,
Obserwuj
Lubelskie

Ile można zarobić w komisji wyborczej? "Musieliśmy przeprowadzić 188 losowań"

4 min. czytania
12.05.2025 14:46
Ogromne jest zainteresowanie pracą w komisjach wyborczych w Lublinie. Na 1935 miejsc zgłosiło się ponad 2500 kandydatów. Trzeba było przeprowadzić losowania. Wyjątkowo dużo osób pobiera też zaświadczenia o prawie do głosowania. Urzędnicy przewidują, że szykuje się rekord pod tym względem.
|
|
fot. Wojciech Olkusnik/East News
  • Pierwsza tura wyborów prezydenckich już 18 maja;
  • W miastach wisi coraz więcej plakatów wyborczych - nie wszystkie w miejscach do tego uprawnionych;
  • Komisje wyborcze są już po szkoleniach - w tym roku są pewne nowości;
  • W Lublinie jest bardzo duże zainteresowanie pobieraniem zaświadczeń o prawie do głosowania.

- Dlaczego komitet Karola Nawrockiego czy Szymona Hołowni wiesza swoje plakaty na słupach ogłoszeniowych, gdzie są informacje o koncertach czy innych wydarzeniach kulturalnych? - pyta pan Wojciech, który napisał do nas w tej sprawie. W jego ocenie to nie jest miejsce na politykę. Ale okazuje się, że - zgodnie z decyzją miejskich urzędników - na tych słupach można umieszczać również plakaty wyborcze. Całkowicie za darmo. I część kandydatów aktywnie z tej możliwości korzysta.

Zupełnie inaczej wygląda kwestia zajmowania pasa drogowego. Miasto wyznaczyło konkretne tereny, na których banery czy billboardy kandydatów mogą być ustawiane. Wnioski składa się w Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego w Lublinie. Ile to kosztuje?

Obowiązują zasady komercyjne. Opłata za zajęcie pasa drogowego wynosi 45 groszy za metr kwadratowy powierzchni za dobę, przy czym liczona jest rzeczywista wielkość takiej reklamy wyborczej (jeśli reklama jest obustronna, opłata jest naliczana podwójnie). Do tego doliczana jest też dodatkowa opłata "za posadowienie reklam w wysokości" - to 35 groszy za metr kwadratowy za dobę na drogach wojewódzkich i 15 groszy - na drogach gminnych i powiatowych.

Banery wyborcze "stwarzają zagrożenie"? Radny interweniuje

Radny Konrad Wcisło napisał interpelację do prezydenta Lublina, wskazując na kilka lokalizacji, w których banery wyborcze mogły zostać ustawione bez uprawnień. Chodzi m.in. o skrzyżowanie ulic Węglarza i Spółdzielczości Pracy, skrzyżowanie Andersa i Spółdzielczości Pracy czy skrzyżowanie Witosa z Doświadczalną, gdzie - jak wskazał radny - baner Karola Nawrockiego ustawiono prawie na przystanku, "stwarzając zagrożenie dla oczekujących pasażerów".

Każdy taki przypadek jest sprawdzany. Po mieście jeżdżą kontrolerzy z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Weryfikują, czy banery stoją we właściwych miejscach. Robią zdjęcia i całą dokumentację, ale też mierzą, czy mają taką wielkość, jaką poszczególne komitety zgłosiły w swoich wnioskach. Jeśli reklamy są większe, komitety dostają wezwanie do wniesienia dodatkowych opłat.

Są też przypadki umieszczenia reklam w miejscach niedozwolonych. Wtedy, zgodnie z przepisami, mogą być nakładane kary. Nie dzieje się to jednak z dnia na dzień, bo wszczynane jest postępowanie administracyjne, które musi trochę potrwać. - Przy czym, jeśli materiały wyborcze są umieszczone w miejscu, w którym mogą one powodować zagrożenie w ruchu drogowym, wówczas jest możliwość ich usunięcia w trybie natychmiastowym. I to się dzieje. Natomiast jeśli jest to odsunięte i nie zagraża bezpieczeństwu w ruchu, to wtedy podejmowane jest postępowanie wyjaśniające. Przy czym kary to jest dziesięciokrotność tego, co wynikałoby z normalnego zajęcia pasa drogowego - tłumaczy Łukasz Mazur, pełnomocnik prezydenta Lublina do spraw wyborów.

