyznam, że dość długo na taką zgodę czekaliśmy, ale już ją mamy. Mamy też już miejsce na nową placówkę, także niebawem przystąpimy do działania - mówi dyrektor Pakuła.
Zmiany w pieczy zastępczej
Dobiegają końca prace nad ustawą o wsparciu rodziny i pieczy zastępczej. Z naszych informacji wynika, że projekt jest już prawie gotowy. To będzie ok. 60 stron poprawek i zmian do dotychczas obowiązującego dokumentu, który prawdopodobnie już w najbliższych tygodniach trafi do tzw. prekonsultacji. Wcześniej przez wiele miesięcy pracowały nad nim ministerialne zespoły, w składzie których byli m.in. społecznicy działający na rzecz dzieci, prawnicy czy samorządowcy.
Część samorządów nie realizuje zadań, które nakłada na nich prawo - nie chcą tworzyć rodzin zastępczych. Wychodzą z założenia, że najprościej jest dla nich umieścić dziecko w placówce, bo dzięki temu ludzie mają pracę i nie ma rodzin rodzin zastępczych, które trzeba byłoby kontrolować.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chce premiować te gminy czy powiaty, które zmienią podejście do tego tematu. Kluczowe jest m.in. zatrudnianie asystentów pracujących z rodzinami, w których jest problem - alkoholowy lub jakikolwiek inny.
- Ta praca, którą wykonałaby gmina (...) to czysta oszczędność dla całego systemu i tak naprawdę wielka inwestycja w dziecko. A chodzi tu właśnie o dzieci, które czekają na dom, na rodzinę - mówi wiceministra rodziny Aleksandra Gajewska. - Na pewno kwestie finansowe są tu - z perspektywy samorządów - kluczowe. Nie mamy złudzeń i wokół tych mechanizmów koncentrujemy swoją uwagę - dodaje w rozmowie z TOK FM.
Dziś za dziecko umieszczone w placówce w pierwszym roku jego pobytu gmina płaci tylko 10 procent (czyli ok. 800 zł, bo pobyt kosztuje ok. 8000 zł), w drugim - 30 procent, a w trzecim - 50 procent. To ma się zmienić, a obciążenia finansowe dla gmin będą większe.
- Gmina powinna od samego początku uczestniczyć w partycypowaniu w tych kosztach po to, by mobilizować się do pracy z rodziną - by dzieci nie trafiały do pieczy zastępczej - mówi dyrektor Michał Guć.
Ministerstwu zależy na rozwoju usług asystenckich - by taki asystent mógł jak najwięcej pracować z rodziną z problemami i w efekcie - by syn czy córka takich rodziców ostatecznie mógł z nimi pozostać. - Czasem to odebranie dziecka jest wstrząsem i można po tym budować pozytywny scenariusz. Rodzice mobilizują się i dziecko do nich wraca. I do tego dążymy. Natomiast jeśli dziecko nie może wrócić do rodziny naturalnej, to na pewno lepsze dla niego jest umieszczenie go w rodzinie zastępczej niż w instytucji, gdzie wychowawcy zmieniają się co osiem godzin - tłumaczy Guć.
Co będą musiały zmienić samorządy?
Po zmianach, samorządy - uchwalając swoje "Programy wspierania pieczy zastępczej" będą zobowiązane dokładnie wskazać radnym z gminy czy powiatu, ile kosztuje ich utrzymanie dziecka w rodzinie zastępczej, a ile w instytucji. Teraz takiego obowiązku nie ma i radni często nie mają świadomości, dlaczego warto odchodzić od instytucji na rzecz rodzin, w tym rodzin zastępczych.
- Staramy się w tej nowelizacji dowartościować pieczę rodzinną po to, by więcej osób decydowało się na taką rolę, by rodzice zastępczy mieli lepsze warunki do działania, by większy odsetek dzieci mógł znaleźć swoje miejsce właśnie w rodzinach zastępczych - wyjaśnia Michał Guć. Wtóruje mu wiceministra Gajewska. - Stworzenie dziecku warunków do funkcjonowania w dobrej, sprawnie funkcjonującej rodzinie jest tylko korzyścią dla dziecka. Dlatego chcę, by ten system zwrócił się w kierunku dziecka, żeby to dziecko widział, widział jego potrzeby i jego funkcjonowanie - przekonuje. Dziś na miejsce w pieczy w całej Polsce czeka ponad 1500 dzieci.