TikTok jest dramatem. "Zatracamy relacje z drugim człowiekiem"
- Oczywiście, czasami chat powie coś mądrego. Tylko gdzie są nasze więzi? Gdzie jest drugi człowiek? Miałam studentkę, która bardzo źle się poczuła, jest przewlekle chora. I zapytała chat GPT co ma zrobić. Dostała odpowiedź: "Szybko na SOR". Na szczęście posłuchała, pojechała do szpitala, tam straciła przytomność. Gdy się do mnie po tym zdarzeniu zgłosiła, zapytałam: "Gdzie byli twoi bliscy? Przecież nie jesteś samotną wyspą. Gdzie były przyjaciółki, twoja rodzina?" Jak my zaczniemy funkcjonować w ten sposób na jeszcze większą skalę - a obserwuję, że to w tym kierunku zmierza - to będzie jeszcze gorzej niż jest teraz - mówi Beata Lewicka, psycholożka z II LO w Lublinie, w rozmowie z TOK FM.
Chat na straży moralności
Pani Beata pamięta też inną historię, z grupą nastolatków. Zgłosiła się do niej dziewczyna, która w trakcie rozmowy przyznała, że razem z kolegami prawie stalkują jedną z nauczycielek. - Wysyłali do niej non stop jakieś powiadomienia w mediach społecznościowych, setki emotikonów. Nauczycielka zorientowała się, że coś jest nie tak i poprosiła, by przestali. Ale oni jakby nie rozumieli, że to co robią, to forma przemocy. Dla nich to była w jakimś sensie zabawa - opowiada psycholożka.
Jak dodaje, była zszokowana gdy usłyszała, że młodzież zadała pytanie chatowi GPT, czy mogą dalej robić to, co robią. - I chat im odpowiedział, że muszą natychmiast przeprosić nauczycielkę, bo tak nie można postępować. Dobrze, że ta odpowiedź była taka a nie inna. Ale dlaczego musieli o to pytać chat GPT? Dlaczego nie zapytali kogoś dorosłego, do kogo mają zaufanie, z kim mają jakąś relację? Ja zdębiałam. Zmierzamy w tym kierunku, by pytać sztuczną inteligencję niemal o wszystko. Przecież to absurd - dodaje gościni TOK FM.
Jest jeszcze jeden problem
Nastolatkowie coraz częściej zaczynają się obawiać, jaka czeka ich przyszłość. - Dzisiaj, gdy pytamy nastolatka co chce w życiu robić, odpowiada, że jest w nim lęk. Czego ci młodzi ludzie się boją? Słyszą w mediach, że sztuczna inteligencja za chwilę zastąpi większość zawodów. I jak oni mają podjąć decyzję, co chcą w życiu robić? Skoro boją się tego, że zawód który dziś wybiorą, może za kilka lat zniknąć. To są realne dylematy tych młodych ludzi, też prowadzące do stresu czy frustracji. Na przykład czy iść na ekonomię na SGH, bo wymarzyli sobie pracę w księgowości np. w wielkiej korporacji, ale może za pięć lat w ogóle takie osoby w księgowości nie będą potrzebne, bo wszystko zrobi sztuczna inteligencja? Frustracja prowadzi do agresji, ale też autoagresji, której niestety jest coraz więcej - mówi nam Beata Lewicka.
Jak dodaje, wielu młodych ludzi nie potrafi sobie radzić z emocjami. Są przekonani, że pomoże im w tym właśnie autoagresja. I zaczynają się ranić - cięcia pojawiają się na rękach, nogach, na innych częściach ciała. - Choć muszę jednocześnie przyznać, że w części przypadków na początku niekoniecznie jest to sposób na rozładowanie emocji, ale w jakimś sensie "moda". Oni wzajemnie wrzucają sobie filmiki na ten temat, jak to wygląda. I bywa, że aby należeć do jakiejś grupy rówieśniczej, to "ja też zaczynam w to wchodzić". Tyle, że to niedługo zaczyna być nawykowe i jest prawie jak uzależnienie - opowiada psycholożka.
Rodzice w wielu przypadkach przez dłuższy czas w ogóle nie mają świadomości, że dzieci stosują autoagresję, że mają rany, bo nastolatki wybierają takie miejsca, żeby nie było widać. - Część tych młodych ludzi tłumaczy to sobie w ten sposób, że jak zadają sobie ból fizyczny, to - jak mówią - przestaje "boleć psychika". A to jest naprawdę bardzo niebezpieczne, bo potem jest to bardzo trudno "odkręcić", bardzo trudno im przestać to robić i zaczyna się błędne koło - mówi Lewicka w rozmowie z TOK FM. - Mam poczucie, że niejednokrotnie zaczynamy gubić nasze człowieczeństwo - empatię, wsparcie dla drugiego człowieka, dbanie o siebie wzajemnie. To jest bardzo niebezpieczne, prowadzi do atomizacji - skupiamy się na samych sobie, a my nie możemy żyć w samotności. I znów - wszystko jest ważniejsze niż drugi człowiek - dodaje.
Nie zapominajmy, że w życiu najważniejsze są relacje i więzi
Nasza rozmówczyni podkreśla, że od kilku lat, zwłaszcza od pandemii, młodzi ludzie spędzają o wiele więcej czasu w telefonach, tabletach i innych urządzeniach elektronicznych. Często nie zdają sobie sprawy, że sytuacja wymyka im się spod kontroli. Idą na imprezę z kolegami czy z rodziną na obiad do restauracji i nie potrafią się oderwać od ekranu.
- Warto sobie wtedy zadać pytanie, co się dzieje istotnego w tym telefonie, że on jest ważniejszy od tego, że ty właśnie spotkałeś się ze znajomymi, z przyjaciółmi i nie umiesz już z nimi rozmawiać? Tylko siedzicie w restauracji czy na imprezie, a ty cały czas masz w ręku telefon i sprawdzasz, co nowego się pojawiło, kto coś napisał albo jaki filmik wrzucił - mówi Lewicka. Jak podkreśla, to prowadzi do tzw. uzależnień behawioralnych. Nie potrafimy funkcjonować bez "nowości" w telefonie.
Dramat TikToka
- Czasami rozmawiam z jednym czy drugim uczniem i słyszę, że oni się tyle uczą, a oceny mają raczej słabe. I zaczynamy liczyć, jak to jest z tą nauką. Pytam, czy na czas nauki wyłączyłeś telefon albo tablet? I większość przyznaje, że nie. A tu przecież ciągle przychodzą powiadomienia, nowe informacje, więc jak się skupić na jednej czynności - na nauce? - tłumaczy pani Beata.
Potem, gdy zaczyna pokazywać uczniom ile było nauki, a ile siedzenia w telefonie - na Netflixie, w mediach społecznościowych czy na TikToku, to dopiero sami przyznają, że jest problem.
- Platforma TikTok - dla mnie jako psycholożki - jest dramatem. Bardzo często słyszę od uczniów: "Jeden filmik chciałem tylko obejrzeć", a mija godzina. Bo okazuje się, że wyświetlają się kolejne i kolejne, podobne, wciągające. Algorytm podpowiada wrzucanie takich bezsensownych głupot, które nie dają nam nic konstruktywnego, a mimo to - oglądamy. A przy okazji zatracamy więzi, zatracamy relacje z drugim człowiekiem - z mamą, tatą, przyjacielem, przyjaciółką. I zaczynamy być bardzo samotni, ale też bardzo sfrustrowani - kończy nasza rozmówczyni.