Komisje już po szkoleniach. Ile można zarobić?

W Lublinie nie brakowało chętnych do pracy w komisjach wyborczych. Na 1935 miejsc zgłosiło się ponad 2500 kandydatów. Za pracę w komisji jej członek dostaje 500 zł, zastępca przewodniczącego - 600 zł, a przewodniczący - 700 zł. - Mamy w Lublinie 217 komisji wyborczych. By wybrać ich członków, musieliśmy przeprowadzić 188 losowań, tylu mieliśmy chętnych - mówi Łukasz Mazur.

Komisje są już po szkoleniach, w tym roku - by było szybciej i sprawniej - odbyły się one w hali Międzynarodowych Targów Lubelskich. Są też już wybrani przewodniczący komisji i ich zastępcy. Nowością, o której mówiono na szkoleniach - jest kwestia aplikacji mObywatel i specjalnego kodu QR. Chodzi o to, że w trakcie głosowania wyborca może się wylegitymować dowodem czy prawem jazdy ze zdjęciem, ale też może pokazać aplikację mObywatel w swoim smartfonie. Co kluczowe, samo okazanie aplikacji nie wystarczy - komisja poprosi nas o zeskanowanie specjalnego kodu QR, by sprawdzić, czy my to my i czy mamy prawo głosowania właśnie w tym miejscu.

Duże zainteresowanie zaświadczeniami na wybory. Będzie rekord?

W Lublinie jest bardzo duże zainteresowanie pobieraniem zaświadczeń o prawie do głosowania. Jak przekazała TOK FM Dorota Pedrycz-Guzek, kierownik Referatu Ewidencji Ludności, wszystko wskazuje na to, że pobity zostanie rekord z ostatnich wyborów parlamentarnych. Wtedy lublinianie i lublinianki pobrali blisko 2 tysiące zaświadczeń - na dziś pobrano ich już ponad 1900, a można je dostać do czwartku 15 maja włącznie.

Zaświadczenie uprawnia nas do głosowania w dowolnym miejscu w Polsce, ale też za granicą. Co ważne, dostajemy od razu dwa zaświadczenia, na dwie tury wyborów. Nie można ich zgubić, bo urząd nie wydaje duplikatów. Część osób, które zgłaszają się po zaświadczenie, mówi, że 18 maja będą na urlopie za granicą albo lecą na wyjazd służbowy do innego kraju. - Lecę na Maltę. Pobieram zaświadczenie, bo wiem, że mój głos ma znaczenie. Nie chcę go stracić, a wiem, że na Malcie jest komisja, więc zgłoszę się tam z zaświadczeniem i zagłosuję. Uważam, że to ważne - mówi pan Tomek, którego spotykamy w urzędzie.

Za granicą możemy głosować z zaświadczeniem, pobranym w dowolnym urzędzie w Polsce, ale nie tylko. Polki i Polacy, którzy mieszkają w Hiszpanii, USA czy innym kraju - do wtorku 13 maja - mogą się zarejestrować w systemie ewybory.msz.gov.pl. Na dziś widać, że zainteresowanie głosowaniem za granicą jest bardzo duże.

Co ważne, już widać, że są komisje, w których zarejestrowało się tak wielu wyborców, że mogą być kolejki. Te komisje w systemie ewybory podświetlają się na czerwono - w tej chwili jest ich kilkadziesiąt w różnych krajach. I tak kolejki mogą się pojawić w Cambridge, Leicester, Londynie czy Nottingham w Wielkiej Brytanii, w Sztokholmie i Goetteborgu w Szwecji, w Bazylei, Zurychu czy Genewie w Szwajcarii, jak również w Drammen czy Lillestrøm w Norwegii. Nie inaczej może być w komisjach w Amsterdamie i w Bredzie w Holandii czy w Berlinie i Darmstadt w Niemczech. Tam zarejestrowanych już jest tylu wyborców, że trzeba się nastawić na dłuższy czas oczekiwania do pobrania karty wyborczej.