,
Obserwuj
Lubelskie

"Dzwonię, by uratować wybory". Mieszkańcy pogubieni w procedurach

4 min. czytania
29.05.2025 14:04
Z jednej strony Obywatelska Kontrola Wyborów, z drugiej Ruch Ochrony Wyborów. Dwie inicjatywy stworzone przez zwolenników zwaśnionych stron politycznego sporu - PO i PiS - mobilizują się przed drugą turą wyborów prezydenckich. Cel - patrzeć się na ręce pracom komisji i nie dopuścić do żadnych nieprawidłowości.
|
|
fot. Piotr Molecki/East News
  • Do Obywatelskiej Kontroli Wyborów działającej przy KOD bardzo często dzwonią starsze osoby głosujące na PiS;
  • Numery tej organizacji pozycjonują się lepiej w Google i wyświetlają wyżej niż telefon do ROW;
  • Sporej grupie jest obojętne, do kogo się dodzwonili. Dla nich ważne jest to, by swoje wątpliwości móc komuś zgłosić;
  • Założyciel Ruchu Ochrony Wyborów Przemysław Czarnek mówi nam, że podczas drugiej tury pracom komisji wyborczych przyglądać się będzie nawet kilkadziesiąt tysięcy osób.

Obywatelską Kontrolę Wyborów stworzył Komitet Obrony Demokracji. Chodziło o to, by weryfikować sposób przeprowadzania wyborów i ich wyniki w okresie rządów PiS. Dziś władza jest inna, ale Obywatelska Kontrola Wyborów nie zniknęła. KOD działa, ma obserwatorów wyborczych w wielu komisjach w całej Polsce. Cały czas można się jeszcze zgłaszać - szczegóły są na stronie okw.info.pl.

Z drugiej strony politycznej sceny powstał Ruch Ochrony Wyborów, na czele którego stanął poseł PiS Przemysław Czarnek. 'To inicjatywa obywatelska mająca na celu zapewnienie prawidłowego przebiegu procesu wyborczego w Polsce. Celem ROW jest zaangażowanie obywateli w monitorowanie procesu wyborczego, aby zapewnić jego uczciwość i transparentność. Inicjatywa ta ma na celu przeciwdziałanie ewentualnym nieprawidłowościom wyborczym i wzmocnienie zaufania obywateli do procesu demokratycznego' - czytamy na stronie ruchu.

Wyborcy się gubią

Okazuje się, że dla wielu wyborców nie do końca jest jasne, do której organizacji zgłaszają nieprawidłowości. - Nasze numery są wysoko pozycjonowane w Google i w efekcie wielu wyborców z prawej strony dzwoniło do nas. Niejednokrotnie mówili nam, że słyszeli w Telewizji Republika, by zgłaszać, jak się zauważy coś niepokojącego. I zgłaszali: że karty miały ścięte rogi - co jest zgodne z prawem, czy że brakowało jakiejś pieczęci - opowiada Magdalena Bielska z lubelskiego Komitetu Obrony Demokracji, opiekunka Obywatelskiej Kontroli Wyborów.

Był też przypadek, gdy na numer udostępniony przez KOD zadzwoniła kobieta, która koniecznie chciała się skontaktować z posłem PiS Przemysławem Czarnkiem. - Ludzie nie do końca wiedzą, do kogo dzwonią. Mówili, że nie zdążyli zapisać numeru podawanego w Telewizji Republika, ten wyświetlił im się w internecie i dzwonią, by "uratować wybory" - tłumaczy Bielska.

- Osoby, które tak mówiły, najczęściej starsze, informowałam, że my też zajmujemy się ochroną wyborów, ale jesteśmy zupełnie inną organizacją. Co ciekawe, sporej grupie to nie przeszkadzało, dla nich ważne było to, by swoje wątpliwości móc komuś zgłosić. Ale ich opowieści w większości nie były żadnymi nieprawidłowościami, choćby sprawa tego ściętego rogu na karcie do głosowania - kończy Magdalena Bielska.

Szef Krajowego Biura Wyborczego Rafał Tkacz wyjaśniał to w czasie jednej z konferencji prasowych. - Przypominam wszystkim, którzy nadal mają wątpliwości, że prawy górny róg karty do głosowania jest ścięty i to jest procedura przez nas ustalona pod ewentualną nakładkę Braille'a dla osób niewidomych - podkreślał szef KBW.

Co na to Prawo i Sprawiedliwość?

Politycy tej partii wielokrotnie sugerowali, że będą patrzeć komisjom wyborczym na ręce, bo - ich zdaniem - może dochodzić do nieprawidłowości. Taki przekaz był też jeszcze przed wyborami w prawicowych mediach (stąd m.in. telefony od widzów Telewizji Republika, o których pisaliśmy wcześniej).

Także teraz pojawiają się sugestie, że obecna władza będzie próbowała "ukraść" czy "sfałszować" wybory. Zgłaszane są np. zastrzeżenia do ogromnej liczby osób, które zgłosiły chęć wzięcia udziału w wyborach za granicą. Pisze o tym choćby posłanka Agnieszka Wojciechowska van Heukelom.

Mówi o tym także lider Ruchu Ochrony Wyborów, Przemysław Czarnek. - Widzimy, jak to wyglądało w Rumunii. Mamy tam zwycięstwo - niespodziewane, z dużą ilością głosów z zagranicy - kandydata, który w I turze miał zaledwie 20 procent głosów. Dlatego będziemy sprawdzać bardzo dokładnie, jak to wygląda u nas (do II tury zarejestrowało się prawie 700 tysięcy Polek i Polaków za granicą - przyp. red.). Będziemy kontrolować, czy dopisywanie się do spisu wyborców i wydawanie zaświadczeń o prawie do głosowania odbywa się zgodnie z prawem. Będziemy też sprawdzać zaświadczenia wydane w konsulatach z którymi przyjeżdżają do Polski. Nie ma w tym nic dziwnego, że chcemy się temu przyjrzeć. Mamy do tego prawo - wyjaśnia Czarnek.

- Jeśli chodzi o pierwszą turę, to działanie Ruchu Ochrony Wyborów w skali od 1 do 6 oceniamy na czwórkę z plusem. To jest dobry test, przygotowujemy się intensywnie do II tury. Jest kilka rzeczy, które poprawiamy - mówi Czarnek, nie zdradzając, o jakie kwestie chodzi.

Zapowiada też, że członkowie ROW chcą przeanalizować liczbę wydanych zaświadczeń o prawie do głosowania w poszczególnych urzędach miast i gmin. - Sprawdzamy jak to się ma do liczby głosów oddanych na te zaświadczenia. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, o których słyszeliśmy przy wyborach z 2023 roku - mówi Czarnek. PiS zgłaszał wtedy mnóstwo zastrzeżeń do wyniku wyborów. Do Sądu Najwyższego wpłynęła wówczas największa od lat liczba protestów wyborczych.

Poseł Czarnek informuje, że w ramach Ruchu Ochrony Wyborów pracuje kilkadziesiąt tysięcy ludzi. - Obecność w komisjach wyborczych członków naszego ruchu działa prewencyjnie w kwestii prawidłowości przebiegu wyborów - podsumowuje Czarnek.